Mastalerkowanie rzeczywistości

Kategorie: Blog Marcina Dardy

Marcin Mastalerek został dyrektorem wykonawczeym ds. komunikacji korporacyjnej PKN ORLEN. I tym samym skorzystał z czysto partyjnego mechanizmu dostawania fuch, który tak szyderczo piętnował, gdy był czynnym politykiem i rzecznikiem PiS.

„Rusza akcja cała Polska szuka pracy dla Budzanowskiego”, albo „w jakiej spółce dostanie pracę za 80 tys. Budzanowski” – to jedne z ciekawszych tweetów Mastalerka z czasów gdy był posłem opozycji. Dla pamięci: Budzanowski to z imienia Mikołaj, usunięty przez Donalda Tuska minister Skarbu Państwa w drugim jego rządzie.

Był zatem Mastalerek jednym z najbardziej wytrwałych i wyrazistych krytyków polityki personalnej Tuska i PO, a potem i Ewy Kopacz, choćby wtedy, gdy po odejściu Tuska do Brukseli intratną posadę w radzie nadzorczej Orlenu dostał Igor Ostachowicz, z dnia na dzień bezrobotny PR-owiec Tuska. Ostachowicz nie zarobił nic, zrezygnował z fuchy pod presją opinii publicznej, a mówią też, że pod presją Kopacz. A Mastalerek? Nic z tego.

Otóż tej siarczystej krytyce, której Mastalerek poddawał PO, dziwić się nie należy. Banalna jest przecież zasada, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Był przecież wówczas Mastalerek rosnącym w siłę posłem PiS który tą krytyką siłą rzeczy podlizywał się prezesowi partii. Nie mógł przecież wiedzieć, że podpadając prezesowi wyleci z listy wyborczej i posłem już nie będzie, a pozostanie na łasce i niełasce tegoż prezesa, lub co bardziej wpływowych jego zauszników. I że zmieni się tylko forma jego życia na koszt podatnika, bo nie będzie to uposażenie i dieta poselska, a stosunek pracy z paliwowym gigancie z udziałem państwa. Co więcej, może nie zarobi 80 tys. zł, które antycypował Budzanowskiemu, a dobre 20-30 tys. zł miesięcznie, jeśli nie więcej. Zresztą zarobki na tym nieosiągalnym dla większości Polaków poziomie, musiał sobie Mastalerek zapewnić wytrwałymi i trudnymi negocjacjami.

Tak przynajmniej powiadają łódzkim PiS co niektórzy oburzeni: tak długo czekał na tę posadę, bo na początku miał być tylko rzecznikiem prasowym za 3 tys. zł brutto. I dopiero sugestia, jak wiele wie o partii i pewnych relacjach z kampanii Andrzeja Dudy i Beaty Szydło, zdecydowała, że będzie to jednak stołek dyrektorski. Dziś politycy PiS Mastalerka bronią, powiadają, że jest zdolny, zna się na rzeczy i będzie dobrym dyrektorem. Tyle, że problem tkwi gdzie indziej. Jest cała masa zdolnych, którzy nigdy takiej oferty nie otrzymają, bo nie byli w SLD, później w PO, a teraz nie są w PiS. PiS miał to przecież zmienić…

A zmienił tak, że teraz gnę się w pół i proszę o garść tweetów na temat polityki personalnej PiS, panie dyrektorze Mastalerek. Janusz Piechociński, inny spec od miejsc pracy dla swoich, ukuł kiedyś termin „mastalerkowanie rzeczywistości”. Nieistotne w jakim kontekście, bo kontekst ten nie wytrzymał próby czasu. Ale weźmy chociaż tego Budzanowskiego. Otóż nie pracuje on po dymisji z rządu w żadnej spółce Skarbu Państwa, jak sugerował Mastalerek, tylko w prywatnej grupie Boryszew. Na coś takiego Mastalerek się nie rzucił, po prostu czekał na Orlen, i o ironio – to jemu cała Polska szukała pracy. I to jest właśnie mastalerkowanie rzeczywistości.

Komentarze (1):

  1. gero

    No coz, niech sie ciesza bo za 3 lata z groszem bedzie podsumowanie dzialalnosci partii u wladzy i mastalerkow. Nawet dobre stanowisko i dobrze platne jest niewiele warte jezeli bedzie trwac krotko.

    Najwyrazniej PO i PiS sa siebie warci. Jedyne co mozna robic to zmieniac ich co 4 lata, do skutku, az sie naucza szanowac wyborcow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.