Archiwum kategorii: 3-liga

Zaczęli. Na stadiony różnych, różnorakich lig wkraczają politycy od prawicy do lewicy. Znak to, że idą majowe wybory do Europarlamentu. Idą więc politycy pewnym kampanijnym i zamaszystym krokiem.

To dlatego, żeby pokazać, iż z arenami sportowymi są obznajomieni, że mecze nie są im obce, choć większość z nich wpadła tu z przymusu, bo ktoś tam podpowiedział, że dobrze kibicom się pokazać. Ot choćby ostatnio na jeden z meczów III ligi piłkarskiej wpadł wysoko postawiony, w lokalnej hierarchii, polityk.

Ale na kibicach nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo przecież kibic głupi nie jest i swoje wie, a także i widzi. A widzi, że polityka na wcześniejszych meczach nikt tu nie widział. I nawet podarowany miejscowej drużynie sprzęt sportowy nie zrobił na nich wrażenia. Polityk zaś wytrzymał na stadionie tylko jedną połowę meczu. Na drugiej już nie był i idę o zakład, że nie wie jakim wynikiem spotkanie się zakończyło. To i tak nie najgorzej. Kilka lat temu byłem świadkiem jak jeden z byłych już polityków, który był nawet senatorem RP, zawitał na zawody sportowe dzieci. Co gorsza wręczał nawet nagrody i 10-latkom dostał się komplet gustownych kieliszków.

Pewnie ktoś wcześniej politykowi kieliszki podarował, a ten nieopatrznie zabrał je na turniej dzieci. Cóż, kieliszki zapewne dostały się tatusiom pociech. Działacze klubowi, nawet ci z klasy B, przez palce powinni patrzeć na to co politycy obiecują w trakcie kampanii wyborczej. Nie łudźcie się, z reguły na obietnicach się kończy…

Kibicuję WKS Wieluń! Dlaczego? Ano dlatego, że w drużynie trenera Szymona Lacha prawie sami swoi, no prawie, bo w 21 osobowej kadrze drużyny występującej w III lidze łódzko-mazowieckiej aż 18 zawodników, to piłkarze którzy grali wcześniej w zespole juniorskim.

Nie ma drugiej takiej trzecioligowej drużyny w naszym regionie, po prostu nie ma! Czy taka polityka kadrowa przyniesie efekt w postaci utrzymania w III lidze, to już inna sprawa. Na razie jednak wielunianie wygrywają na innym polu – na mecze przychodzi więcej kibiców, bo przecież rodzice, dziadkowie, sąsiedzi czy sympatie chcą zobaczyć w akcji samych swoich.

Żeby już sami swoi byli kompletni nie sposób pominąć trenera Szymona Lacha i Andrzeja Wójcickiego, kierownika drużyny i rzecznika prasowego klubu. Pierwszy karierę trenerską związał od początku z WKS, od drużyn młodzieżowych po seniorów. Kierownik drużyny kontynuuje z kolei dzieło swego ojca Stanisława, który przez ponad 15 lat „kierownikował” wielunianom. Teraz jest na emeryturze. Dla pana Andrzeja bycie kierownikiem to także nie nowość. Wcześniej pełnił tą funkcję w zespołach juniorów. I jeszcze dodajmy, że syn pana Andrzeja – Kamil grał w WKS Wieluń. Obecnie broni barw Gal Gazu Galewice, bo tam ma pracę. I jak tu nie darzyć sympatią WKS, no jak?

Minęły czasy, kiedy prezes klubu sportowego to był KTOŚ! Dziś, prezesami klubów, zwłaszcza tych mających drużyny w III czy IV lidze piłkarskiej, są szaleńcy, ale pozytywni. Bo jak inaczej nazwać choćby Andrzeja Millera, który niedawno sternikiem Warty Sieradz został.

Facet spokojny, zrównoważony, ustatkowany, ale… zakochany w piłce nożnej. I tu pies pogrzebany, bo przecież mógłby sobie spokojnie jeździć swoim pięknym czarnym terenowym autem na mecze piłkarskie w całej Polsce i nie tylko. Ale gdzie tam, poniosło go i został prezesem Warty. Tyle tylko, że przejął klub po poprzednim sterniku z bagażem, jak się na początku wydawało, 100 tysięcy złotych długu.

Z tych 100 tysięcy zrobiło się, bez mała, drugie tyle. I co? Facet, wraz z kilkoma podobnie myślącymi zapaleńcami, co to do nowego zarządu weszli, odwiedza różnego rodzaju urzędy, firmy. Negocjuje spłaty długów, układa się z wierzycielami. Jednym słowem koniec spokojnego życia.

Nie raz i nie dwa słyszał zapewne „po co ci to Andrzej, po jaką ch… rę”. Sam też, początkowy zapał stracił, ale nie do końca. Jeszcze trochę zapału iskrzy w nim. I przed takim Andrzejem Millerem i jemu podobnymi Janem Gurazdą z Omegi Kleszczów, Zdzisławem Bartolem z MKS Kutno, Bartoszem Szymickim z WKS Wieluń, Michałem Goździkiem z Lechii Tomaszów, Dariuszem Lisem z Sokoła Aleksandrów, Janem Nykielem z Zawiszy Rzgów czy choćby Pawłem Pichitem z Radomska czapką do ziemi, po polsku.

Bez nich piłka na poziomie lokalnym padłaby dawno na p… sk”. To właśnie tacy zapaleńcy zmagają się z problemami o jakich nie śni się sternikom Legii Warszawa, Lecha Poznań, Wisły Kraków czy nawet Widzewa.

Kibica, zwłaszcza piłkarskiego, trudno czasem rozgryźć. Ot, choćby w Radomsku, tamtejsi fani postanowili, że nie będą wydzierać gardeł i obwieszczać światu, że „Mechanik to jest potęga, że Mechanik najlepszy jest”. Nie będą i już, bo nie po drodze im z nazwą Mechanik. Chcą aby to był RKS. Dotychczas wprawdzie im to nie przeszkadzało, ale wczoraj to było wczoraj. Chcą RKS, wtedy może, do kibicowania powrócą.

Mniej zorientowani zadają sobie zapewne pytanie jak jest z tym Mechanikiem? Swego czasu powstał w Radomsku klub, zawiązany przez kibiców i nazwany RKS 1979, który miał drużynę seniorów w klasie A.W mieście istniał też Mechanik, pracujący z juniorami. Pewnego dnia oba kluby połączyły się, ale zamiast grać w klasie A drużyna „wskoczyła” do klasy okręgowej, czyli szczebelek wyżej. Zajęła miejsce Czarnych Radomsko. I wtedy to Zdzisław Dróżdż, ówczesny prezes klubu, obiecał fanom, że z czasem w nazwie będzie RKS. Nic jednak z tego nie wyszło, bo tak naprawdę wyjść nie mogło. Dlaczego? Bo jak tu RKS razy dwa? W Radomsku przecież wciąż istnieje RKS, wprawdzie tylko na papierze, ale istnieje. To ten RKS z czasów Tadeusza Dąbrowskiego. Kibice pamiętliwi są i któryś z nich przypomniał sobie o niespełnionej obietnicy eks prezesa. I stąd bunt! – Dziwne, że nie pamiętają, iż to Mechanik płaci za nich kary – mówi jeden z działaczy. – Do baranków bożych nie należą, co i rusz rozrabiają, choćby w poprzednim sezonie, rozgonili na cztery wiatry mecz w Kwiatkowicach. W ostatnim czasie Mechanik zapłacił za nich jakieś pięć tysięcy, a przecież miał być, jak obiecali, spokój na meczach.

– Jesteśmy kibicami RKS Radomsko i będziemy tylko kibicami tej drużyny – piszą z kolei w specjalnym oświadczeniu fani z Radomska. –  Nie może być tak, że będziemy co parę lat zmieniać klub, któremu kibicujemy. Jeżeli ktoś tego nie może zrozumieć i powtarza, choć dużo częściej pisze w internecie komentarze, że nie ma klubu RKS, oznacza to tylko jedno – nigdy nie był prawdziwym kibicem. Klubu nie ma ze względu na ludzi, którzy mieli tutaj interes by w Radomsku zarobić, nie do końca uczciwie. Kibice pozostaną na zawsze, Polski na mapie nie było 123 lata, a gdzie dziś żyje każdy z nas? Libiąż czekał na zmianę nazwy 18 lat, ale się doczekał!

Uff, sytuacja wydaje się, przynajmniej na razie, patowa. W każdym razie konflikt żadnej ze stron nie służy, a najbardziej chyba Bogu ducha winnym piłkarzom, którzy chcą przecież grać dla kibiców, a nie pustych trybun.