Archiwum kategorii: 2-liga

Zaczęli. Na stadiony różnych, różnorakich lig wkraczają politycy od prawicy do lewicy. Znak to, że idą majowe wybory do Europarlamentu. Idą więc politycy pewnym kampanijnym i zamaszystym krokiem.

To dlatego, żeby pokazać, iż z arenami sportowymi są obznajomieni, że mecze nie są im obce, choć większość z nich wpadła tu z przymusu, bo ktoś tam podpowiedział, że dobrze kibicom się pokazać. Ot choćby ostatnio na jeden z meczów III ligi piłkarskiej wpadł wysoko postawiony, w lokalnej hierarchii, polityk.

Ale na kibicach nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo przecież kibic głupi nie jest i swoje wie, a także i widzi. A widzi, że polityka na wcześniejszych meczach nikt tu nie widział. I nawet podarowany miejscowej drużynie sprzęt sportowy nie zrobił na nich wrażenia. Polityk zaś wytrzymał na stadionie tylko jedną połowę meczu. Na drugiej już nie był i idę o zakład, że nie wie jakim wynikiem spotkanie się zakończyło. To i tak nie najgorzej. Kilka lat temu byłem świadkiem jak jeden z byłych już polityków, który był nawet senatorem RP, zawitał na zawody sportowe dzieci. Co gorsza wręczał nawet nagrody i 10-latkom dostał się komplet gustownych kieliszków.

Pewnie ktoś wcześniej politykowi kieliszki podarował, a ten nieopatrznie zabrał je na turniej dzieci. Cóż, kieliszki zapewne dostały się tatusiom pociech. Działacze klubowi, nawet ci z klasy B, przez palce powinni patrzeć na to co politycy obiecują w trakcie kampanii wyborczej. Nie łudźcie się, z reguły na obietnicach się kończy…

Minęły czasy, kiedy prezes klubu sportowego to był KTOŚ! Dziś, prezesami klubów, zwłaszcza tych mających drużyny w III czy IV lidze piłkarskiej, są szaleńcy, ale pozytywni. Bo jak inaczej nazwać choćby Andrzeja Millera, który niedawno sternikiem Warty Sieradz został.

Facet spokojny, zrównoważony, ustatkowany, ale… zakochany w piłce nożnej. I tu pies pogrzebany, bo przecież mógłby sobie spokojnie jeździć swoim pięknym czarnym terenowym autem na mecze piłkarskie w całej Polsce i nie tylko. Ale gdzie tam, poniosło go i został prezesem Warty. Tyle tylko, że przejął klub po poprzednim sterniku z bagażem, jak się na początku wydawało, 100 tysięcy złotych długu.

Z tych 100 tysięcy zrobiło się, bez mała, drugie tyle. I co? Facet, wraz z kilkoma podobnie myślącymi zapaleńcami, co to do nowego zarządu weszli, odwiedza różnego rodzaju urzędy, firmy. Negocjuje spłaty długów, układa się z wierzycielami. Jednym słowem koniec spokojnego życia.

Nie raz i nie dwa słyszał zapewne „po co ci to Andrzej, po jaką ch… rę”. Sam też, początkowy zapał stracił, ale nie do końca. Jeszcze trochę zapału iskrzy w nim. I przed takim Andrzejem Millerem i jemu podobnymi Janem Gurazdą z Omegi Kleszczów, Zdzisławem Bartolem z MKS Kutno, Bartoszem Szymickim z WKS Wieluń, Michałem Goździkiem z Lechii Tomaszów, Dariuszem Lisem z Sokoła Aleksandrów, Janem Nykielem z Zawiszy Rzgów czy choćby Pawłem Pichitem z Radomska czapką do ziemi, po polsku.

Bez nich piłka na poziomie lokalnym padłaby dawno na p… sk”. To właśnie tacy zapaleńcy zmagają się z problemami o jakich nie śni się sternikom Legii Warszawa, Lecha Poznań, Wisły Kraków czy nawet Widzewa.

Na kameralnym, aczkolwiek ładnym, stadioniku Omegi Kleszczów można było sobie spokojnie odpocząć podczas meczu, bo chodziło tam niewielu kibiców. Podczas meczu słychać było pokrzykiwania i przeklinania piłkarzy. Ale to się może zmienić i to już niedługo.

Bo klub z najbogatszej gminy w Polsce puka do bram II ligi, niczym święty Mikołaj do drzwi niosąc prezenty. Po 23 kolejkach III ligi łódzko-mazowieckiej kleszczowianie mają 43 punkty, tyle samo co Legia II Warszawa. Obie drużyny straciły po 22 gole, ale Omega zdobyła 41, zaś „Wojskowi” o dwa mniej. I właśnie te drużyny zmierzą się w niedzielę w Kleszczowie. Idę o zakład, że rekord frekwencji murowany, zaś miejscowi będą wychodzić z siebie, a nawet stawać obok, żeby wziąć rewanż za jesienną porażkę z Legią 0:2.

A jeśli wygrają, to nie chciałbym być w skórze sympatycznego skądinąd prezesa Omegi Jana Gurazdy. II liga na wyciągnięcie ręki, a to nowe kłopoty oznacza dla klubu, gdzie dotychczas spokojnie cicho, rzec można jak u pana Boga za piecem…. . A to klatkę dla kibiców drużyny przyjezdnej trzeba zrobić, ale i pokołatać do wójta Kleszczowa Sławomira Chojnowskiego oraz 15 radnych o dodatkowe pieniądze, a te w Omedze, jak na trzecioligowe realia, małe już nie są, bo klub dostaje około 1,7 mln zł dotacji, z czego tylko na trzecioligową drużynę ponad 600 tys. zł. Czyżbyśmy byli więc świadkami narodzin nowej piłkarskiej potęgi? Niewykluczone.