Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

I jest „nowy” marszałek województwa. Witold Stępień z PO. Zaskoczenie żadne, choć w urzędzie marszałkowskim czekali już na „odwilż” i marszałka z PSL. Wyszło jak wyszło, bo marszałkiem zarządza Andrzej Biernat, sekretarz generalny PO. A jemu nie chodziło o to, żeby to PO miała marszałka, tylko żeby to on miał marszałka. I ma.

Zarówno w PO, przede wszystkim w środowisku prezydent Hanny Zdanowskiej, jak w i PSL nie wszyscy są przekonani, czy aby Stępień jest właściwym kandydatem na marszałka. W obu środowiskach był opór przeciw tej kandydaturze, ale opór nieformalny. Bo nie wszyscy uważają, że ma wystarczający mandat do bycia marszałkiem, choć to tylko jeden z powodów. Niektórzy radni z PO przed jeszcze przed zgłoszeniem kandydatury teatralnie sprawdzali, czy kręgosłupy mają z gumy. Otóż cztery lata temu Witold Stępień startując na radnego sejmiku po raz pierwszy w karierze i w roli wicemarszałka, w skali okręgu zebrał 7,07 proc. poparcia (14,5 tys. głosów), lepszy wynik na listach PO miał Włodzimierz Fisiak, ale to Stępień został marszałkiem. Ile zebrał marszałek Stępień w ostatnich wyborach? Blisko 13 tys. głosów, które się przełożyło na 6,9 proc. w skali okręgu. Mimo olbrzymiej promocji przez cztery lata, bardzo intensywnej i drogiej kampanii, mimo pociągu ŁKA do Sieradza i wielu urzędowych eventów, marszałkowi poparcie nie drgnęło, a jeszcze spadło…

Można by pomyśleć, że to nic dziwnego, skoro lista PO też straciła przez te cztery lata. Można, tyle, że np. byłej już wicemarszałek Dorocie Ryl, startującej przecież z tej samej listy, w tym samym okręgu co marszałek, poparcie… wzrosło. W 2010 r. startując z drugiego miejsca poparło ją w skali okręgu 2,63 proc. wyborców. Teraz startując z gorszego, bo dopiero piątego miejsca, zyskała poparcie 3,5 proc. wyborców w okręgu. Wniosek może być taki, że gdyby Dorota Ryl była wyżej na liście, to ta lista zdobyłaby lepszy wynik. Drugi koniec tego kija jest jednak taki, że marszałek mocno się obawiał, czy go zastępczyni nie przeskoczy. I miał rację. Tyle, że w tej sytuacji wiadomo, że to nie nazwisko marszałka było magnesem dla wyborcy, a po prostu pierwsze miejsce na liście. Dlaczego to istotne? Bo to marszałek Stępień jest twarzą zmian w województwie, a jeśli PO traci poparcie zamiast raczej spodziewanego wzrostu notowań, to znaczy, że zmiany są słabo zauważalne, bądź wyborcy po prostu uważają, że ich nie ma, bądź po prostu w ogóle ich nie ma. Gdyby Andrzej Biernat, tę walkę o stanowisko marszałka z PSL przegrał, tylko potwierdziłby tę diagnozę… A to byłaby marna prognoza na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Cóż, PSL miało papiery na marszałka, ale dało się ograć. A PO z marszałkiem wysyła prosty przekaz: „mamy marszałka, to my rządzimy dalej”.

A lepszy od Stępnia wynik w PO miała nowa członkini zarządu Joanna Skrzydlewska. Lepsze wyniki zdobyli też zastępcy marszałka z PSL – Artur Bagieński i Dariusz Klimczak. Spośród członków nowego zarządu województwa Stępień lepszy był tylko od Pawła Bejdy z PSL, ale tylko o 451 głosów. To, co prawda, tylko liczby bezwzględne, PKW na procenty w okręgach jeszcze nie przeliczyła, ale politycy zawsze patrzą na ilość głosów, bo to karta przetargowa. Cztery lata temu wojewoda Jolanta Chełmińska pod adresem Andrzeja Biernata rzuciła uwagę, że „nie szanuje demokratycznego wyboru”, bo marszałkiem nie został Fisiak, autor najlepszego w PO wyniku, a właśnie Stępień. Mamy zatem marszałka ze spadającym poparciem, z partii, która w wyborach zajęła dopiero trzecie miejsce, choć region „nabiera prędkości” z PO za kierownicą od ośmiu lat…

Ale przecież sekretarz Biernat ograł PSL nie po to, by forować na marszałka kogoś innego niż Stępnia. Z punktu widzenia Andrzeja Biernata nie jest sztuką wywalczyć stanowisko marszałka. Sztuką jest wybrać takiego marszałka, którego się potem kontroluje. A ten warunek Witold Stępień spełnia wybornie.