Najwyższa Izba Hipokryzji

Kategorie: Blog Marcina Dardy

Krzysztof Kwiatkowski, „cudowne dziecko PO”, „prymus”, miał szansę być najlepszym prezesem NIK ostatniego ćwierćwiecza. Tymczasem będzie jedynym w tym czasie, który odejdzie w niesławie, nawet jeśli dotrwa do końca kadencji w 2019 r. Bez względu na wyrok sądu, bo Kwiatkowski zrobił przecież coś, co jako prezes NIK piętnuje w raportach…

Prokuratura zamierza postawić mu cztery zarzuty, m.in. za ustawianie konkursów na szefów delegatur NIK, w także tej łódzkiej. Po wybuchu afery w prasie sypnęło sylwetkami Kwiatkowskiego, a uderzające jest w tych tekstach to, że warszawscy dziennikarze widzą w nim przede wszystkim urzędnika, a nie polityka. Nic bardziej mylnego, wystarczy cofnąć się parę lat wstecz i przypomnieć, że to wysokie aspiracje Kwiatkowskiego podzieliły łódzką PO na frakcje, a ta wojna której skutkiem była m.in. utrata przez Platformę większości w Radzie Miejskiej, zakończyła się dopiero po odejściu Kwiatkowskiego do NIK. Aspiracje, dodajmy, czysto polityczne… Przecież sama prezesura NIK też miała być trampoliną do dalszej kariery politycznej Kwiatkowskiego. Mówiło się nawet, że będzie kandydatem PO na prezydenta.

Z cytowanej przez prokuraturę podsłuchanej rozmowy, w której Kwiatkowski instruuje swego faworyta jak dobrze wypaść przed komisją konkursową, też przebija raczej polityk, niż urzędnik. Sam pomysł ustawienia konkursu też nie jest nawykiem urzędnika, tylko polityka… Kwiatkowski rozmawiał w taki sposób, jakby nie robił tego pierwszy raz. A zrobił coś, co jako prezes NIK, często piętnuje w raportach.

Mimo przesiąknięcia polityką, Kwiatkowski potrafił zbudować sobie wizerunek nieskazitelnego, wręcz ostatniego sprawiedliwego. To dlatego dziś na zabójczą ironię zakrawa fakt, że najczęściej media pokazują go w towarzystwie posła Jana Burego, który jeśli jest czegoś symbolem, to z pewnością nie nieskazitelności. Ktoś trafnie zresztą zażartował ze słów Burego, który stwierdził, że ma czyste sumienie. Ma czyste, bo nieużywane…

W całej aferze paradoksalnie to nie zarzuty są istotne, bo z tych prezes będzie miał szanse bronić się przed sądem. Dobić go może za to publikacja rozmów z Janem Burym. Pierwsze fragmenty już wyciekają: „(…)Szykuj sobie kandydata na wicedyrektora. (…) Subtelna prośba, żeby ktoś tam nie zapomniał o złożeniu dokumentów” – tak subtelnie właśnie były minister sprawiedliwości miał się odezwać do posła PSL. Zadziwiająca bezczelność i hipokryzja, tu idzie przecież o NIK. Jeśli tam nie przestrzegają prawa, to gdzie w Polsce ono jest przestrzegane i jaką w ogóle ma wartość?

Ostatni rok dobitnie pokazał, że to nie sądy niszczą polityków, tylko oni sami niszczą kompromitującymi rozmowami. Jeśli rozmowy Kwiatkowskiego i Burego będą wypływać nadal, to będzie obciążenie nie tylko dla prezesa, ale i balast wizerunkowy dla NIK. Prezes NIK jest zasadzie nieusuwalny przed końcem kadencji, ale powinien odejść sam, przede wszystkim ze względu na prestiż NIK. Druga przyczyna jest bardziej praktyczna: prezes przekazał wszystkie swoje obowiązki zastępcom, nie będzie uczestniczył w kolegiach NIK oraz w komisjach sejmowych, a także „wyłączy się ze wszelkiej aktywności zewnętrznej”. Jest zatem pytanie, za co będzie dostawał ponad 14 tys. zł brutto co miesiąc… A zanim sprawę rozstrzygnie sąd, parę lat może minąć.

Komentarze (4):

  1. Leonidas

    Szanowny Panie redaktorze,
    Zimny kubeł wody wylany na głowę K.Kwiatkowskiego bardzo, ale to bardzo był potrzebny. Nie znam polityka bardziej chełpliwego od ww. W rozmowach(TV,radio) słyszałem z ust tego Pana jedno słowo „JA” .Oczywiście w kontekście pozytywnym. Ten prezes NIK jest dla mnie uosobieniem narcyzmu i bufonady w jednym.Nawet teraz ta próba (poprzez zrzeczenie się immunitetu) oczyszczenia się jest „wykonana” w stylu heroicznym i dramatycznym zarazem. Publika może współczuć, płakać lub śmiać się z tej , w sumie tromtadracji- ale czy Polska powinna?

  2. sdr11

    dlaczego nie napisał Pan, że grupa radnych związanych z Kwiatkowskim znalazła się na listach PIS w wyborach samorządowych a o samym Kwiatkowskim mówiło się owszem że ma być kandydatem na prezydenta w 2020 ale PIS nie PO, nie dziwi Pana ,że jedynym politykiem broniącym Prezesa NIK jest Masztalerek szef PIS w Łodzi i czy nie zauważył Pan dziwnej koincydencji nie umieszczenia Masztalerka na listach PIS i afery „NIK”, Joanna Kopcińska była kandydatką na prezydenta Łodzi desygnowaną przez PIS

  3. PP

    Ja byłbym ostrożniejszy w wypowiedziach i ocenach.
    Patrząc na przecieki z akt sprawy trudno znaleźć w cytatach z rzekomych rozmów telefonicznych coś co by było dowodem przesądzającym o zaistnieniu przestępstwa. Bardziej to przypomina pogawędki R.Beger z A.Lipińskim.
    Jeżeli się zerknie w publikowane na stronach NIK zarządzenie dotyczące konkursów i zestawi z cytatami z przecieków, to trudno tam znaleźć przestępstwo, jak i naruszenie rzeczonego zarządzenia.
    Inna rzecz, że wyciągnięcie takich lub innych rozmów zazwyczaj bywa niezręczne lub brudzące. Cytaty, czasem głupio powiedziane, aby komuś się przypodobać i brzmiące wyjątkowo niesmacznie (acz nie przestępstwa). Inne powyrywane z kontekstów. Rozmowy telefoniczne często powyrywane z kontekstów rozmów twarzę w twarz etc etc. Ot zwykła praktyka prokuratury z jaką się bawię od 20 lat.
    Moim zdaniem żadne przestępstwo z tego nie wyjdzie i zakończy się to za jakiś czas czy to umorzeniem, czy uniewinnieniem. Co zostanie? Brud i niewiele więcej. Brud doklejony i do K.Kwiatkowskiego i do NIKu i do Prokuratury, która wcześniej nie widziała nawet powodu aby K.Kwiatkowskiego czy to rozpytać, czy przesłuchac jako świadka.
    Gdyby to jeszcze był koleś z ulicy to bym zrozumiał. Nie dla pozycji K.Kwiatkowskiego, a dla trybu procedowania. Kolesia z ulicy nie trzeba informować wnioskiem o uchylenie immunitetu o co chodzi w sprawie i jakie dowody się zgromadziło. On po prostu tego nie wie i mozna go wziąć przez zaskoczenie. Osobę, której immunitet chce się uchylać juz trzeba wczesniej poinformować o co chodzi. Tak więc przesłuchanie Prezesa NIK jako świadka pozwoliłoby wczesniej uzyskać jego stanowisko w tej sprawie i uniknąć bezsensowanego oskarżania. Co więcej – tak sie zazwyczaj robi w praktyce, no chyba, że się złapie zabójcę z nożem nad ciepłym jeszcze ciałem ofiary.
    Osoby ponoć lansowane, rozmówcy KK nie dostali żadnych zarzutów. Czyżby zdaniem Prokuratury nie wiedzieli, że są lansowani? KK zrobił im dobrze tak, że nawet sobie z tego nie zdawali sprawy?????? Przecież wiedząc co się dzieje (chociażby z rozmów z KK) i przystępując do konkursów współdziałali z nim. Nie mieli immunitetu, więc zarzuty powinni dostać, a nie dostali (mam nadzieję, że teraz sobie o nich Prok Apelacyjna w Katowicach nie przypomni). A jest przecież art.21 par.2 k.k., który ich współdziałanie penalizuje.
    Patrząc na te wątpliwości jako prawnik praktyk, patrząc na to, że sprawę prowadziły Katowice nie moge zapomnieć o tym co kiedys przeczytałem w jednym z artykułów (vide: http://info.wiara.pl/doc/393578.Prokurator-okregowa-w-Katowicach-odwolana ) czas jakiś temu. I tak się zastanawiam, czy ma to jakis związek z wydarzeniami minionych dni, czy nie ma? Ale to juz zadanie dla dziennikarzy.
    Co by jednak nie powiedział czy ustalił, to brud zostanie.

  4. Adaśko

    „Zadziwiająca bezczelność i hipokryzja, tu idzie przecież o NIK. Jeśli tam nie przestrzegają prawa, to gdzie w Polsce ono jest przestrzegane i jaką w ogóle ma wartość?”
    Czyzby i Pan Panie Redaktorze, tak jak i ja, watpił w przestrzeganie prawa w Prokuraturze, czy w Sądach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.