Miesięczne archiwum: Sierpień 2013

Popłoch w Łódzkim Zespole Parlamentarnym. Jego nowy boss, czyli niezrzeszony poseł John Godson poza posłami PiS, SLD, PSL, RP i SP do dyspozycji ma już tylko duet posłów PO. Kto spłoszył pozostałych
wybrańców narodu z Platformy?

Godson, który ten zespół wymyślił, chciał żeby pokierował nim któryś z byłych ministrów z Łodzi. Jako, że Cezary Grabarczyk odmówił, zgodził się Krzysztof Kwiatkowski, który w każdych okolicznościach lubi być szefem. Traf chciał,że gdy dwa lata temu postawiłem tezę, że Grabarczyk nie chciał wejść do ŁZP, bo tam show kradłby mu Kwiatkowski, Godson zaprotestował. „Panie redaktorze – mówił – nie ma co szukać drugiego dna. Pan Cezary jest wicemarszałkiem, który podpisał się z ramienia prezydium Sejmu pod decyzją powołującą nasz zespół. Nie mógł do niego przystąpić”. Godson wtedy mnie swoją naiwnością rozbrajał, jakby nie wiedział, że oprócz Grabarczyka jest jeszcze czterech wicemarszałków oraz marszałkini i skoro to taki konflikt interesów, to kwit mógłby podpisać każdy z nich, gdyby tylko pan Cezary chciał w tym zespole być… A była w nim większość parlamentarzystów z Łódzkiego i prawie wszyscy z PO.

Pierwszy z przytupem wyskoczył z niego senator Maciej Grubski mówiąc coś w stylu, że to zespół gwiazdorstwa Krzysztofa Kwiatkowskiego, a Kwiatkowski mąci i chce wysadzić ze stołka prezydentkę Zdanowską. Dziś z PO działa w nim już mało kto. Godson powiada, że to skutek jątrzenia Andrzeja Biernata, barona Platformy w regionie łódzkim, który wydał jakieś „instrukcje”. Jeśli się Godson nie myli, łatwo teraz sprawdzić, kto się Biernata słucha, a kto przed nim nie pęka. Tego samego dnia z ŁZP wypisali się poza Biernatem Agnieszka Hanajczyk, Małgorzata Niemczyk, Dorota Rutkowska i Cezary Tomczyk. Ale PO widać nie do końca jest zbiernatyzowana, lub to dopiero biernatyzacja przez małe „b”. Nie wymiękła Elżbieta Radziszewska, Artur Dunin i dwójka senatorów: Ryszard Bonisławski i Andrzej Owczarek. Bonisławski nie należy do PO, Owczarek ma silną pozycję, a Radziszewska spory kłopot z przyjmowaniu wszelkich instrukcji, jeśli akurat nie płyną z niebios. Dunin może się stawiać, bo tak czy siak z Biernatem pod górkę ma od dawna i miał będzie. Ale to i tak nowość. Bo kto wiedział, że jak Biernat nie może kogoś wyrzucić, to zabiera zabawki i sam odchodzi?

Inna sprawa, ile ten zespół może…. Kwiatkowski chwalił się, że to dzięki niemu np. odwołano szefa NFZ w Łodzi. Pytanie tylko co to znaczy „niemu”: zespołowi czy Kwiatkowskiemu? Bo teraz problem jest też taki, że Godsona najpierw wybrano bossem ŁZP, a chwilę potem boss wyszedł przed kamery by ogłosić, że odchodzi z PO. No i teraz opozycja gada, że skoro za Godsonem nie stoi PO, to co ten facet może załatwić dla regionu? Ktoś rzucił nawet żart, że to będzie zespół D… No nieważne, to był durny żart.

29 sierpnia to Dzień Straży Gminnych. No to pogadajmy trochę o strażnikach, przecież głośno o nich w Łodzi wcale nie na okoliczność ich święta.

Weźmy jednego naczelnika z Polesia, który tegoż święta w tej randze nie doczekał. Znalazł się dowód na to, że poleski szeryf miał tak twardy styl zarządzania, iż z trudem wtrącał w zdania normalne słowa, wkoło rzucając w podwładnych „k..rwami”, „ch..jami” i „pie…nięciami”. Choćby w ten sposób:”Ja nie muszę być, k…, obiektywny, moja ocena jest subiektywna. Jeśli trafię człowieka, którego chcę upier…, to nawet jak będzie połowa jego winy i tak to zrobię”.

Jako, że i moja ocena jest subiektywna, to przypomnę, że w Łodzi tradycja bluzgania ciągnie się za Strażą Miejską od ładnych paru lat. Można by nawet zaryzykować tezę, że przykład przyszedł z góry, gdyby nie fakt, że były prezydent Jerzy Kropiwnicki stanowczo zaprzecza, jakoby zwrócił się do jednego ze strażników ze słynnym pytaniem „gdzie masz czapkę ch..ju?”. Nie mówiąc już o tym, że prokuratura śledztwo umorzyła „z braku dowodów”, a ów strażnik w ogóle nie potwierdził, że prezydent interesował się brakiem nakrycia jego głowy. Ale to nic nie znacząca dygresja…

Bo co dzieje się dalej w sprawie ostatniego bluzgania ? Komendant Dariusz Grzybowski dostaje nagranie z bluzgami poleskiego szeryfa, marszczy czoło wysłuchawszy ich, po czym nie wywala inkryminowanego z roboty, tylko odsuwa od dowodzenia. Mięczak? Nie ma jaj? A skąd… Komendant zapewne zdał sobie sprawę, że wyrzucając poleskiego szeryfa za amoralny słownik i subiektywizm oceny, zostałby zasypany stertą podobnych nagrań, i prawem precedensu musiałby wyrzucić pół załogi. Ba, ta zaraza zwolnień mogłaby się jeszcze rozprzestrzenić na całą administrację publiczną, sam znam wielu urzędników, co im „ku…wa” z ust nie schodzi, nie mówiąc już o tym, że słowo „obiektywizm” jest im obce z natury. Subiektywnie dodam, że niewielu naczelników w ogóle traci pracę, nie tylko w straży, ale i szerzej pojętej administracji. Bo naczelnik, proszę państwa, wie wszystko o swoim szefie, a rzadko kiedy nie ma na niego haka. I weź takiego – użyje słownika strażnika, by być dobrze zrozumianym – wyp…dol z roboty, a przeczytasz w gazetach, co masz za uszami…

Zatem subiektywnie składam paniom strażniczkom życzenia wytrwałości w świecie bluzgów, a panom strażnikom większej odporności na semantyczne nadużycia przełożonych, czyli – gdyby ktoś nie pojął – na te wszystkie „pie…nięcia”, których wysłuchują w pracy.

PS. Subiektywnie w imieniu łodzian wnoszę też o okolicznościowe odznaczenia dla tych wszystkich strażników ze Śródmieścia, co to w odwecie za brak podwyżek nie wypisują mandatów. Choć motywacja dyskusyjna, to jednak prawdziwi lokalni patrioci doby kryzysu i upadku kulturalnego słownika.

Ks. Jacek Stasiak z Aleksandrowa Łódzkiego wcale nie broni się przed suspensą nałożoną przez metropolitę łódzkiego, abp. Marka Jędraszewskiego. On atakuje.

W niedzielę zignorował zakaz i odprawił mszę z sednem w postaci bardzo mocnego kazania, które de facto stawia go po stronie niepokornych polskiego Kościoła, choćby ks. Lemańskiego. Ale ad rem: ks. Stasiak, któremu metropolita łódzki zakazał odprawiania mszy, nakazał przeprowadzkę do Łodzi i odstąpienie od biznesów (m.in. księgarni i dwóch przychodni, a także zamknięcia kościoła, który wyremontował, a nie jest on świątynią parafialną) podczas kazania przypomniał m.in. poznańską przeszłość łódzkiego arcybiskupa. Abp. Jędraszewski, wówczas pomocniczy biskup poznański okazał się bardzo pomocniczy dla abp. Juliusza Paetza, oskarżanego o molestowanie kleryków.

„GW” i „Rz” donosiły wówczas, że to abp. Jędraszewski „łamał sumienia„ dziekanów, by podpisali się pod listem poparcia dla abp. Paetza. Powiedział też ks. Stasiak (…) „o poczuciu bezkarności grupy, która czuje się zbyt pewnie w naszym Kościele, a o którą – także i przed którą – przestrzegał nas papież Franciszek”. To mocne oskarżenie, bo nie przypominam sobie, by papież przestrzegał przed czym innym, niż „rządzącym kurią rzymską lobby gejowskim”. Czy to oznacza, że i łódzką kurią rządzi lobby gejowskie, czy tylko ja w ten sposób zrozumiałem słowa ks. Stasiaka? Łódzka kuria milczy.

Inna rzecz, to problem jaką drogą chce pójść ks. Stasiak. Podczas niedzielnej mszy zagrano „Skrzypka na dachu” w hołdzie Izraelowi Poznańskiemu, łódzkiemu „królowi bawełny”, który przyszedł na świat 180 lat temu, właśnie w Aleksandrowie Łódzkim. Gest niby lokalny, ale ponad lokalność wybija go co innego: według mnie to także przy okazji symbol solidarności z ks. Lemańskim, który m.in. przez swój dialog z Żydami zapłacił odsunięciem od parafii. Co więcej, taki gest ks. Stasiaka musiałby się też podobać papieżowi Franciszkowi, gdyby tylko ten się o nim dowiedział. Papież lubi podkreślać, jak wielkim jego przyjacielem jest Abraham Skorka, rabin Buenos Aires…

Trzeci motyw to fakt, że ten gest znów mocno odróżnia ks. Stasiaka od abp. Jędraszewskiego, którego jedną z pierwszych decyzji była likwidacja ekumenicznej Drogi Krzyżowej. Widać, że ks. Stasiak chce iść drogą ks. Lemańskiego (nawet aleksandrowscy wierni reagują podobnie do parafian z Jasienicy: „to nasz ksiądz!”), tyle, że na końcu tej drogi ma być zwycięstwo. Po to właśnie chce obłożony suspensą ksiądz sprawę skierować do świeckiego sądu i wytoczyć arcybiskupowi proces. To też nie przypadek: jako duchowny mocno stawia na biznes, co upodabnia go do menedżera świeckiego, zatem jako oskarżony w świecie duchownych, chce się odwołać także do sądu świeckiego. Tyle chyba tylko, że sąd powszechny raczej na administracji „boskiej” wrażenia nie zrobi…

Senator Maciej Grubski (PO) ogłasza na łamach „Dziennika Łódzkiego”, że nie przepuści żadnemu „hejterowi”, który pomówi go na jakimkolwiek forum internetowym. Strach cokolwiek komentować…

Tym bardziej, że  już szykowany jest pozew na co najmniej 100 tys. zł zadośćuczynienia (które senator chce przeznaczyć dla Orła Łódź), za sugestie internauty, że senator był aresztowany i jest umoczony w aferę korupcyjną, co jawnie stoi w sprzeczności z prawdą. Stąd senatorskie roszczenia… Zresztą być może w sprawę włączy się prokuratura, bo senator to przecież funkcjonariusz publiczny.

Wy tam w tej łódzkiej PO lubicie cytaty z filmów Pasikowskiego, więc powiem tak: załamujecie mnie Grubski… Siedzicie przed komputerem i lustrujecie, czy aby nikt na wasz temat nie trolluje w sieci, zamiast zajmować się robotą, za którą przecież płacimy my. Na prezydent Łodzi wypisują o wiele gorsze rzeczy, a ona po prokuraturach nie biega za identyfikacją numerów IP (hmm….no chyba, że prezydentka nie ma zastrzeżeń co do zgodności z prawdą niektórych wpisów). Kolejna sprawa, to fakt, że sami publicznie zwracacie uwagę na to, od kogo was w komentarzach wyzywają i co wam zarzucają… A kto by wiedział, że flekują was na jakichś forach, gdybyście senatorze sami tego nie ujawnili? Widzę tu też inne pęknięcie logiki, bo kreujecie senatorze swój wizerunek na twardziela, a duszę macie świerszcza.  No chyba, że chodzi o pieniądze…

Ale jest coś, co przeraża mnie bardziej od narcyzmu senatora. To owa sugestia, że sprawą prawdopodobnie zajmie się prokuratura, bo może chodzić o pomówienie funkcjonariusza publicznego. Usłużność prokuratury w takiej sprawie nakazuje sądzić, że liczy na łatwy łup w postaci skazania desperata  i polepszenie statystyk, co zawsze odbywa się kosztem zajęcia się prawdziwym bandyctwem. Interesu publicznego w tym nie widzę, tylko podwójne opodatkowanie: prokuratura za nasze pieniądze ściga w interesie polityka, który politykiem jest za nasze pieniądze. Jeśli dusza wasza i ego cierpi, to ścigajcie senatorze za swoje pieniądze. Bo choć one od nas, to oszczędźmy czasu prokuratorom, nawet wbrew im samym. Ich czas to też pieniądz, dla nas dwa razy droższy, bo kosztujący ściganie prawdziwych bandytów.

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska rozważa start do… sejmiku województwa. I to z pierwszego miejsca łódzkiej listy PO. A to z jednej strony oznacza, że w Platformie istnieje lęk przed tym, że kolejnej prezydentury nie wygra, a z drugiej, że znów zacznie zgrzytać między frakcjami

Manewr do wyjaśnienia jest dosyć prosty: „gdybym przegrała wybory na prezydenta Łodzi, zostanę radną sejmiku. Dlaczego nie wybrałam jednak Rady Miejskiej w Łodzi jako asekuracji? Bo będąc radną sejmiku w sytuacji gdyby Platforma te wybory wygrała, mogę wejść do zarządu województwa z pensją 12 tys. zł brutto, a Rada Miejska takiej opcji mi nie daje…” Tak tłumaczą to ci z PO, którzy prezydent Zdanowskiej nie lubią, i uważają, że ucieka, bo drugą kadencję może przegrać. A co mówią ci w PO, którzy uważają, że kolejną kadencję zgarnie w cuglach?

Ano to, że wybory do sejmiku za rok upodobnią się do wyborów do Sejmu i lista PO potrzebuje mocnej lokomotywy. W Łodzi zamiast dwóch okręgów do sejmiku prawdopodobnie będzie tylko jeden, co oznacza jedną listę PO z dziesięcioma kandydatami, zamiast dwóch z dwudziestoma. Do wzięcia w Łodzi natomiast nie będzie 10 mandatów, a tylko 9… Wiadomo: ubywa mieszkańców, ubędzie i radnych. Co prawda słychać, że start do sejmiku to nie pomysł Zdanowskiej, a Cezarego Grabarczyka, no i że żadnej decyzji jeszcze nie ma, a należy się jej spodziewać być może już we wrześniu, po wyborach zarządu PO w Łodzi.

I tu zaczyna się zgrzyt, bo na tę jedynkę liczy członek zarządu województwa Marcin Bugajski, który w 2010 r. roku otwierał jedną z dwóch list (drugim „otwieraczem” był Włodzimierz Fisiak, którego w PO już nie ma). Bugajski to zawodnik bardzo ambitny, ale zbyt rozpoznawalny nie jest, zabójczego wyniku zatem nie zrobił. Gdyby nie Ryszard Bonisławski, którego przesunięto z okręgu Fisiaka, PO mogłaby tam trzech mandatów nie zarobić. W PO nie widzą w nim lokomotywy wyborczej. Dziś kandydatura Zdanowskiej (mówi się też, ale ciszej, o Joannie Skrzydlewskiej, gdyby nie dostała się do europarlamentu) musiała wzbudzić w nim osobliwie pomieszanie uczuć wściekłości i lęku, może nawet w odwrotnej kolejności. Raz, że brak jedynki odbiera mu prestiż, dwa, że gdyby Zdanowska przegrała prezydenturę, a wygrała sejmik, to raczej ona – w przypadku gdyby PO tworzyła koalicję – wejdzie do zarządu województwa, po trzecie zaś przy sondażowym dołowaniu PO brak jedynki i okrojenie Łodzi do jednego okręgu odbiera mu pewność zdobycia mandatu. A PO nie liczy już na sześć mandatów w Łodzi, a tylko trzy. Bugajski to jednak i tak pikuś, bo być może chodzi też przy okazji o szerszą rozgrywkę. Przecież odmowne potraktowanie Bugajskiego, to kolejny kopniak w coraz słabsze pośladki coraz starszych Młodych Demokratów w łódzkiej PO. A poprzedni strzał, czyli odwołanie Tomasza Kacprzaka ze stanowiska szefa Rady Miejskiej, choć innego autorstwa, i tak był już bardzo bolesny.

Czy z policjantami jest tak, że piją bo muszą, a ci którzy nie piją, to tylko dlatego, że już nie mogą? Pijany policjant z I komisariatu w Łodzi wjechał w rów wypiwszy wcześniej tyle, że nazbierało mu się na 2,4 promila…

Już w 2001 r. KGP przeprowadziła anonimową ankietę wśród funkcjonariuszy, a wyszło, że 73 proc. z nich pije regularnie, choć po służbie. 12 proc., czyli co ósmy gliniarz przedstawił się jako uzależniony od alkoholu, a nie oszukujmy się, że przyznali się wszyscy. Tłumaczenie? Oczywiście stres związany z zawodem. Aresztujcie mnie, bo myślę, że większość tych przypadków to tylko alibi. Strażacy (zawodowi) też mają stresujący zawód, a jakoś nie słychać, by po pijanemu rozbijali się samochodami. Dlaczego? Bo nie myślą o sobie, że to oni stanowią prawo. Nie trzeba być psychologiem, by stwierdzić, że owemu policjantowi, co to wjechał do rowu, to nie wódka odebrała rozum. Facet ma 28 lat i o czym myślał siadając do libacji? Że wróci taksówką? On po prostu, jak większość „litrażowych” kolegów, był pewien, że koledzy mu odpuszczą wedle prawa, że „my, psy musimy trzymać się razem”, tyle tyko, że nie zakładał, że wjedzie w rów, a wtedy zawsze znajdą się świadkowie.

W tym sensie pytanie postawione na początku nie jest już prowokacyjne, a odnosi się do rzeczywistości. Im miesza w głowie status „bycia prawem”, w sytuacji, gdy pokoleniowo od milicji przejęli manierę odbijania flaszki bez powodu, albo z powodu „bo kto nam naskoczy?” W „Drogówce” była taka scena, gdy policjant wpada do domu i słyszy dramatyczne pytanie żony: Stało się coś?! Odpowiedź: Nie. Dlaczego? Konkluzja żony: „Bo zawsze wódą walisz!”. Przyszedł trzeźwy. Kto wie, może dlatego policjanci oceniają, że ten film to bzdura…

W sezonie ogórkowym portale internetowe zaczynają gonić w piętkę. By przytrzymać „klikacza” proponują rankingi. Często ciekawe z samej idei, ale głupio uargumentowane.

Oto ceniony portal forsal.pl przygotował ranking pt. „10 najgorszych inwestycji ostatnich 10 lat”. Listę otwiera Kolej Dużych Prędkości, tzw. „Y”, linia high-speed z Warszawy via Łódź do Wrocławia i Poznania. Forsal zauważa, że do tej pory na analizy wydaliśmy około 90 mln zł, ale „prace wciąż trwają, mimo iż minister transportu do 2030 r. inwestycję zamroził”. Bzdura. Minister je „odmroził” chwilę po tym, jak mu podpowiedziano, że istnieje dyrektywa KE o sieci TEN-T, która obliguje Polskę do zbudowania KDP właśnie do roku 2030.

Ale uwaga, bo na miejscu 7 mamy krytykę zakupu składów Pendolino. Jednak argumenty są zaskakujące: „(…) 20 pociągów kosztowało 2,7 mld zł, przebudowa infrastruktury to kolejne 13 mld zł. Za te środki można by zbudować od podstaw 250 km dwutorowej linii 350 km/h w standardzie TGV”. Litości… Czymże są Koleje Dużych Prędkości, czyli nr 1 spośród „najgorszych” inwestycji, jeśli nie projektem, który ma być w Polsce tym, czy dla Francji jest TGV?

Gratuluje portalowi konsekwencji i logiki pomyślunku, bo wygląda na to, że jest „przeciw”, a nawet „za”. Niebawem zapewne doczytamy się, że nonsensem są hipermarkety, bo nie sprzedają koszy na kółkach, w których robi się zakupy. To, że w owym rankingu nie ma serca KDP, czyli budowanego właśnie w Łodzi dworca podziemnego nieco przeczy logice twórców rankingu, ale niech tam… Wcześniej łódzki dworzec był nr 1 nonsensów w rankingu „Polityki”, która argumentowała, że po co, skoro… nie ma jeszcze KDP. Cieszy mnie, że tym razem przeoczyli. Może przez upały, bo chyba nie przez głębię analizy. Zresztą, publicyści i eksperci z „warszawki” zawsze są przeciw KDP. Przecież high-speed mógłby przenieść Warszawę do Łodzi.

Otwartość niektórych łodzian na innowacyjny styl życia jest zdumiewająca. W „Dzienniku Łódzkim wyczytałem taką oto informację:”Policjanci zatrzymali 66-letnią łodziankę, która pożyczała rowery w wypożyczalniach i… zastawiała je w lombardach. Tłumaczyła się, że potrzebowała pieniędzy na bieżące wydatki. Grozi jej do pięciu lat więzienia. Policjanci z I komisariatu zajęli się sprawą po tym, jak jedna z wypożyczalni poskarżyła się na 66-latkę, że nie może od niej odzyskać roweru. Był on warty 700 zł, zaś „pomysłowa” cyklistka zastawiła go za 170 zł.”

Kolekcjonerzy linków będą pewnie mieli kłopot, do jakiej kategorii to zaliczyć: „Łódź kreatywna”? Może „Łódź rowerowa”? „Łódź Kryminalna”? Wszystkie trzy Łodzie? Mnie – może w sposób zupełnie nieuprawniony, ale jednak – ów ciekawy, acz godzien potępienia styl zdobywania pieniędzy na bieżące wydatki,  kojarzy się z pewnym wywiadem, który przyszło mi przeprowadzić z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską. Otóż stwierdziła pani prezydentka w jednym momencie, że łodzianie „mają wynikającą z historii prostą naturę zaciskania zębów” w sytuacji, kiedy jest ciężko i wiedzą, jak sobie dać radę. Cóż, rzeczywiście dają radę … Fakt, że leciwa łodzianka w niezwykły sposób wyczuła, iż rower w Łodzi to dziś przedmiot modny i budzący emocje, a przy tym pozwalający przeżyć bez konieczności używania go, co może cieszyć adwersarzy Masy Krytycznej. I to jest kreatywne „zaciskanie zębów”, bo przecież  to samo mogłaby robić z książkami wypożyczanymi z biblioteki. Ale kto by jej dał w antykwariacie 170 zł za sztukę…

Mamy w Łodzi proszę państwa posłów skazanych są na sukces, ku chwale Ojczyzny i samej Łodzi.

Dariusz Joński, którego przedstawiać nie trzeba, w towarzystwie Marcina Mastalerka, którego jakiś jeszcze czas przedstawiać trzeba będzie (a zatem poseł, szef okręgu łódzkiego PiS, lider młodzieżówki tej partii) lecą do Ameryki. Zaprasza ich w imieniu Kongresu Ambasada Stanów Zjednoczonych do programu International Visitor Leadership. Ów program Amerykanie prowadzą dla młodych, obiecujących polityków, by od „małego” budować z nimi wzorowe relacje, bo wybierają tylko tych, którzy mają „potencjał przywódczy” i kiedyś będą w kraju nad Wisłą rządzić.

Wystarczy wspomnieć, że uczestniczyli w tymże programie onegdaj Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, Donald Tusk i Kazimierz Marcinkiewicz. Wniosek z tego taki, że Amerykanie nie dość, że wiedzą lepiej od nas, kto będzie w Polsce premierem czy prezydentem, to jeszcze wiedzą dużo wcześniej. Zatem Joński z Mastalerkiem już dziś skazani są na premierostwa czy prezydentury. Mamy zatem wśród przyszłych przywódców narodu łodzianina Jońskiego i przyszywanego łodzianina ze Szczecina, Mastalerka….

Aż dziw, że takiego potencjału Amerykanie nie zauważyli wśród młodych gwiazd łódzkiej PO, dajmy na to szefa partyjnej młodzieżówki, radnego Bartosza Domaszewicza. Nie zauważyli. bo  to program tylko dla posłów? Bzdura, przecież z Mastalerkiem i Jońskim leci Krzysztof Kosiński (PSL), który posłem nie jest. Śmieszni ci Amerykanie, nie poznali się na talencie Domaszewicza… Ale z drugiej strony powiedzmy kategoryczne „nie” tym „hejterom”, którzy nabijają się z Jońskiego, że z datą wybuchu Powstania Warszawskiego przestrzelił o lat 44, a wprowadzenia stanu wojennego o lat 9. Jego talent jest teraz niekwestionowany i usankcjonowany przez Kongres Stanów Zjednoczonych.