Każdy głos się liczy, nawet z klasy B

Kategorie: 2-liga, 3-liga, 4-liga

Zaczęli. Na stadiony różnych, różnorakich lig wkraczają politycy od prawicy do lewicy. Znak to, że idą majowe wybory do Europarlamentu. Idą więc politycy pewnym kampanijnym i zamaszystym krokiem.

To dlatego, żeby pokazać, iż z arenami sportowymi są obznajomieni, że mecze nie są im obce, choć większość z nich wpadła tu z przymusu, bo ktoś tam podpowiedział, że dobrze kibicom się pokazać. Ot choćby ostatnio na jeden z meczów III ligi piłkarskiej wpadł wysoko postawiony, w lokalnej hierarchii, polityk.

Ale na kibicach nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo przecież kibic głupi nie jest i swoje wie, a także i widzi. A widzi, że polityka na wcześniejszych meczach nikt tu nie widział. I nawet podarowany miejscowej drużynie sprzęt sportowy nie zrobił na nich wrażenia. Polityk zaś wytrzymał na stadionie tylko jedną połowę meczu. Na drugiej już nie był i idę o zakład, że nie wie jakim wynikiem spotkanie się zakończyło. To i tak nie najgorzej. Kilka lat temu byłem świadkiem jak jeden z byłych już polityków, który był nawet senatorem RP, zawitał na zawody sportowe dzieci. Co gorsza wręczał nawet nagrody i 10-latkom dostał się komplet gustownych kieliszków.

Pewnie ktoś wcześniej politykowi kieliszki podarował, a ten nieopatrznie zabrał je na turniej dzieci. Cóż, kieliszki zapewne dostały się tatusiom pociech. Działacze klubowi, nawet ci z klasy B, przez palce powinni patrzeć na to co politycy obiecują w trakcie kampanii wyborczej. Nie łudźcie się, z reguły na obietnicach się kończy…

Komentarze (1):

  1. Karo

    Co racja to racja, zwłaszcza że jak piszę Pan o tych meczach, to od razu widzę tą całą Skrzydlewską, która nic innego nie robi tylko się lansuje na tym swoim Skrzydlewska cup i tylko nagrody daje. A niby z czyich pieniędzy te nagrody przyznaje, no bo na pewno nie ze swojej kieszeni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *