Bez referendum. I dobrze.

Kategorie: Blog Marcina Dardy

 

Nie będzie referendum i bardzo dobrze. Nie żebym był fanem prezydent Hanny Zdanowskiej czy łódzkich radnych, jestem po prostu fanem Łodzi. Może oni wszyscy na referendum zasługują, ale nie zasługuje na nie Łódź.

Referendum to jest pełna zdobycz demokracji, tyle, że jest tak samo niedoskonałe jak ta demokracja. Bo co po odwołaniu? Nie ma pewności, że będą przedterminowe wybory, a prawo wyborcze powiada, że w takiej sytuacji premier powołuje p.o prezydenta oraz komisarza w miejsce radnych, a do wyborów kalendarzowych jeszcze ponad rok. Sprawa druga, czyli banał, ale nieodzowny: część tych, którzy złożyli podpisy po prostu nie chce w Łodzi rządów Platformy, a kogo wstawi na zarządców Łodzi premier z Platformy, jeśli nie ludzi z Platformy? Sprawa trzecia to prosty fakt, że istotą rzeczywistości jest sens. A skoro tak, to po referendum w żaden sposób nie ustaną przyczyny jego zwołania: nikt nie zerwie marmurowych płyt z Piotrkowskiej, nikt nie obniży podatków i czynszów, nie wycofa się z „głupich inwestycji”, nie wyrwie parkomatów, a korki mniejsze nie będą. Sprawa czwarta: jedyne skuteczne dotąd referendum w Łodzi jakoś nie pchnęło miasta do przodu. I piąta rzecz: sama myśl o tym, że 43 radnych (dobrych, słabych, głupich, kompetentnych czy nie – nie wnikam) dzięki przerwaniu kadencji traci forum do lansu (czyli sesje Rady Miejskiej) na rok przed wyborami, przyprawia mnie o mdłości. To byłby po prostu rok kampanii wyborczej, kopania się po kroczach i obrzucania błotem. Jeden płynący przez rok ściek…

Władzy można nie akceptować, można kląć pod nosem na te wszystkie smarkate wojenki na zapleczu Zdanowskiej, w łódzkiej PO. Ale wchodząc w temat referendum trzeba przedstawić swoją ofertę. Skoro prezydent i radni są do niczego, trzeba pokazać kto będzie lepszy i z nim iść po władzę. Teraz i przed rokiem żadnej oferty nie było. Była tylko jakaś polityczna dintojra, a bełkotliwych komunikatów o „faktycznej” liczbie podpisów z litości i szacunku dla tych, którzy się podpisali, nie skomentuję. Za rok z okładem wybory. Wszystkich będzie można odwołać bez dodatkowych kosztów.

Komentarze (6):

  1. Avatar
    Krzysztof

    Szanowny Panie Redaktorze, referendum ma przede wszystkim pokazać co myślą na zadane pytanie wyborcy. Proponuję aby zapoznał się Pan z historią referendów chociażby w Szwajcarii. Jakimś dziwnym, niezrozumiałym dla mnie tokiem myślenia próbuje się dodać do idei referendów teorie, które nic nie mają wspólnego z samą ideą referendum. Idąc Pana tokiem myślenia, równie dobrze można by było dojść do wniosku po co nam wybory. Nie jest moją intencją wskazanie czy w/w sprawie jestem za czy przeciw. Natomiast uważam sposób w jaki Pan próbuje przedstawić referendum w sprawie, którą Pan opisuje za manipulację. Dla mnie brak wymaganej ilości podpisów oraz ilość złożonych podpisów może wskazywać na poglądy Łodzian co do przeprowadzenia referendum i należy to uszanować, CZEGO ŻYCZĘ TEŻ PANU

    Z poważaniem Krzysztof

  2. Avatar
    łodzianin

    A mnie jest po prostu wstyd za Łodzian, jest mi wstyd,że jestem Łodzianinem z „dziada-pradziada”. A tyle się słyszy narzekań w Łodzi,że: czynsze za mieszkania komunalne takie duże, takie drogie opłaty za śmieci, droga i niepunktualna komunikacja, że totalny wszędzie bród i smród, itd. Po prostu ludzie mają wszystko w du.ie. Żeby nie można było zebrać 50.000 podpisów w 700000 mieście, skandal. Pamiętam jak Łódź nazywano „czerwona Łódź” i to się w 100% sprawdza. Wstyd na całą Polskę. A wypociny pana Dardy skandalicznie tendencyjne.

  3. Avatar
    cazzio

    @Krzysztof
    Ależ to referendum się odbyło. Proszę nie zapominać, że wyborcy głosują nie tylko krzyżykiem w odpowiednim miejscu kartki referendalnej/wyborczej ale też nogami, czy też swoją postawą wobec referendum/wyborów. Brak wymaganej liczby podpisów to właśnie wynik takich postaw.
    @łodzianin
    A mnie nie jest wstyd za łodzian
    @Pan Marcin Darda
    Zgadzam sie z Panem -„ale nie zasługuje na nie(referendum – mój przypisek) Łódź.”

    1. Avatar
      Krzysztof

      @cazzio
      Proszę czytać, ze zrozumieniem. Po pierwsze nie wypowiadałem się na temat konkretnego referendum. Po drugie stanowczo sprzeciwiam dodawaniu niczemu nie uprawnionych teorii do samej idei referendum i przez to podważanie istnienia instytucji referendum. Zawsze ktoś może stwierdzić np: za blisko wyborów, za daleko wyborów, a to wyborcy rozumieją albo nie rozumieją, bo to kosztuje albo nie kosztuje, bo ktoś coś proponuje albo i nie…, można było by jeszcze wiele inny wymienić przykładów. Może to @cazzio uzmysłowi Ci co miałem na myśli : „ust. 1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, ust. 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio, art. 170 Członkowie wspólnoty samorządowej mogą decydować, w drodze referendum, o sprawach dotyczących tej wspólnoty, w tym o odwołaniu pochodzącego z wyborów bezpośrednich organu samorządu terytorialnego”. Mam nadzieję, że teraz moja opinia na temat artykułu Pana Redaktora będzie w miarę jasna.

  4. Avatar
    cazzio

    @Krzysztof
    Przyjmuję Twoje uwagi. Z tym tylko, że ja nie zauważyłem w tekście Pana Marcina dodawania do idei referendum nieuprawnionych teorii. Ale „nobody is perfect”.
    Przekaz Pana Redaktora dla mnie dotyczył konkretnego wydarzenia ( Panie Marcinie myślę tutaj dokładnie tak jak Pan ) i kropka. WG MNIE @Krzysztof Twoje uwagi to nadinterpretacja. Pozdrawiam.

  5. Avatar
    cazzio

    Źródła podają, że deska to „drewniany element w kształcie płaskiego i silnie wydłużonego prostopadłościanu, wykorzystywany głównie jako materiał budowlany.”

    Zawsze miałem problemy na lekcjach gdy Pani pytała:
    – Co artysta miał na myśli mówiąc/pisząc/malując dane dzieło?

    He, he… W Hoczwi, u podnóża Bieszczad ma pracownię Pan Zdzisław Pękalski – artysta który urzekł mnie swym pokazem, jaki mieliśmy wraz z żoną przyjemność obejrzeć podczas wizyty w jego pracowni. Pan Zdzisław widzi w naturze to, czego zwykły śmiertelnik nie ma szans zobaczyć; w odpadach typu połamane deski z jeziora solińskiego widzi aniołki, diabły, stwory z tej i nie z tej ziemi.
    Tego innego spojrzenia szczerze mu zazdroszczę.
    Ale tak było do wczoraj. Wczoraj po południu gdy spacerowałem w lesie na Lublinku z psem naszło mnie olśnienie. Deska to nie deska jest!
    Deska to zgrabna (przepraszam za kolokwializm) laska, o nieco pomniejszonych atrybutach swoich wdzięków!

    Niech każdy sobie tłumaczy jak chce co chciałem przekazać. W sumie mamy demokrację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.