Archiwa tagu: hanna zdanowska

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska wygarnęła radnym opozycji od cyników i złośliwców, po czym wyszła z sesji mówiąc „do widzenia”. Pojawiły się komentarze, że „ma baba jaja”. Ale żeby złomotać radnych wcale nie trzeba wielkiej odwagi. A „jaja” prezydent by miała, gdyby na sali została.

Na poziomie czysto emocjonalnym mógłbym panią prezydent zrozumieć, bo Łódź ma w tej kadencji najgorszą Radę Miejską w III RP. Osobno to bardzo sympatyczni ludzie, w kupie zaczynają kombinować. Kłótnie, przepychanki, chorobliwa podejrzliwość, umiłowanie do nonsensownych, wielogodzinnych debat zakończonych fiaskiem, bo to często mistrzowie „bezpuentowych” opowieści, a nie dzielę ich w tej ocenie na koalicję i opozycję. Tyle, że tu nie chodzi o emocje, tylko czyste wyrachowanie pani prezydent, bo radnych ochrzaniła czytając z kartki, czyli mało spontanicznie, za to w ramach kiepsko wyreżyserowanego spektaklu…

Ale w porządku. Załóżmy, że prezydent w ocenie radnych opozycji ma tylko rację. Że ich „serca i umysły paraliżuje strach przed utratą stanowisk i porażką w wyborach”, że „nieustannie straszą łodzian”, że „urządzają polityczne igrzyska” itd. Mam wobec tego pytanie, dlaczego prezydent się w tej sytuacji odwraca i wychodzi z sali? To jakieś pęknięcie logiki, bo skoro już ustaliła, że „oni” są nieodpowiedzialni, że „jedyne, czego łodzianie muszą się dziś obawiać to decyzji podejmowanych przez większość radnych”, to czy odpowiedzialny prezydent miasta wychodzi z sali? Czy prezydent nie powinna starać się chronić tych łodzian, tak, tych na których się powołuje przed decyzjami „większości radnych”? Wyjście z sali to pokazanie strategii środkowego palca, czyli odpowiedzenie tym samym, czym raczy ją opozycja. Ale prezydent od siebie powinna wymagać czegoś innego, łodzianie od niej także.

„Walczę o Łódź i nie poddam się bez względu na okoliczności” – to cytat z przedwyborczego bloga Hanny Zdanowskiej.No i gdzie ta walka? Widać jednak nie brała wtedy pod uwagę wszystkich okoliczności. Widać „walczyć” było łatwo, gdy była większość wśród radnych, a teraz to „polityczny teatr”. Nie raz już pisałem, że prezydent za utratę większości sama jest sobie winna. Ale teraz do wprowadzenia w życie swego hasła z wyborów warunki ma idealne. Czego by nie powiedzieć o tej radzie najgorszego, konstatacja zawsze i tak będzie taka, że to jednak mieści się w granicach demokracji, choć te warunki to jedno, a ocena radnych to drugie.

Poza tym, czy pani prezydent sama czasem polityki nie uprawia? Powiedzieć komuś, że jest nieodpowiedzialny po czym wyjść z sali to podobna nieodpowiedzialność. Złomotać radnych nawet ja potrafię, choć bez satysfakcji, a poza tym ja swoim wyborcom nic nie obiecywałem, bo ich nie mam. Jeśli prezydent jest lepsza, a przecież tak powiedziała, i odpowiedzialna, to niech nie wychodzi z sali, tylko walczy, jak obiecała. Niech tłumaczy, proponuje, będzie kompromisowa mimo zaprzaństwa opozycji. Niech gryzie trawę, bo inaczej ludzie jej nie uwierzą. Ja nie wierzę. Wierzę tylko w to, że zależało jej jedynie na tym, by ludzie przeczytali to efektowne w swej prostocie oświadczenie rozesłane do mediów, które lud ma odczytać tak, że „ja chcę dobrze, a oni źle”. I jak się to ma do jej hasła „Walczmy o Łódź” i „nie poddam się bez względu na okoliczności”? Dziś to hasło brzmi „do widzenia”.

PS Spektakl reżyserowi jednak wydostał się spod kontroli, gdyż zwęszono, że Pani prezydent po wyjściu z sesji udała się wprost na sushi. Nie żebym zabraniał przerwy obiadowej, należy się. Może tym samym prezydent kupi elektorat mniejszości japońskiej w Łodzi, ale „wyborczo” bardziej opłacałyby się flaki, schabowy albo bigos.