Miesięczne archiwum: Listopad 2016

Murem za Hanną Zdanowską nie stoję, bo jestem od tego, by ludziom tłumaczyć, kto za kim murem stoi i dlaczego. Nie przesądzam czy prezydent Łodzi jest winna, czy nie. Radni PiS przytomnie apelują o szybki proces i takież wyjaśnienie sprawy. Też bym tak chciał, bo na tym skorzystają wszyscy. Ale zadziwiają mnie akurat te argumenty PiS, które mają udowodnić, że „sprawa nie jest polityczna”…

Według PiS sprawa nie jest polityczna bo „prokurator generalny Zbigniew Ziobro nie ma z nią nic wspólnego”. A nie ma, bo „sprawę Zdanowskiej do prokuratury gorzowskiej przekazał jeszcze niezależny prokurator generalny Andrzej Seremet w lutym 2016 r.”. Tymczasem „Ziobro prokuratorem generalnym został 4 marca”. Politycy PiS lansują przekaz, że Seremet był wręcz „prokuratorem koalicji PO-PSL”. Czyli, że za sprawą zarzutów dla Zdanowskiej stoi prokurator PO, a nie PiS. Nie chcę się czepiać, ale proponuję politykom PiS szczerą rozmowę z ich kolegą z partii, Łukaszem Maginem. On wie, czyim prokuratorem był Andrzej Seremet. Magin był doradcą Krzysztofa Kwiatkowskiego, ministra sprawiedliwości w rządzie PO-PSL, który prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu wiosną 2010 r. przedstawił dwóch kandydatów na prokuratora generalnego. Prezydent Kaczyński wybrał Seremeta. Zresztą ku rozpaczy Kwiatkowskiego, całej PO i zapewne Magina, wtedy przecież członka tej partii. Gdy formalnie doszło do wyboru prokuratora, Magin był wiceprezydentem Łodzi, ale wojna o prokuraturę trwała już wtedy, gdy był doradcą Kwiatkowskiego. A o tym kogo chciała wówczas PO na prokuratora generalnego pisał guru prawicowej publicystyki Cezary Gmyz.

Otóż PO liczyła na to, że prokuratorem generalnym w nowej, niezależnej prokuraturze zostanie Edward Zalewski, prokurator krajowy i wiceminister sprawiedliwości, zastępca Kwiatkowskiego. Te dwie kandydatury wyłoniła w głosowaniu Krajowa Rada Sądownictwa, prezydentowi przedstawił je Kwiatkowski, a ostatecznego wyboru dokonał Lech Kaczyński. Czyli Lech Kaczyński dokonał wyboru „prokuratora koalicji PO-PSL”? Panowie radni PiS: kierując narrację w tę stronę czynicie gwałt na pamięci o prezydencie Kaczyńskim. Dla porządku dodam, że z czterech merytorycznych zastępców Seremeta, trzej to prokuratorzy robiący karierę w latach 2005-07, gdy prokuratorem generalnym był kto? Zbigniew Ziobro. Decyzję o ich powołaniu zdołał jeszcze podjąć Lech Kaczyński na kilka dni przed katastrofą. O czwartego zastępcę merytorycznego Seremet konfliktował się z Bronisławem Komorowskim. Z prezydentem PO – jak się dziś mówi w PiS.

Ale to nie wszystko: radny PiS Bartłomiej Dyba-Bojarski stwierdził, że skoro sprawa trafiła do Gorzowa decyzją niezależnego prokuratora Seremeta, to w gorzowskiej prokuraturze zapadły wszystkie decyzje dotyczące Zdanowskiej. I dlatego Ziobro nie może mieć z tym nic wspólnego.

Przypomnę zatem dlaczego sejmowa większość PiS ponownie włączyła prokuraturę pod ministerstwo sprawiedliwości. Otóż Seremet jako prokurator generalny nie miał wpływu na śledztwa prowadzone w okręgach. Bogdan Święczkowski, dziś prokurator krajowy i zastępca ministra Ziobry, na ten temat udzielił dziesiątków wywiadów, nazywając w nich Seremeta „figurantem”. Koalicja PO-PSL oddzielając prokuraturę od ministerstwa, zburzyła w niej podległość służbową. Święczkowski podał przykład afery Amber Gold: „(…) prokurator generalny nie mógł polecić zmian w sposobie prowadzenia tego śledztwa”. Zatem prokurator Seremet nie mógł, ale prokurator Ziobro może wpływać na sposób prowadzenia śledztw w prokuraturach, bo takie uprawnienia dała mu nowa ustawa. Jeśli zatem PiS podnosi, że sprawa jest „niepolityczna”, bo do rozpatrzenia okręgowi przekazał ją niezależny prokurator, to ja powiem, że to o niczym nie świadczy. Kluczowy jest bowiem fakt, kiedy podjęto decyzję o postawieniu zarzutów Zdanowskiej. A podjęto ją nie za czasów Seremeta, tylko Zbigniewa Ziobry. Mógł zatem minister Ziobro podjąć decyzję o postawieniu zarzutów Zdanowskiej. Nie wiem czy podjął, ale mógł. A z pewnością o tym, że taka decyzja zapadnie, powinien wiedzieć, bo dotyczy prezydenta trzeciego miasta w Polsce. To – paradoksalnie i bez ironii – nawet dobrze by o nim świadczyło. Bo jeżeli minister Ziobro nie wie co się dzieje w okręgach – a to de facto zasugerował radny PiS – to znaczy, że nie panuje nad podległą mu prokuraturą.

I jeszcze jedno: ręczne sterowanie prokuraturą w czasach, gdy podlegała ministrowi sprawiedliwości było czymś wręcz naturalnym. Tak było za AWS, SLD-PSL, PiS – LPR – Samoobrona, także przed rozdzieleniem urzędów za koalicji PO-PSL. Dlaczego teraz miałoby być inaczej…

Zarzuty postawione przez prokuraturę prezydent Łodzi Hannie Zdanowskiej (PO) wywołały w mieście sporo emocji. I podzieliły Łódź, choć nie na pół, bo dziś więcej łodzian stoi „murem za Hanką”, niż chce „Hanki za murem”. Co nie znaczy, że ona sama i jej zaplecze nie popełnili błędów w sytuacji kryzysowej.

Zarzuty postawione Zdanowskiej są raczej słabe. Wyłudziła kredyt? Przecież to się robi po to, żeby go nie spłacać, a ona spłaciła. Poświadczyła nieprawdę? Czy na pewno, skoro prokurator mówi o „nie do końca prawdziwym dokumencie”. Coś jest prawdziwe, albo nie, nigdy zaś w połowie… Kto w tej sprawie jest poszkodowanym? Bank, który dostał pożyczone pieniądze z powrotem.

Prokuratura stawiając zarzuty tej jakości, po latach od spłacenia kredytu i w sytuacji gdy prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro, sama wystawia się publicznie na polityczną ocenę intencji. Dodaje argumentów tym, którzy powiadają, że stawia się jej zarzuty tylko po to, by pomóc PiS w Łodzi.

Ale i Zdanowska ze swym otoczeniem też popełnia błędy. Łzy na konferencji prasowej to błąd. Nie dość, że od razu kojarzą się z Beata Sawicką, to kompletnie nie współgrają z wizerunkiem Zdanowskiej jako kobiety twardej i zdecydowanej, a taki przecież wizerunek wylansowała. Jeśli zaś łzy były niewystudiowane, a spontaniczne? W to doprawdy trudno uwierzyć. Hanna Zdanowska przez ostatnie lata nie raz udowadniała, że potrafi powściągnąć emocje i na łzy sobie nie pozwalała.

Zdanowska nie zawiesiła się w prawach członka PO i nadal jest szefową partii w Łodzi. To niekonsekwencja. Pamiętam dobrze, że gdy zarzuty otrzymał Marcin Nowacki, członek zarządu PO, Zdanowska jako szefowa tegoż zarządu przeprowadziła szybką akcję zawieszenia Nowackiego. Zarzuty w końcu wycofano, ale Nowacki do zarządu PO nie wrócił. Oczywiście nie ma nad czym rozdzierać szat, to jest de facto problem PO i Zdanowskiej. Ale jeśli ktoś teraz powie, że prezydent stosuje różne standardy wobec innych i wobec siebie, to też będzie miał rację.

Widać uznano, że zawieszenie się w prawach członka partii mogłoby zostać na zewnątrz przyjęte jak przyznanie się do zarzutów. Z drugiej strony PO dziś Zdanowską wspiera, a postawienie jej zarzutów wręcz partię w Łodzi zmobilizowało. Otoczenie kryzysowe prezydent Łodzi też działa: akcja „murem za Hanką” na FB oraz niedzielny marsz poparcia to ucieczka do przodu, nawet skuteczna, choć w istocie jest kopią działań z Lublina, gdzie CBA chce odwołania Krzysztofa Żuka, prezydenta Lublina, też z PO. Tam też była akcja na FB „murem za Żukiem”, oraz marsze poparcia. Na FB powstał też kontrprofil „Hanka za murem”(można na nim znaleźć skany informujące, że akcja „Murem za Hanką” ma sponsorowany profil na FB), ale ma o 100 razy mniej fanów od „Murem za Hanką”. Tyle, że prezydenta Żuka CBA wchodzi ze jego działalnością publiczną, zaś Zdanowska sprawę swych zarzutów sama wprowadza PR-owsko w przestrzeń publiczną. To się opłaciło. Niewielu przeciwników Zdanowskiej pamięta łzy i treść zarzutów, wdają się za to w kłótnie, czy na marsz przyszło ludzi sporo, czy niewielu (w mediach rozstrzał jest od 150 do 700 osób) i jaki to procent od skali jej poparcia w wyborach. A emocje skanalizowały się tak, że każdy kto się po jej stronie nie opowie, natychmiast klasyfikowany jest jako jej wróg, a co najmniej wyborca PiS.

Dla Zdanowskiej byłoby jednak korzystniej i wiarygodniej, gdyby w tych marszach nie pojawiali się jej bliscy znajomi, na przykład z klubu radnych PO. Bo gdy ja widzę stojącego „murem za Hanką” radnego Jana Mędrzaka, to się nie dziwię trwałości tego muru. W końcu prezydent Zdanowska daje mu zarobić 200 tys. zł (brutto) rocznie w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym

„Jestem przekonany, że śledztwo prokuratury wykaże nieprawdziwość medialnych oskarżeń i próbę zorganizowania politycznej nagonki na PiS i Bartłomieja Misiewicza” – stwierdził wiceprezes PiS Antoni Macierewicz.

Trudno się być może temu optymistycznemu przekonaniu Macierewicza dziwić. W końcu postępowanie w sprawie jego politycznego adiutanta Misiewicza z podejrzeniem korupcji politycznej w tle, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim. Kto jest tam prokuratorem okręgowym? Otóż jest nią Magdalena Witko, małżonka… polityka PiS, byłego posła a obecnie prezydenta Tomaszowa Maz. Prokurator Witko szefową piotrkowskiej Prokuratury Okręgowej została już po ponownym przyporządkowaniu prokuratury ministrowi sprawiedliwości, a o nominacji zdecydował sam prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Sprawa Misiewicza dotyczy zaś gorących pytań, czy obiecywał on miejsca pracy w koncernie PGE radnym powiatowym PO z Bełchatowa, w zamian za głosy popierające Dorotę Pędziwiatr na stanowisko wicestarosty powiatu bełchatowskiego, a potem koalicję, oczywiście po porzuceniu przez radnych szyldu PO. Dorota Pędziwiatr radna i jednocześnie siostra Dariusza Kubiaka, posła PiS z Bełchatowa. Nie poparł jej jednak cały klub PiS, stąd Misiewicz miał szukać poparcia wśród radnych PO. Sam poseł Kubiak i posłanka Anna Milczanowska zaprzeczyli w Sejmie, jakoby do składania takich propozycji przez Misiewicza doszło.

Ale politycy PiS raczej nie widzą problemu w tym, że szefowa prokuratury która jest małżonką polityka PiS, może mieć wpływ na postępowanie w sprawie polityka PiS, który być może pomagał naruszając prawo innemu politykowi PiS, by jego siostra będąca politykiem PiS, sięgnęła po publiczny stołek w samorządzie zarządzanym przez polityków PiS. Dowodzą, że Misiewicz u prezydenta Witki nie był widziany już od kilku miesięcy, ale i to blednie przy dowodzie koronnym: gdyby prokuratura chciała tę sprawę skręcić, nie wszczynałaby postępowania.

Wolne żarty, bo prokuratura łaski nie zrobiła wszynając to postępowanie. Zachodzi podejrzenie korupcji politycznej, a opinia publiczna ma zachwycać faktem, że sterowana przez Zbigniewa Ziobrę prokuratura, raczyła wszcząć w tej sprawie postępowanie? Prawdziwym testem będzie to, co dalej z tym śledztwem, a jeśli zostanie umorzone, to czy z rzetelnym uzasadnieniem, by się nie okazało, że jest jak u Gogola: „Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator… ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”. Oczywiście nic w tym śledztwie nie musi być skręcone, ale jeśli sprawa zostanie umorzona, to spora część opinii publicznej tak właśnie pomyśli ze względu na partię, której politykiem jest mąż prokurator okręgowej w Piotrkowie. Kto wtedy uwierzy, że politycy PiS w tej sprawie są czyści? Kto uwierzy, że prokuratura nie jest umoczona w partyjny układ? Argument, że wcześniej w ten sposób prokuratorów okręgowych ustawiał SLD czy PO jakoś mnie nie przekonuje. Przecież tym razem miało być inaczej.