Miesięczne archiwum: Październik 2014

Prezydent Hanna Zdanowska (PO, ale jak się dowiemy dalej, „nie jest politykiem”), po pięciu miesiącach przerwy pojawiła się przed obliczem Rady Miejskiej. To zdecydowanie wydarzenie polityczne Łodzi drugiego półrocza i przyćmić je mogą tylko wybory samorządowe.

Prezydent Zdanowska, podobnie jak podczas ostatniej swej wizyty w miejscu akcji, czyli sali obrad Rady Miejskiej, wygłosiła przemówienie. Mniejsza o to w jakim temacie, bo jest wspólny mianownik obu wystąpień: „nie jestem politykiem”. Poniżej kilka cytatów z obu wystąpień, sami zgadnijcie, które fragmenty prezydent, która „nie jest politykiem”, wygłosiła bliżej wyborów. Konkurs jest dziecinnie prosty, dlatego nagrodą będzie wyłącznie własna satysfakcja, bądź jej brak.

„Szanowni Państwo Radni, po waszej stronie od dawna jest już tylko polityka, kampania wyborcza i słowa pełne nienawiści do naszego miasta”

„Szanowni Państwo. Przyszłam dziś tutaj, aby jeszcze raz przeprosić wszystkich łodzian za problemy (…).”

„(…) Wasza ocena mojej pracy już mnie nie interesuje. Dla mnie liczy się tylko opinia łodzian. (…) Dziękuję za uwagę”

„(…) To jest mój (…) plan, mam nadzieję, że się państwu radnym spodoba. (…) chciałabym wam wszystkim życzyć więcej miłości do naszego miasta, więcej wiary w łodzian i więcej radości z tego, jak Łodź się zmienia ”.

Nie liczcie na mój komentarz. Rzeczywistość niekiedy komentuje się po prostu sama.

Joanna Kopcińska, kandydatka PiS na prezydenta Łodzi,  przedstawiła swój komitet honorowy. U jednych skład budził emocje, u innych za grosz. Potem przedstawiła „suplement”, dwa kolejne nazwiska i… Miał być chyba strzał na wiwat, a był strzał we własne kolano.

Przedstawieni z opóźnieniem to znany komentator sportowy Krzysztof Miklas oraz Mieczysław Nowicki. Drugi z nich to stary mistrz kolarstwa. Był czas, że nie schodził z podium mistrzostw świata i olimpiad, wybitny sportowiec. Ale stary mistrz przegrał ze swą sportową legendą jako urzędnik, i niewielu już się chyba w Łodzi kojarzy z medalami. Był ministrem sportu, potem dyrektorem wydziału sportu za prezydentury Jerzego Kropiwnickiego. I twarzą kompromitującej porażki Łodzi w staraniach o Euro 2012. PZPN odrzucił łódzką aplikację w przedbiegach określając ją „wnioskiem o organizację dożynek”. Miasto chwaliło się  w nim m.in. pacyfikacją juwenaliów w 2004 r. Gdyby nawet Łódź starała się wówczas o mistrzostwa świata oddziałów prewencji w pałowaniu, też by przegrała. Zginęły wówczas dwie osoby, choć nie od pał, a od kul. 

Do autorstwa tego światłego wniosku nie poczuwał się początkowo nikt. Widniał pod nim podpis prezydenta Kropiwnickiego, ale tłumaczono, że „każdy z wydziałów miał swoją część do wypełnienia”. Dyrektor Nowicki bronił jednak tej „aplikacji” z największym uporem. Mówił wówczas publicznie (i dosyć buńczucznie), że ten, kto ów wniosek oceniał, powinien mieć kaca, że go odrzucił, tak był świetny. To była bardzo prymitywna socjotechnika. Nikt wówczas tych słów nie przyjął poważnie, większość miała kaca z tego powodu, że je usłyszała. A dwa tygodnie później stary mistrz podał się do dymisji, tłumacząc, że to jednak „on koordynował”.
 
W PiS chyba o tym wiedzą, ale albo się nie przejmują, albo myślą, że nikt tego nie pamięta. Zapewne, jeśli już pamiętają, to może fakt, że wydział sportu nadzorowała wówczas… wiceprezydent Hanna Zdanowska, której oficjalnie podlegał dyrektor Nowicki. Tyle tylko,  że nawet ludzie prezydenta mówili wówczas, że Zdanowska nie ma nic do gadania. Jej fotel był po prostu częścią ceny za współudział we władzy. Staremu mistrzowi kariera sportowa wyszła jak mało komu, polityczna jest za to dowodem tego, że serce i talent do walki nie zawsze przekłada się na błyskotliwość w polityce.

Chciała Joanna Kopcińska honorowego komitetu, to go ma. Ale mnie się honorowość tego komitetu przez pryzmat jednego nazwiska, kojarzy z jego honorową porażką. Śmiała się wtedy z Łodzi cała Polska… Jeśli to nazwisko ma być sygnałem, że czasy tego typu „promocji” miasta powrócą, gdy Kopcińska wygra wybory, to jestem pod wrażeniem tej zadziwiającej strategii.

Mam świadków na to, iż jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu mówiłem, że to Michał Marzec będzie prezesem Portu Lotniczego im. W. Reymonta w Łodzi. Nie to, że dostałem jakiś „cynk”. Po prostu przy tym rozstrzygnięciu innej logiki być nie mogło…

Przecież Marzec był dyrektorem operacyjnym łódzkiego portu, gdy „niespodziewanie” ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk (PO) zabrał go na Okęcie i na p.o. dyrektora Polskich Portów Lotniczych. Był początek 2008 r., a o dyrektorze Marcu usłyszałem wtedy arcyciekawą anegdotkę: prezydent Jerzy Kropiwnicki z Lublinka zawsze chciał zrobić „normalne” lotnisko, takie na którym lądowałyby nie tylko awionetki, czy LOT, ale i jakiś międzynarodowy przewoźnik pasażerski. Zapytał prezesa Marca, czego mu trzeba, by tak się stało. Padła odpowiedź: „hmmm… to skomplikowane, panie prezydencie”. I tak skończyła się jego przygoda ze stanowiskiem prezesa zarządu. Został dyrektorem operacyjnym, choć z pensją prezesa. Kropiwnicki chciał po prostu kogoś, kto chociaż spróbuje… Był rok 2003.

Przed ośmioma miesiącami dyrektora Marca zwolniła z PPL wicepremier Elżbieta Bieńkowska, a jej rzecznik coś bąkał o „potrzebie zwiększenia skuteczności zarządzania przedsiębiorstwem”. Teraz Michał Marzec wszedł po raz drugi do tej samej rzeki, i powtarzam, nie mogło być innej logiki. Większościowy właściciel lotniska to prezydent Łodzi, prezydent Łodzi to Hanna Zdanowska. A Hanna Zdanowska to Hanna Zdanowska. Do ludzi Cezarego Grabarczyka i Radosława Stępnia (bo mówiono, że to de facto Stępień był „oficerem prowadzącym” Marca z Łodzi do Warszawy) ma sporą słabość.

Ale jest w tym także jakaś polityczna perwersja. Sama prezydent tłumacząc się z grubych milionów przekazywanych przez budżet miasta na pokrycie strat portu, niedawno przecież powiedziała, że „lotnisko jest źle rozplanowane”. Kto jest temu winien? Ano… Michał Marzec, prezes w latach 1994-2003, potem dyrektor operacyjny lotniska, który konsultował projekt terminalu nr 3. Tego samego terminalu, który dziś nosi przydomki „niepotrzebny”, „przeskalowany”, „pusty”… I tego, za który być może trzeba będzie zwrócić 55 mln zł dotacji.

Cóż, „nowy” prezes będzie się musiał zmierzyć z własną legendą na Lublinku, zaprzeczyć tezie prezydent Zdanowskiej o „złym rozplanowaniu lotniska”, pokazać Kropiwnickiemu, że może nie jest to tak „skomplikowane”, skoro lądowały tu po nim nie tylko awionetki. Budżet miasta już na tej nominacji zaoszczędził 30 tys. rocznie, bo „nowemu” prezesowi nie trzeba opłacać najmu mieszkania. To łodzianin.

I jeszcze jedno. Opozycja, radni SLD, domagali się ostatnio, by nowy prezes opłacany był „od efektów swojej pracy”, ale możemy być pewni, że prezes Marzec by na to nie poszedł. Zbyt dobrze zna branżę, by nie wiedzieć, że efekty równie dobrze mogą być, jak i może ich nie być.

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz poparł prezydent Hannę Zdanowską (PO) w zmaganiach o fotel prezydenta Łodzi. Łódzką PO bardzo to emocjonuje, choć ten sam Dutkiewicz niedawno popierał w Łodzi Włodzimierza Fisiaka, byłego marszałka wyrzuconego z PO, a wrocławian wysyłał do Łodzi, „jak im się we Wrocławiu nie podoba”. I w końcu sam tu przyjechał…

To prezydent bezpartyjny, Wrocławiem rządzi od 12 lat. Traf chce, że parę lat temu odbyłem sobie z prezydentem Dutkiewiczem ciekawą pogawędkę. Przyjechał do Łodzi poprzeć Włodzimierza Fisiaka w wyborach do Senatu. Tak, tak, tego Fisiaka który był marszałkiem województwa i usunięto go wówczas z PO. Z tej samej PO, której kandydatką jest znów prezydent Zdanowska. Dutkiewicz sporo wtedy psów wieszał na partiach politycznych, choć trzeba mu przyznać, że bardzo subtelnie. „Poparłem Włodzimierza Fisiaka, bo obserwowałem go już wcześniej i z tego wyboru jestem zadowolony”. Dziś wyrzucony z PO Fisiak startuje z list PiS, Dutkiewicz wspiera Zdanowską z PO. Co się przez ten czas zmieniło?

Ano powstał Komitet Wyborczy Wyborców Platforma Rafała Dutkiewicza. Czyli Dutkiewicz idzie do wyborów razem z PO, a poparcie dla prezydent Zdanowskiej może być po prostu częścią pakietu. Utworzenie wspólnych list z PO nie wszystkim z otoczenia Dutkiewicza się spodobało. Część ludzi z Obywatelskiego Dolnego Śląska, czyli stowarzyszenia, którym kieruje Dutkiewicz, idzie do wyborów z innych list, bo „nie chcą być klientami partii politycznych”, a Dutkiewicz fotografuje się dziś ze znanym nie tylko z salonów Jackiem Protasiewiczem, byłym eurodeputowanym PO. Gwoli ścisłości: Włodzimierz Fisiak senatorem nie został. Wcześniej popierani przez prezydenta Wrocławia kandydaci na prezydentów: Jacek Piechota (Szczecin – SLD) i Ryszard Terlecki (Kraków – PiS) też nie wygrali. Coś mi mówi, że prezydent Zdanowska też nie musi na tym poparciu zyskać…

We Wrocławiu prasa też zdążyła już prezydentowi Dutkiewiczowi wytknąć niekonsekwencję. „ Jak się komuś nie podoba, może się przeprowadzić do Łodzi…”. Pamiętacie? Tak wypalił Dutkiewicz w wywiadzie radiowym na pytanie czy 2-3 mln zł, które zamierza przeznaczyć na budżet obywatelski to nie za mało, skoro Łódź wydaje 20 mln zł. I sam w końcu przyjechał do Łodzi…

Na koniec jeszcze jedna refleksja: Tomasz Kacprzak, radny PO, zwrócił był uwagę, że Hannę Zdanowską popiera prezydent Wrocławia, który jest nim od 2002 r. Czyli jest świetny. A Joannę Kopcińską (PiS) popiera były prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, którego odwołało 110 tys. łodzian. Cóż… prezydent Dutkiewicz w końcu zmienił zdanie na temat budżetu obywatelskiego Wrocławia i dał nań 20 mln zł. Tak jak w Łodzi prezydent Zdanowska przed rokiem. W „Gazecie Wrocławskiej” tę informację ozdabia piękne zdjęcie Dutkiewicza jadącego rikszą z… Kropiwnickim. Wcześniej razem lecieli balonem. Obaj panowie naprawdę się lubią.

Myślałem, że nikt nie przebije topornego, wyborczego marketingu prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej (PO), która otwierała z pompą miejski przystanek i rozkład jazdy. Prezydent wysoko ustawiła poprzeczkę, ale przeskoczył ją właśnie kolega z partii Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego.

Marszałek Stępień w weekend posadził las na „okrągłą”, 95 rocznicę powołania województwa łódzkiego. Sam w sobie gest sadzenia lasu ma wymiar pozytywny, przecież kto inny, jak nie marszałek ma wiedzieć, że Łódzkie to najmniej zalesione województwo. Ale „przypadkiem” las zasadzony został rzecz jasna w okręgu wyborczym marszałka, a drzewa rosnąć będą w sąsiedztwie granitowej płyty z informacją, że posadzono go „z inicjatywy marszałka województwa łódzkiego Witolda Stępnia”. Przyznam, że i tak mi ulżyło, że na tablicy tuż po nazwisku marszałka zabrakło informacji, że jest z PO i otwiera sieradzką listę tej partii do sejmiku województwa.

Dlaczego marszałek nie odczekał z tym pomnikiem dla siebie samego jeszcze pięć lat, do setnej rocznicy? To proste, marszałkiem może już wtedy nie być, poza tym wybory trzeba wygrać teraz, w 95 rocznicę województwa, bo kto wie, co się zdarzy w setną… A co ten czy inny marszałek zasadzi w setną rocznicę? Być może nic, bo rok 2019 nie będzie rokiem wyborów samorządowych. Poza tym województwo powołano decyzją Sejmu 2 sierpnia 1919 r., dlaczego zatem lasu nie posadzono w sierpniu? Bo to nie czas kampanii wyborczej, a sezon ogórkowy w mediach…

Zresztą tego weekendu na nieskazitelnym wizerunku marszałka Stępnia pojawiła się rysa, dosyć bolesna. Oto wymieniana czasem w mediach jako kandydatka na marszałka, była eurodeputowana, a teraz kandydatka PO na radną sejmiku, czyli Joanna Skrzydlewska, na swym profilu FB zamieściła zdjęcie z raportu Organizacji Gospodarczej Współpracy i Rozwoju (OECD). Wynika z niego, że jeśli idzie o warunki życia, Łódzkie zajmuje ostanie miejsce spośród wszystkich polskich województw. Jestem pod wrażeniem, bo to właśnie Skrzydlewska, należąca przecież do PO, tym wpisem wystąpiła przeciw oficjalnej propagandzie swej własnej partii, że żyjemy w jakiejś „krainie szczęśliwości”. Dopisek autorki, że „nie wygląda to najlepiej” ukarano jednak srogo: tylko 11 „lajków”.

Kiedyś podobny wpis nie pożyłby długo na FB. Telefon od „przyjaciela” z Urzędu Marszałkowskiego, i wpis znika – tak już bywało. Tylko kto się ośmieli zadzwonić do Skrzydlewskiej, skoro nie wiadomo, czy aby to ona nie będzie szefem tego urzędu?
Tak czy siak wpis Skrzydlewskiej można by interpretować za rzucenie rękawicy oficjalnej propagandzie jej własnej partii, a nawet refleksję, że to województwo ma większe problemy, niż niedobór zalesienia w kampanii wyborczej.

Jak mogłoby wyglądać tłumaczenie prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej (PO) w sprawie takiej, że usprawiedliwiała swoją nieobecność w sądzie służbowym i obligatoryjnym wyjazdem do Hiszpanii, podczas gdy de facto tego dnia była w Łodzi i wystąpiła nawet na dwóch konferencjach prasowych?

Myślę, że tak, jak wyglądają te wszystkie memy po kolejnych kompromitacjach reprezentacji naszych futbolistów, czyli „nie znam ludzi biegających boisku, takie stroje można kupić w każdym sklepie z odzieżą sportową”. Po łódzku byłoby to coś takiego: „nie wiem kim była ta kobieta na konferencjach prasowych, tak mówić i ubierać się może każda łodzianka”. Brzmi niedorzecznie, ale to chyba jedyna rzecz, którą mogłaby prezydent powiedzieć. I dlatego nie mówi nic. Wie, że się skompromitowała, a jej wizerunek i wiarygodność (chwilowo lub nie) mają trwałość bałwana na wiosnę. Dlatego sprawy nie komentuje w nadziei, że sama zgaśnie…

Prezydent sama jest sobie winna, nie tylko jednak obnażenia podwójnych standardów, ale amatorszczyzny swoich doradców politycznych, bo sama ich zatrudniła. Wszyscy wiemy, że polityka to moralna obora, a kłamstwa i cynizm niewielu już dziwią. Mnie dziwi ten brak profesjonalizmu otoczenia prezydent Zdanowskiej. W magistracie lejce trzyma szef gabinetu prezydenta Tomasz Piotrowski oraz szef departamentu prezydenta Wojciech Rosicki, ze strony PO prezydentką zarządza szef jej kampanii Paweł Bliźniuk. Prawdziwi „zawodowcy”. Wnoszę, że to od któregoś z dwóch pierwszych panów poszła informacja do pełnomocnika reprezentującego Zdanowską przed sądem, że prezydent przed obliczem sędziego stawić się nie będzie mogła, ponieważ tego akurat dnia będzie bawić w Hiszpanii na spotkaniu Ogólnoeuropejskiego Stowarzyszenia Miast Włókienniczych. Udział jest „obligatoryjny i niezwykle istotny z punktu widzenia rozwoju miasta” itd. – czytam we wniosku o przełożenie terminu rozprawy.

Zatem kto mający choć dekagram zdrowego rozsądku, po wysłaniu takiego kwitu do sądu organizuje Zdanowskiej tego samego dwie konferencje prasowe, po których oglądamy prezydentkę w TV i czytamy w gazetach co powiedziała, choć w tym czasie miała być w Hiszpanii? Ktoś, kto albo szczyci się wyjątkowym antytalentem organizacyjnym, bo kwestie moralne to osobny problem, albo ktoś, kto ma czarny pas w arogancji i narcyzmie. Żeby było jeszcze lepiej, sprawy nikt w PO nie chciał komentować. Można to nawet zrozumieć, bo po co się pogrążać… Jednak prezydenccy spin doktorzy postanowili, że mimo to spróbują. Konferencję na ten temat zorganizowali…. następnego dnia. Chyba po to, by temat podwójnych standardów prezydent Zdanowskiej pożył w mediach jeszcze jeden dzień.

Bezlitośnie ironiczne jest jednak to, że gdyby prezydent po prostu przyszła do sądu, to prawdopodobnie pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się jej procesem z byłym członkiem PO. Wszyscy, także prezydent Zdanowska, dołożyli jednak starań, by było odwrotnie. Samemu sobie wywołać taki kryzys to specjalność B-klasowych socjotechników, ale im pewnie się wydaje, że mogą być scenarzystami w „House of Cards”. Aż się boję „profesjonalizmu” tych ludzi, bo przecież oni nie organizują tylko dziesiątek tygodniowo pogadanek z mediami, a de facto zarządzają, lub mają udział w zarządzaniu 700 tysięcznym miastem.