Waszczykowski na honorowego prezesa PSL

Kategorie: Blog Marcina Dardy

Ledwie w Sylwestra napisałem, że „jeśli w niedługim czasie szefem łódzkiego oddziału Urzędu Kontroli Skarbowej zostanie brat ministra Waszczykowskiego, to plotki na temat wpływów ministra stracą status politycznego mitu”.

Czas ten okazał się rzeczywiście niedługi, bo już kilka dni później Tomasz Waszczykowski, brat ministra, awansował bez konkursu na p.o. dyrektora. Gdybym miał ministerialne ego, to napisałbym, że pewnie przeczytał ten mój sylwestrowy tekst i za punkt honoru wziął sobie awansowanie brata, by uchodzić za wpływowego. Ale nie mam i nie sądzę, by minister ten tekst czytał, bo awans brata planowany był zapewne wcześniej.

Tomasz Waszczykowski to przecież urzędnik kompetentny i doświadczony, spełnia kryteria, był np. p.o. dyrektora UKS we Wrocławiu, wtedy gdy premierem był Donald Tusk, a krajem rządziła PO. Dziwnym zbiegiem okoliczności posadę stracił nieco przed tym, gdy ze stanowiska wiceministra spraw zagranicznych odwołano Witolda Waszczykowskiego. Tak, tak… Niewielu już pamięta, że i w rządzie Tuska Waszczykowski był wiceministrem. Co teraz z tych kompetencji, gdy Tomasz Waszczykowski będzie miał łatkę dyrektora, co to nim jest dzięki bratu, ministrowi. Kto wie, może to jakaś osobista zemsta ministra Waszczykowskiego i wyrównanie rachunków sprzed lat…

Czym by to jednak nie było, to i tak jest małostkowe, politycznie zdulszczone. Bo w istocie jest to technologia sprawowania władzy bliska PSL, tak przecież piętnowana przez PiS. Ile razy słyszeliśmy o zawłaszczaniu państwa przez PO, przez PSL, przez całe rodziny zatrudniane albo awansowane w budżetówce dzięki układom partyjno – rodzinnym ? Kto wtedy krzyczał najgłośniej? Nie PiS właśnie? Minister Waszczykowski za ten braterski gest powinien zostać honorowym prezesem PSL, bo kto uwierzy, że on on tym nie wiedział?

Jak się woła w wyższe standardy życia publicznego, to po dojściu do władzy powinno się je pokazać. A bratu powiedzieć, że może być nawet najlepszy w swoim fachu, ale w państwowej instytucji nie awansuje, bo to jak korzyść osobista dla własnej rodziny: awans to wyższe zarobki z kasy państwa, na którą składa się podatnik. Taka jest cena wiarygodności. A w tym przypadku raczej jej braku.

Komentarze (1):

  1. P.

    Od początku RP, działania wszystkich grup politycznych polegały na podziękowaniu za działalność w sferze wymiernej, czyli coś za coś. Wiodło się to tym bardziej między koalicjantami.
    Kuriozum było gdy vice premier oddał agencję siedemdziesiąt letniej matce (komputeryzację) ze słowami do ogółu „mamie, bo komu”. Czy chociaż ona w tym czasie potrafiła stuknąć w klawisze? Dyrektorem magazynów zbożowych (czy coś tam, ale agencji państwowej) został braciszek (po podstawówce) posła PSL? Nawet sprzątaczka w agencji rolnej, musiała mieć koneksje.
    Dziwić się? Przecież nie matura i jakieś egzaminy a … zrobią z ciebie prezesa.
    [ wpadka syna premiera, bo premier zaatakował …]
    Nowe porządki, nowa opcja, więc? (Nasza przypadłość.) PO wzorowało się na zachodnim sąsiedzie, lecz tylko na tym co było wygodne. [tam brat ministra podał, że ma koneksje w rządzie – minister sam podał się do dymisji / no kultura] To mało znaczące fakty i przy okazji …. Ile tego teraz będzie w całym kraju. To początek.
    Obawa tylko czy nie wyjdziemy jak flagowy paprykarz „jak żyć”, bo w końcu szukał pomocy tam gdzie zadał to pytanie.
    Pozostaje nam jak zwykle – Polak przed i po …!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.