Miesięczne archiwum: Styczeń 2016

Ledwie w Sylwestra napisałem, że „jeśli w niedługim czasie szefem łódzkiego oddziału Urzędu Kontroli Skarbowej zostanie brat ministra Waszczykowskiego, to plotki na temat wpływów ministra stracą status politycznego mitu”.

Czas ten okazał się rzeczywiście niedługi, bo już kilka dni później Tomasz Waszczykowski, brat ministra, awansował bez konkursu na p.o. dyrektora. Gdybym miał ministerialne ego, to napisałbym, że pewnie przeczytał ten mój sylwestrowy tekst i za punkt honoru wziął sobie awansowanie brata, by uchodzić za wpływowego. Ale nie mam i nie sądzę, by minister ten tekst czytał, bo awans brata planowany był zapewne wcześniej.

Tomasz Waszczykowski to przecież urzędnik kompetentny i doświadczony, spełnia kryteria, był np. p.o. dyrektora UKS we Wrocławiu, wtedy gdy premierem był Donald Tusk, a krajem rządziła PO. Dziwnym zbiegiem okoliczności posadę stracił nieco przed tym, gdy ze stanowiska wiceministra spraw zagranicznych odwołano Witolda Waszczykowskiego. Tak, tak… Niewielu już pamięta, że i w rządzie Tuska Waszczykowski był wiceministrem. Co teraz z tych kompetencji, gdy Tomasz Waszczykowski będzie miał łatkę dyrektora, co to nim jest dzięki bratu, ministrowi. Kto wie, może to jakaś osobista zemsta ministra Waszczykowskiego i wyrównanie rachunków sprzed lat…

Czym by to jednak nie było, to i tak jest małostkowe, politycznie zdulszczone. Bo w istocie jest to technologia sprawowania władzy bliska PSL, tak przecież piętnowana przez PiS. Ile razy słyszeliśmy o zawłaszczaniu państwa przez PO, przez PSL, przez całe rodziny zatrudniane albo awansowane w budżetówce dzięki układom partyjno – rodzinnym ? Kto wtedy krzyczał najgłośniej? Nie PiS właśnie? Minister Waszczykowski za ten braterski gest powinien zostać honorowym prezesem PSL, bo kto uwierzy, że on on tym nie wiedział?

Jak się woła w wyższe standardy życia publicznego, to po dojściu do władzy powinno się je pokazać. A bratu powiedzieć, że może być nawet najlepszy w swoim fachu, ale w państwowej instytucji nie awansuje, bo to jak korzyść osobista dla własnej rodziny: awans to wyższe zarobki z kasy państwa, na którą składa się podatnik. Taka jest cena wiarygodności. A w tym przypadku raczej jej braku.