Miesięczne archiwum: Listopad 2014

Poseł Marcin Mastalerek został rzecznikiem PiS. Niby tymczasowym, ale przecież Jarosław Kaczyński zapowiedział, że będzie się domagał usunięcia z partii Adama Hofmana, który dotąd był twarzą PiS. I przeszkodą, którą Mastalerek chciał usunąć ze ścieżki przed majestatem Kaczyńskiego.

Dlatego wcale bym się nie zdziwił, gdyby Kaczyński chciał usunąć Hofmana po podszeptach Mastalerka. To poseł uchodzący za fizyczną kopię Andersa Breivika, norweskiego seryjnego mordercy, a to drugi z powodów, dla którego Mastalerek nie kocha się z Hofmanem. Nie jego to wina, ale to właśnie Hofman rozpowszechnia ten pseudonim, o czym ostatnio pisano w „Newsweeku”. Pamiętam zresztą jak sam zapytałem posła Mastalerka, gdy jeszcze nie interesowały się nim tabloidy, o ten jego breivikowski rys. Nadstawiałem już policzek, gdy Mastalerek po prostu się roześmiał mówiąc, że woli porównania z Maciejem Stuhrem, bo takie też słyszał. Ma facet dystans, ale tylko poza kamerą. Generalnie te norweskie porównania mocno go irytują. Tak mocno, że Radosław Gajda, jeszcze radny łódzkiego sejmiku i były kolega Mastalerka z klubu PiS w tymże sejmiku, musiał się rozstać z całkiem nieźle zapowiadającą karierą radnego wojewódzkiego. Po prostu nie ma go na liście PiS, co jest podobno zapłatą m.in. za powtarzanie tej norweskiej ksywki posła Mastalerka. .

W Łodzi na prawicy cenią go i nie znoszą. Cenią, bo udało mu się złożyć listy z ludzi z niemal wszystkich środowisk lokalnej prawicy, co daje szansę na nierozdrabnianie wyniku, co stało się przed czterema laty. Nie znoszą, bo to szczecinianin przywieziony w teczce via Warszawa przez Joachima Brudzińskiego, a na dodatek dyktuje im warunki. W tle jest też bolesna autorefleksja, że cały ten łódzki PiS był na tyle słaby, że trzeba było czekać na teczkę z centrali. No i upycha na listach „wyrzutków z PO i SLD”, a wcześniej podsunął prezesowi kandydatkę na prezydenta Łodzi, która jeszcze rok temu z okładem była w PO. Ta kandydatura ma swój sens, ale radykałowie PiS, głównie wśród wyborców, uważają to za zdradę.

Ten kto nie z PiS, wytyka łódzkiemu PiS jego „szczecińskość”, co też ma swój sens, „bo facet ze Szczecina decyduje, kto w Łodzi będzie radnym”. Są i zabawne historie, jak ta sprzed tygodnia, gdy w magistracie urzędniczki na konferencji opowiadały o technicznych aspektach wyborów samorządowych. Jedna pani dyrektor, gdy doszła do tematu „dopisywania do rejestru wyborców” zaczęła tak: „Na przykład, gdy ktoś mieszka w Szczecinie, a chce głosować w Łodzi…”. Prezydencki rzecznik tylko pochylił głowę dusząc lekko ironiczny uśmiech, ale urzędnik stojący za nim wyraźnie na moment pobladł… W Łodzi trzeba uważać nawet na najprostsze skojarzenia natury geograficznej.

A poseł Mastalerek karierę w PiS robi zawrotną. Niech nikt nie da się zwieść jego młodym wiekiem, zaledwie 30 lat. Wygryzł już Antoniego Macierewicza z Piotrkowa Trybunalskiego, na posła Dariusza Seligę, który chciał kandydować na prezydenta Skierniewic wystarczyło zdjęcie z prezydentem Bronisławem Komorowskim, by musiał zapomnieć o wyborach. Że to absurdalne, kafkowskie? Bez znaczenia, skoro skuteczne. Poseł Mastalerek to przecież dziecko centrali PiS, ma genach to, czego niektórzy uczą się latami, czyli doktorat z politycznego brutalizmu o specjalizacji „wycinanka”.

Ryszard Kalisz stwierdził kiedyś, że politologia Uniwersytetu Szczecińskiego to szkoła kształcąca politycznych cyników. Myślał o Joachimie Brudzińskim i Grzegorzu Napieralskim. Kto wie, czy poseł Mastalerek za jakiś czas nie zostanie ochrzczony najwybitniejszym absolwentem tej szkoły. Zresztą poseł ten jest przecież produkcji „brudzińskiej”.