Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Zaczęli. Na stadiony różnych, różnorakich lig wkraczają politycy od prawicy do lewicy. Znak to, że idą majowe wybory do Europarlamentu. Idą więc politycy pewnym kampanijnym i zamaszystym krokiem.

To dlatego, żeby pokazać, iż z arenami sportowymi są obznajomieni, że mecze nie są im obce, choć większość z nich wpadła tu z przymusu, bo ktoś tam podpowiedział, że dobrze kibicom się pokazać. Ot choćby ostatnio na jeden z meczów III ligi piłkarskiej wpadł wysoko postawiony, w lokalnej hierarchii, polityk.

Ale na kibicach nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, bo przecież kibic głupi nie jest i swoje wie, a także i widzi. A widzi, że polityka na wcześniejszych meczach nikt tu nie widział. I nawet podarowany miejscowej drużynie sprzęt sportowy nie zrobił na nich wrażenia. Polityk zaś wytrzymał na stadionie tylko jedną połowę meczu. Na drugiej już nie był i idę o zakład, że nie wie jakim wynikiem spotkanie się zakończyło. To i tak nie najgorzej. Kilka lat temu byłem świadkiem jak jeden z byłych już polityków, który był nawet senatorem RP, zawitał na zawody sportowe dzieci. Co gorsza wręczał nawet nagrody i 10-latkom dostał się komplet gustownych kieliszków.

Pewnie ktoś wcześniej politykowi kieliszki podarował, a ten nieopatrznie zabrał je na turniej dzieci. Cóż, kieliszki zapewne dostały się tatusiom pociech. Działacze klubowi, nawet ci z klasy B, przez palce powinni patrzeć na to co politycy obiecują w trakcie kampanii wyborczej. Nie łudźcie się, z reguły na obietnicach się kończy…

Brać, wybierać, decydować i niczego nie żałować – mawiał kanonier Franciszek Dolas w jednej ze scen komedii „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Zbigniew Zakrzewski, prezes Jutrzenki Warta, też wybiera, ale jakoś nie decyduje.

Sternik czwartoligowej drużyny „Juve” postanowił podziękować za prowadzenie drużyny Bartoszowi Grabowskiemu. I prawdę mówiąc dobrze zrobił, bo drużyna grała niczym kapela podwórkowa. Szkoda jedynie, że tak późno. I tu się zaczęło.

Sternik wziął się za szukanie trenera. Może Andrzej Kretek, albo nie Zdzisław Sławuta? Może jednak Dariusz Bratkowski? W końcu stanęło na Łukaszu Masłowskim, Były piłkarz Widzewa i ŁKS namyśla się jednak i czeka na to co powie Marcin Matysiak, który miałby mu pomaga. Nie dał więc konkretnej odpowiedzi.Drużyna zaś bez trenera.

Działacze Jutrzenki przyzwyczaili swoich fanów, że w podejmowaniu decyzji szybcy nie są, ba nawet tchórzliwi. Jesienią zeszłego roku, mimo że sprzedali bilety na mecz z ŁKS Łódź, rozmyślili się i spotkania nie zorganizowali. Podobno dlatego, że bali się kibiców łódzkiej drużyny. Ciekawe więc czego teraz prezes się boi? Bać to się powinien reakcji burmistrza i radnych, którzy nie skąpią na klub pieniędzy, a Jutrzence coraz to bliżej do klasy okręgowej. Co będzie, jak radni uderzą pięścią w stół i powiedzą, że jakie wyniki taka dotacja. I co wtedy?

Od nienawiści do miłości i na odwrót – jest linia tak cienka, że prawie niewidoczna. Przekonaliśmy się o tym w IV lidze łódzkiej. Niecały rok temu, kiedy okazało się, że w IV lidze łódzkiej będzie grał ŁKS Łódź, blady strach padł na większość klubów – od Paradyża, po Mierzyn, czy Wartę. Bano się nie tyle dzielnych futbolistów trenera Wojciecha Robaszka, co przyjazdu fanów „rodowitych”. Zamknięto więc przed nimi na kłódkę obiekty w Warcie i Paradyżu, a mecze oddano walkowerem, pozbawiający tym samym kibiców w małych miejscowościach okazji zobaczenia w akcji spadkobierców dwukrotnych mistrzów Polski. Bo czy ktoś chce czy nie ŁKS, ten grający w IV lidze, tak właśnie traktować trzeba. Po początkowym strachu nadeszło ocieplenie i choćby w Moszczenicy czy Przedborzu zdecydowano się przyjąć łódzkich kibiców. Ci stadionów, o dziwo, nie zdemolowali! Zaś przy okazji parę groszy do klubowej kasy wpadło, natomiast o odwiedzinach łodzian długo się jeszcze będzie mówiło, nie tylko przy piwie.
Pozytywną stronę tych odwiedzin dojrzano w Zduńskiej Woli, gdzie w najbliższą sobotę zawitają „Rodowici”. Tam szykują się do sportowego święta. 1.000 ludzi na trybunach murowane. Bilety po 10 złotych. Po odliczeniu kosztów związanych z organizacją spotkania, kasa Pogoni wzbogaci się zapewne o kilka tysięcy. W przypadku klubu czwartoligowego, na czego którego stoi „zakręcony” na punkcie Pogoni Jarosław Szewczyk, zaś dzielnie wspomaga go dyrektor klubu Krzysztof Kochelak,to dużo. Jest jeszcze jeden aspekt, w Zduńskiej Woli pokazują, że jak się chce, to można. Oby tylko wszystko poszło jak trzeba. Piłkarska IV liga, i nie tylko, trzyma kciuki. Powodzenia!