„Nowy” prezes łódzkiego lotniska

Kategorie: Blog Marcina Dardy

Mam świadków na to, iż jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu mówiłem, że to Michał Marzec będzie prezesem Portu Lotniczego im. W. Reymonta w Łodzi. Nie to, że dostałem jakiś „cynk”. Po prostu przy tym rozstrzygnięciu innej logiki być nie mogło…

Przecież Marzec był dyrektorem operacyjnym łódzkiego portu, gdy „niespodziewanie” ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk (PO) zabrał go na Okęcie i na p.o. dyrektora Polskich Portów Lotniczych. Był początek 2008 r., a o dyrektorze Marcu usłyszałem wtedy arcyciekawą anegdotkę: prezydent Jerzy Kropiwnicki z Lublinka zawsze chciał zrobić „normalne” lotnisko, takie na którym lądowałyby nie tylko awionetki, czy LOT, ale i jakiś międzynarodowy przewoźnik pasażerski. Zapytał prezesa Marca, czego mu trzeba, by tak się stało. Padła odpowiedź: „hmmm… to skomplikowane, panie prezydencie”. I tak skończyła się jego przygoda ze stanowiskiem prezesa zarządu. Został dyrektorem operacyjnym, choć z pensją prezesa. Kropiwnicki chciał po prostu kogoś, kto chociaż spróbuje… Był rok 2003.

Przed ośmioma miesiącami dyrektora Marca zwolniła z PPL wicepremier Elżbieta Bieńkowska, a jej rzecznik coś bąkał o „potrzebie zwiększenia skuteczności zarządzania przedsiębiorstwem”. Teraz Michał Marzec wszedł po raz drugi do tej samej rzeki, i powtarzam, nie mogło być innej logiki. Większościowy właściciel lotniska to prezydent Łodzi, prezydent Łodzi to Hanna Zdanowska. A Hanna Zdanowska to Hanna Zdanowska. Do ludzi Cezarego Grabarczyka i Radosława Stępnia (bo mówiono, że to de facto Stępień był „oficerem prowadzącym” Marca z Łodzi do Warszawy) ma sporą słabość.

Ale jest w tym także jakaś polityczna perwersja. Sama prezydent tłumacząc się z grubych milionów przekazywanych przez budżet miasta na pokrycie strat portu, niedawno przecież powiedziała, że „lotnisko jest źle rozplanowane”. Kto jest temu winien? Ano… Michał Marzec, prezes w latach 1994-2003, potem dyrektor operacyjny lotniska, który konsultował projekt terminalu nr 3. Tego samego terminalu, który dziś nosi przydomki „niepotrzebny”, „przeskalowany”, „pusty”… I tego, za który być może trzeba będzie zwrócić 55 mln zł dotacji.

Cóż, „nowy” prezes będzie się musiał zmierzyć z własną legendą na Lublinku, zaprzeczyć tezie prezydent Zdanowskiej o „złym rozplanowaniu lotniska”, pokazać Kropiwnickiemu, że może nie jest to tak „skomplikowane”, skoro lądowały tu po nim nie tylko awionetki. Budżet miasta już na tej nominacji zaoszczędził 30 tys. rocznie, bo „nowemu” prezesowi nie trzeba opłacać najmu mieszkania. To łodzianin.

I jeszcze jedno. Opozycja, radni SLD, domagali się ostatnio, by nowy prezes opłacany był „od efektów swojej pracy”, ale możemy być pewni, że prezes Marzec by na to nie poszedł. Zbyt dobrze zna branżę, by nie wiedzieć, że efekty równie dobrze mogą być, jak i może ich nie być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.