O co z tym Kropiwnickim chodzi…

Kategorie: Blog Marcina Dardy

Jerzy Kropiwnicki ministrem finansów w rządzie PiS? To jedna z opcji  Jarosława Kaczyńskiego. Realna? Nie przywiązywałbym większej wagi do słów Kaczyńskiego, który jeszcze premierem nie jest, a wypowiada je na dwa lata przed wyborami, których jeszcze nie wygrał. Natomiast ta „nominacja” wzmacnia Kropiwnickiego przed wyborami samorządowymi, które już za rok.

Wzmacnia przede wszystkim względem łódzkiego PiS. Bo to już nie jest PiS Jarosława Jagiełły, dla którego Kropiwnicki był naturalnym sojusznikiem. Teraz PiS w Łodzi to poseł Marcin Mastalerek, który ludzi Jagiełły się pozbywa i buduje partię w zasadzie od początku, oraz wciąż PiS Janiny Goss, która pilnuje swoich wpływów. I ten PiS w Łodzi wie, że nie ma na tyle rozpoznawalnego kandydata, by powalczyć w Łodzi o drugą turę wyborów prezydenckich i tylko popierając Kropiwnickiego (tak jak w kampanii z 2006 r.) jest w stanie tę drugą turę zdobyć. Ale wie też PiS, że nie po to od nowa buduje partię, by popierać kogoś, kto do PiS nie należy i nawet gdyby Kropiwnicki wygrał, nie będzie „swój” i trudno byłoby na niego wpływać. Kropiwnicki w tej nowej, mastalerkowej części łódzkiego PiS jest uznawany za „zdrajcę”: nie przyjął od prezesa Kaczyńskiego propozycji startu do Senatu, nie okazał cierpliwości i przyjął posadę doradcy prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wszyscy wiedzą, że to instytucja niezależna, jednak w PiS mówią, że to tak, jakby pracować dla Tuska. A to „zdrada”.  I lepiej jest poczekać do wyborów AD 2018, bo „jak będziemy mieli premiera, to w Łodzi PiS wygra prezydenta nawet z małpką na rowerze jako kandydatem”.

Natomiast dla zaplecza Kropiwnickiego, czyli Łódzkiego Porozumienia Obywatelskiego jest jasne, że ta ciepła wypowiedź pod adresem byłego prezydenta Łodzi jest prostym sygnałem, że Kaczyński poprze go szyldem PiS w przyszłorocznych wyborach. Mówią w ŁPO, logicznie zresztą, że to nie lokalny PiS tę decyzję podejmie, zatem ocena jego „zdrady” raz, że prymitywna i nierzeczywista, a dwa, że bez znaczenia. Nie wiadomo oczywiście czy Kropiwnicki zechce startować, na razie tylko nie zaprzecza, a przecież miałby coś do udowodnienia po przegranym referendum. Tylko, że tu, by przestraszyć sypiącą się PO i prezydent Hannę Zdanowską, trzeba iść razem z PiS. W PiS zaś mówią, że to niemożliwe, a owa „nominacja” na ministra finansów jest bez znaczenia, bo prezes przy okazji wymienił kilka innych nazwisk.

Pamiętam, że dla PiS niemożliwa była też koalicja z SLD, na każdym szczeblu. A po przedterminowych wyborach w Elblągu, „niemożliwe” stało się faktem. W Łodzi o reelekcję Hanny Zdanowskiej boi się nawet Hanna Zdanowska, a PiS jeśli jest PiS-em, to  powinien chcieć to wykorzystać, tym bardziej, że im słupki rosną, a Platformie topnieją. Dla nich odbić z rąk PO trzecie co do wielkości miasto w kraju na rok przed wyborami parlamentarnymi, które PiS „ma” wygrać, byłoby „golem do szatni”. Kaczyński powinien to wiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.