Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Pod koniec miesiąca okaże się, czy budżet województwa łódzkiego, któremu się przecież nie przelewa, dołoży 1 mln zł na budowę stadionu Orła Łódź. Takie stanowisko do projektu budżetu zgłosił opozycyjny klub PiS, a to cholernie chytra zagrywka, która podtruwa atmosferę w koalicji PO-PSL.

Zręczność tej zagrywki wynika m.in. z tego, że nie wiadomo, czy PiS-owi chodzi o ten milion na stadion, czy też o podrzucenie trutki najpierw do klubu PO, a potem niech się rozchodzi na całą koalicję… Jest tak dlatego, że najlepsza rodzima tradycja politycznego sporu nakazuje Platformie nigdy nie popierać tego, co zgłasza PiS i na odwrót. To dlatego w sprawie stadionu nakłada się na siebie kilka arcyciekawych kontekstów: po pierwsze nowym członkiem zarządu województwa jest Joanna Skrzydlewska, po drugie jest ona honorowym prezesem Orła i ukochaną córką Witolda Skrzydlewskiego, prezesa Orła w sensie „niehonorowym”, po trzecie Joanna Skrzydlewska należy do PO.

I co robi Skrzydlewska? Na komisji głosuje za wnioskiem PiS, czyli milionem złotych dla „swojego” klubu, podczas gdy inna, jedyna poza nią obecna na komisji radna PO jest przeciw, a radni koalicyjnego PSL wstrzymują się od głosu. Skrzydlewskiej się nie dziwię: zawsze była niepokorna, szczególnie wtedy gdy partia próbuje coś nakazać, a jeśli ulegnie jakiejś presji, to prędzej chyba ze strony kibiców Orła, niż kogoś w PO.

Dlaczego PO ma kłopot z tym milionem? Nie tylko dlatego, że to wniosek PiS, ale także dlatego, że skądś ten milion trzeba zabrać, żeby dostał Orzeł, a także dlatego, że sensu tego wydatku nie widzi koalicjant z PSL. I ten wniosek PiS o milion napsuł już sporo krwi w PO. Tam oficjalnie Skrzydlewskich się lubi, bo nikomu nie wypada powiedzieć inaczej…

Dlaczego? Bo Witold Skrzydlewski to człowiek wpływowy nie tylko w Łodzi, bo na Orle jest tak, jak kiedyś na Widzewie, czyli pokazuje się tam cała polityczna śmietanka Łodzi od lewa do prawa, bo kibice Orła wywierają presję… Nie lubić żużla w Łodzi, to dziś de facto nie być poprawnym politycznie, a nie lubić Skrzydlewskich, to nie lubić żużla… I koło się zamyka. A Witold Skrzydlewski w prasie już za ten milion złotych podziękował marszałkowi Witoldowi Stępniowi, oczywiście marszałkowi z PO. Ale nawet bliscy Skrzydlewskiemu mówią, że on wie, iż marszałka szlag trafił, jak się dowiedział o tym milionie. I o tym, jak w tej sprawie głosowała członkini „jego” zarządu województwa. Bo też refleksja jest taka, że to kolejny prosty sygnał, iż marszałek nad zastępcami nie panuje, a budżet układa mu nawet PiS. I że z tej sytuacji dla PO nie ma dobrego wyjścia. Bo przecież ze Skrzydlewskimi wypada żyć w zgodzie, szczególnie jak się jest w PO, a na stadion w Łodzi trzeba dać, nawet jak nie ma skąd. A czy będzie dane, zobaczymy we wtorek, na sesji budżetowej sejmiku.