Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Krzysztof Kwiatkowski, „cudowne dziecko PO”, „prymus”, miał szansę być najlepszym prezesem NIK ostatniego ćwierćwiecza. Tymczasem będzie jedynym w tym czasie, który odejdzie w niesławie, nawet jeśli dotrwa do końca kadencji w 2019 r. Bez względu na wyrok sądu, bo Kwiatkowski zrobił przecież coś, co jako prezes NIK piętnuje w raportach…

Prokuratura zamierza postawić mu cztery zarzuty, m.in. za ustawianie konkursów na szefów delegatur NIK, w także tej łódzkiej. Po wybuchu afery w prasie sypnęło sylwetkami Kwiatkowskiego, a uderzające jest w tych tekstach to, że warszawscy dziennikarze widzą w nim przede wszystkim urzędnika, a nie polityka. Nic bardziej mylnego, wystarczy cofnąć się parę lat wstecz i przypomnieć, że to wysokie aspiracje Kwiatkowskiego podzieliły łódzką PO na frakcje, a ta wojna której skutkiem była m.in. utrata przez Platformę większości w Radzie Miejskiej, zakończyła się dopiero po odejściu Kwiatkowskiego do NIK. Aspiracje, dodajmy, czysto polityczne… Przecież sama prezesura NIK też miała być trampoliną do dalszej kariery politycznej Kwiatkowskiego. Mówiło się nawet, że będzie kandydatem PO na prezydenta.

Z cytowanej przez prokuraturę podsłuchanej rozmowy, w której Kwiatkowski instruuje swego faworyta jak dobrze wypaść przed komisją konkursową, też przebija raczej polityk, niż urzędnik. Sam pomysł ustawienia konkursu też nie jest nawykiem urzędnika, tylko polityka… Kwiatkowski rozmawiał w taki sposób, jakby nie robił tego pierwszy raz. A zrobił coś, co jako prezes NIK, często piętnuje w raportach.

Mimo przesiąknięcia polityką, Kwiatkowski potrafił zbudować sobie wizerunek nieskazitelnego, wręcz ostatniego sprawiedliwego. To dlatego dziś na zabójczą ironię zakrawa fakt, że najczęściej media pokazują go w towarzystwie posła Jana Burego, który jeśli jest czegoś symbolem, to z pewnością nie nieskazitelności. Ktoś trafnie zresztą zażartował ze słów Burego, który stwierdził, że ma czyste sumienie. Ma czyste, bo nieużywane…

W całej aferze paradoksalnie to nie zarzuty są istotne, bo z tych prezes będzie miał szanse bronić się przed sądem. Dobić go może za to publikacja rozmów z Janem Burym. Pierwsze fragmenty już wyciekają: „(…)Szykuj sobie kandydata na wicedyrektora. (…) Subtelna prośba, żeby ktoś tam nie zapomniał o złożeniu dokumentów” – tak subtelnie właśnie były minister sprawiedliwości miał się odezwać do posła PSL. Zadziwiająca bezczelność i hipokryzja, tu idzie przecież o NIK. Jeśli tam nie przestrzegają prawa, to gdzie w Polsce ono jest przestrzegane i jaką w ogóle ma wartość?

Ostatni rok dobitnie pokazał, że to nie sądy niszczą polityków, tylko oni sami niszczą kompromitującymi rozmowami. Jeśli rozmowy Kwiatkowskiego i Burego będą wypływać nadal, to będzie obciążenie nie tylko dla prezesa, ale i balast wizerunkowy dla NIK. Prezes NIK jest zasadzie nieusuwalny przed końcem kadencji, ale powinien odejść sam, przede wszystkim ze względu na prestiż NIK. Druga przyczyna jest bardziej praktyczna: prezes przekazał wszystkie swoje obowiązki zastępcom, nie będzie uczestniczył w kolegiach NIK oraz w komisjach sejmowych, a także „wyłączy się ze wszelkiej aktywności zewnętrznej”. Jest zatem pytanie, za co będzie dostawał ponad 14 tys. zł brutto co miesiąc… A zanim sprawę rozstrzygnie sąd, parę lat może minąć.

Cezary Grabarczyk mistrzem artystycznej wycinanki politycznej. Łódzką listę PO do Sejmu w każdym calu ułożył pod siebie w taki sposób, by kolejni na liście odbierali sobie głosy nawzajem. No i z pomocą zarządu regionu pozbył się Iwony Śledzińskiej – Katarasińskiej. Jest tylko jedno ale…

Posłanka Śledzińska – Katarasińska nigdy do żadnej „spółdzielni” w PO nie należała. Nie musiała, ufał jej Donald Tusk. Była w ścisłej, kilkuosobowej grupie założycielskiej PO, obok Mirosława Drzewieckiego czy Grzegorza Schetyny, bo tylko oni Tuskowi zostali po wyjściu z Unii Wolności. Tusk wyjechał do Brukseli, Śledzińskiej – Katarasińskiej można się było pozbyć, być może za cichą akceptacją premier Ewy Kopacz. „Grabarczyk upokorzył Śledzińską – Katarasińską” proponując miejsca 4-6 – napisano w portalu 300polityka.pl.

Ale ad rem: Cezary Grabarczyk jest liderem listy PO. Tuż za nim są posłanki Małgorzata Niemczyk, Elżbieta Królikowska – Kińska, radny Paweł Bliźniuk, szef kampanii regionalnej PO Łukasz Kucharski, następnie radni Karolina Kępka i Bartosz Domaszewicz. To jest majstersztyk politycznej wycinanki na kilku piętrach. Pierwsza rzecz: mocny w Łodzi Paweł Bliźniuk, szef największego koła PO, czyli Koła Aktywności, miał być najdalej trzeci, a walczył o nr 2 właśnie w związku z tym, że reprezentuje tak szerokie środowisko. Manewr, który mu dwójkę odebrał polega na tym, że posłanka Niemczyk też jest z KA, zasada reprezentacji środowiska została więc utrzymana, a drugi argument to fakt, że posłanką i „musi mieć wysokie miejsce”. Bliźniuk na dwójce mógłby parę głosów Grabarczykowi zabrać, szczególnie z poparciem Hanny Zdanowskiej, z czwartego już nie bardzo. Posłanka Niemczyk wedle wszelkich wyborczych zasad zbierze jako pierwsza głosy kobiet. Ale żeby nie zbliżyła się zbyt wynikiem do jedynki, jej wynik ma zneutralizować następna po niej kobieta na liście, posłanka Królikowska – Kińska. Kolejna sekwencja czterech nazwisk obok siebie też jest mistrzowska: Bliźniuk, Kucharski, Kępka, Domaszewicz. Cała ta czwórka od początku miała być sygnałem, że oto łódzka PO się odmładza. I cała ta czwórka młodych obok siebie nawzajem sobie będzie odbierać poparcie, bezwolnie osłaniając wynik lidera. Domaszewicz chciał ostatnie miejsce na liście? No to dostał je bliski znajomy Grabarczyka, Ali Koussan.

Kolejny efekt to wewnętrzne waśnie na liście. Tzw. Młodzi Demokraci, już się dystansują od Kępki, widać, że w kampanii będą pracować na Domaszewicza. Podobnie będzie w Kole Aktywności: postawią na swego lidera z numerem 4, dla koleżanki z nr 2 mogą być kołem bierności.

Ale tak ułożony koncept trzeba było jeszcze przepchnąć. W jaki sposób? Otóż Cezary Grabarczyk na szczeblu powiatowym przekonał kolegów z PO, by na zarząd regionu nie posyłać projektu listy, tylko same nazwiska zgłoszonych. Koncepcja listy ujawniona została już na zarządzie regionu, wygrała głosowanie 7:6. Pomógł niezastąpiony w takich sytuacjach Andrzej Biernat.

Cezary Grabarczyk już nie może sobie pozwolić na silne nazwiska z tyłu, pamięta przecież, że przed czterema laty sam został upokorzony, tyle, że przez wyborców. Jego, lidera listy, pokonał nie tylko nr 3, ale i nr 5 – Krzysztof Kwiatkowski i John Godson kompromitując go w oczach Tuska i reszty „spółdzielców”. Jest tylko jedno ale… Czy tak ułożona lista pomoże PO obronić pięć mandatów, czy też pomoże tylko Cezaremu Grabarczykowi nie dać się już nikomu przeskoczyć.