Miesięczne archiwum: Czerwiec 2013

Nie wiem, czy prezydent Łodzi Hanna Zdanowska powinna się cieszyć na słowa premiera Tuska, że jest „świetną prezydentką”.

Było nie było, mówi to człowiek, któremu w ostatnim sondażu zaufania do polityków według CBOS ufa tylko 34 proc. Polaków, a w tzw. deklaracjach negatywnych, nie ufa mu aż 47 proc. i tak fatalnie premiera nie oceniano nigdy. Nasz drogi premier nie wziął zatem pod uwagę, że wielu łodzian mogłoby jego słowom zwyczajnie nie uwierzyć, albo co gorsza pomyśleć, że prezydent Zdanowska jest równie „świetna”, co on sam. Wielu zresztą tak myśli, choć akurat premier wyraził swoje uznanie obywatelom Łodzi za to, że uznali, iż „nie ma sensu organizować referendum i nie chcą przerywać kadencji Hanny Zdanowskiej”. Ależ premierze… Skoro, jak pan mówi, jest „świetna”, to skąd ten brak wiary i założenie, że łodzianie przerwaliby jej kadencję? Ale to i tak lepiej niż sama prezydent, która po fiasku referendum oświadczyła, że jest z dumna z mądrości łodzian, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że te 40 tys. które się podpisało to głupki.

Premier na te łódzkie pytania odpowiadał w Warszawie i powiedział kupę innych ciekawych rzeczy, głównie między wierszami.

Na ten przykład o” radnych, którzy nie chcą współpracować ze swoją prezydent”, jak to określił Tusk „ z bliżej nieznanych mi powodów – to raczej ambicje osobiste”. Wszyscy wiemy, że chodzi o ludzi Krzysztofa Kwiatkowskiego, ale premier wie, że chodzi „o ambicje osobiste”. Ich czy Kwiatkowskiego? Być może premierowi niezręcznie było punktować Kwiatkowskiego, skoro to przyszły szef NIK z poręki PO, a może frakcja Kwiatkowskiego Kwiatkowskiemu się zerwała. Bo o odwołaniu szefa Rady Miejskiej Tomasza Kacprzaka premie rzekł, że wyniki głosowania nie były dla niego zaskoczeniem. Też dziwne, bo akurat pan Tomek, klub PO, a także wicemarszałek Cezary Grabarczyk, chyba wszyscy urzędnicy i inni notable PO zaskoczeni akurat byli. Premier wiedział wcześniej, czy tylko się spodziewał?

Zresztą jak wieść niesie deklaracje lojalności wobec przewodniczącego Kacprzaka składali i główni podejrzani, czyli właśnie frakcja Kwiatkowskiego, jak i sam Kwiatkowski. Frakcja nadal stoi przy swoim, że słowa dotrzymała i jest zaskoczona wynikiem głosowania (przypomnijmy, że premier zaskoczony nie jest). Donald Tusk, jak zapowiada tę różnicę zdań w klubie PO ma wyjaśnić „dość szybko i z ostatecznymi efektami”. A skoro głosowanie było tajne, to nie wiem, czy dowody w stylu, że część radnych pokazało innym swoje karty do głosowania, a inni nie, nie urągają standardom tak obywatelskiej i demokratycznej partii jaką jest PO i być może radni muszą się liczyć ze śledztwem z użyciem wariografu i Donalda Tuska. Czyli dzieje się świetnie w partii świetnego premiera i świetnej prezydentki.

 

Nie będzie referendum i bardzo dobrze. Nie żebym był fanem prezydent Hanny Zdanowskiej czy łódzkich radnych, jestem po prostu fanem Łodzi. Może oni wszyscy na referendum zasługują, ale nie zasługuje na nie Łódź.

Referendum to jest pełna zdobycz demokracji, tyle, że jest tak samo niedoskonałe jak ta demokracja. Bo co po odwołaniu? Nie ma pewności, że będą przedterminowe wybory, a prawo wyborcze powiada, że w takiej sytuacji premier powołuje p.o prezydenta oraz komisarza w miejsce radnych, a do wyborów kalendarzowych jeszcze ponad rok. Sprawa druga, czyli banał, ale nieodzowny: część tych, którzy złożyli podpisy po prostu nie chce w Łodzi rządów Platformy, a kogo wstawi na zarządców Łodzi premier z Platformy, jeśli nie ludzi z Platformy? Sprawa trzecia to prosty fakt, że istotą rzeczywistości jest sens. A skoro tak, to po referendum w żaden sposób nie ustaną przyczyny jego zwołania: nikt nie zerwie marmurowych płyt z Piotrkowskiej, nikt nie obniży podatków i czynszów, nie wycofa się z „głupich inwestycji”, nie wyrwie parkomatów, a korki mniejsze nie będą. Sprawa czwarta: jedyne skuteczne dotąd referendum w Łodzi jakoś nie pchnęło miasta do przodu. I piąta rzecz: sama myśl o tym, że 43 radnych (dobrych, słabych, głupich, kompetentnych czy nie – nie wnikam) dzięki przerwaniu kadencji traci forum do lansu (czyli sesje Rady Miejskiej) na rok przed wyborami, przyprawia mnie o mdłości. To byłby po prostu rok kampanii wyborczej, kopania się po kroczach i obrzucania błotem. Jeden płynący przez rok ściek…

Władzy można nie akceptować, można kląć pod nosem na te wszystkie smarkate wojenki na zapleczu Zdanowskiej, w łódzkiej PO. Ale wchodząc w temat referendum trzeba przedstawić swoją ofertę. Skoro prezydent i radni są do niczego, trzeba pokazać kto będzie lepszy i z nim iść po władzę. Teraz i przed rokiem żadnej oferty nie było. Była tylko jakaś polityczna dintojra, a bełkotliwych komunikatów o „faktycznej” liczbie podpisów z litości i szacunku dla tych, którzy się podpisali, nie skomentuję. Za rok z okładem wybory. Wszystkich będzie można odwołać bez dodatkowych kosztów.

 

PO stała się partią układów, blokowanych dyskusji, ochrony swoich politycznych wpływów i stołków” –  to konkluzja listu otwartego Krzysztof Heroka, radnego z Cieszyna, który właśnie rzucił legitymacją PO. Kolejnego listu, który opisuje terenowy obraz Platformy Obywatelskiej. Wcześniej mieliśmy okazję czytać podobne konstatacje Doroty Połedniok, która do Donalda Tuska napisała z Siemianowic, gdzie jest radną. „(…) Takich jak ja jest więcej, lecz blokowani przez lokalnych partyjnych baronów jesteśmy z partii wypychani, szykanowani i wręcz postponowani”. (…)W siemianowickiej PO wciąż obowiązuje PRL-owska zasada rodem z „Misia” Barei, gdzie można tylko chwalić i podlizywać się słowami „łubu dubu, łubu dubu – niech żyją nam władze naszego Klubu”. (…)Nie dla takiej PO wróciłam z Anglii”.

 

Ten specyficzny trend pisania listów do Donalda Tuska, trend rozczarowania i opisu partyjnego życia terenu PO narodził się w Łodzi, tylko tylko nikt o tym nie wie. 5 stycznia 2012 r. Piotr Binder, szeregowy działacz łódzkiej PO napisał list do Donalda Tuska. Zastrzegł, że jeśli nie dostanie odpowiedzi, potraktuje go jako list otwarty. Nie dostał, a ma potwierdzenie odbioru z centrali PO. Wyciąg z tej korespondencji wygląda tak:

„(…) Od ponad trzech lat w  środowisku  łódzkiej Platformy nie ma miejsca na działalność stricte polityczną, nie ma miejsca dla żadnej dyskusji politycznej . Nikt z władz łódzkiej Platformy nie jest zainteresowany zrobieniem czegokolwiek poza benefitami dla siebie, rodziny i znajomych. (…). Jednocześnie tępi się ludzi, których jedynym grzechem jest samodzielne  myślenie. To co było największym kapitałem i motorem działań Platformy w momencie jej powstania , teraz zdaje się być jej największym balastem i największym problemem. Ideowcy zostali wypchnięci albo skutecznie się ich pozbyto, nie ma również miejsca i nie hołubi się  fachowców, zdrowy rozsądek nie jest w cenie , kreatywność – to pojęcie absolutnie abstrakcyjne i nie do zaakceptowania przez władze łódzkiej Platformy . BMW / bierny ,mierny ale wierny / to cecha najbardziej oczekiwana i poszukiwana / a także nagradzana/  w szeregach naszej łódzkiej formacji. Te standardy i zachowania są lustrzanym odbiciem epoki o której myślałem że to epoka miniona a której powrót nie jest dla mnie do zaakceptowania. Brak możliwości dyskusji o przyszłości  łódzkiej PO , samozadowolenie i wiara w nieomylność jej lokalnych liderów /władców/ nie jest i nie może być lekarstwem na przywrócenie normalności i skuteczności działania w szeregach naszej formacji.
Łamanie Statutu Partii ,pogardliwe odnoszenie się do jego zapisów, niestosowanie się do jakichkolwiek obowiązujących regulaminów  – to podstawowe grzechy łódzkiej Platformy. Zastraszanie, matactwo oszustwa i szantaż / którego sam doświadczyłem a który wydaje się być akceptowany przez członków   Zarządu Krajowego – chętnie służę przykładem/  takie zachowania nie mają nic wspólnego z pojęciem demokracji, takie zachowania nie znajdują żadnego usprawiedliwienia ,a naruszają nie tylko  zasady rzetelności lecz także reguły zwykłej ludzkiej przyzwoitości.” Nepotyzm, kumoterstwo, korupcja – to rzecz ,która   ciągnie się za polską polityką od czasów realnego socjalizmu, gdzie bezideowa partia aparatu opierała się właśnie na nepotyzmie i poplecznictwie. Na szczycie tego problemu stoi całkowita bezideowość i brak jakiegokolwiek pomysłu politycznego. Liczy się tylko realna zdobycz – stanowisko- jego utrzymanie lub pozyskanie. „  A oto  jeden  niebywale bulwersujący przykład korupcji politycznej, kumoterstwa  i nepotyzmu w łódzkiej Platformie:  pełnomocnikiem  finansowym  Zarządu Regionu w kilku ostatnich wyborach jest pani Marta Barańska, która jako pełnomocnik odpowiada i jest kontrolowana przez dyrektora biura  Zarządu Regionu  panią ……Martę Barańską , która z kolei jest kontrolowana i odpowiada merytorycznie przed  Sekretarzem Regionu panią ………Martą Barańską. Żeby było ciekawie pani Marta Barańska prywatnie jest żoną pana Marcina Barańskiego, dyrektora biura politycznego byłego Ministra  Infrastruktury   a obecnie wicemarszałka Sejmu RP, członka   Zarządu Krajowego PO. Niczym specjalnie trudnym jest mnożenie następnych przykładów np: żona zatrudniona w biurze Regionu , mąż w byłym Ministerstwie Infrastruktury lub w spółkach zależnych itp. Pikanterii dodaje fakt że Komisja Rewizyjna Regionu w tym jej przewodniczący  to również…….  pion  infrastruktury .  Brak jakiejkolwiek przejrzystości , brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych , nieczytelny przepływ przecież społecznych pieniędzy  to układ niebywale korupcjogenny, to nieskrywana niczym PATOLOGIA.
Szanowny Panie Przewodniczący  zgodzi się  Pan chyba z opinią że nie jest to sytuacja normalna , że nie takie zachowania i standardy powinny panować  w formacji politycznej jaką jest Platforma Obywatelska i że nie są to działania które można w jakiś sposób zaakceptować.
Papier jest cierpliwy i zniesie wiele ale pisząc do Pana mam nadzieje że w dalszym ciągu nie jest Panu obca wiara w przyzwoitość i zasady demokracji, wiara że można szanować   człowieka o innym spojrzeniu politycznym, że można „ uprawiać ‘’ politykę będąc człowiekiem zwyczajnym, normalnym przyzwoitym . Piszę z nadzieją że zechce się Pan pochylić nad problemami jakie trapią ” Łódzką Platformę’’ , że znajdzie Pan odrobinę czasu i zainteresowania , i zechce Pan pomóc w naprawie fragmentu naszej wspólnej przecież rzeczywistości, w przywrócenie normalności w działaniu naszej Platformy Obywatelskiej. Mam nadzieję i ogromną wiarę że nie jest jeszcze za późno !”

Tyle Piotr Binder. Dwa miesiące po wysłaniu listu został prawomocnie wyrzucony z PO , aczkolwiek nie w związku z nim. Ironia polega na tym, że w przeciwieństwie do radnej Połedniok, która dla PO wróciła z Anglii, Binder po wyrzuceniu z PO do Anglii wyjechał.

 

 

 

„Niewdzięczny” to najczęściej używany przymiotnik względem Johna Godsona po tym, jak się okazało, że trawi go ambicja zostania prezydentem Łodzi. Najbardziej paradoksalne jest jednak to, że on może wystartować bez poręki matczynej Platformy przeciw obecnej prezydentce Hannie Zdanowskiej.

Paradoksalne, bo to właśnie dzięki Zdanowskiej Godson dostał szansę zostania politycznym celebrytą, któremu trudno było swego czasu wejść do WC bez asysty kamer. Gdyby Zdanowska nie wygrała wyborów na prezydenta Łodzi, nie zostawiłaby poselskiego mandatu dla Godsona, który dokończył za nią kadencję zostając gwiazdą. Jest raczej pewne, że nie zrobiłby tych swoich 30 tys. głosów startując z pozycji radnego. No i teraz taka niewdzięczność…

Niewyobrażalne, że Godson ot tak z politycznego naiwniaka przerodził się w politycznego killera. Stąd pojawiły się humorystyczne interpretacje, że Godsona jako swego kontrkandydata na prezydenta Łodzi wymyśliła zdesperowana Hanna Zdanowska. Ów desperacki ruch miał polegać na postawieniu przed łodzianami dylematu – uwaga, bo to nie będzie poprawne politycznie – „jeśli nie wybierzecie mnie, Łodzią będzie rządził czarny”. Coś na kształt przepowiedni, że jeśli przyjdzie czarnoskóry papież, to nadejdzie koniec świata.

O kolorze skóry Godsona ludzie w Łodzi pod nazwiskiem boją się dyskutować z obawy o posądzenie o rasizm, z tego też powodu boją się również z niego żartować. A takież żarty oplotły przecież Stany Zjednoczone po tym jak Ameryka miała dylemat czy wybrać na prezydenta czarnoskórego, czy też mormona. Wybrała czarnoskórego, ale przecież Łódź to nie Ameryka, tu obrazić się łatwiej, choć pewnie akurat Godson wie, że jakaś część jego marketingowej wartości to odmienny od większości wyborców kolor skóry. On to wie, my to wiemy, a udajemy, że nie wiemy.

„Szanowny panie redaktorze. W nawiązaniu do pana felietonu uprzejmie informuję, że pani prezydent wielokrotnie informowała, że do czasu zakończenia sporu z panem Markiem Żydowiczem powstrzyma się od komentowania spraw związanych z jego osobą. Pozdrawiam. Marcin Masłowski”.

I ja pozdrawiam rzecznika pani prezydent Hanny Zdanowskiej.

Uprzejmie wyjaśniam, że ten komunikat dostałem po felietonie, który dotyczył filmu Leszka Ciechońskiego pod tytułem „Tumult nad Łodzią„, a ściślej słów autora, że trzy razy próbował otrzymać komentarz od pani prezydent Hanny Zdanowskiej i trzy razy, mimo wcześniejszego ustawienia spotkań, tego komentarza mu niestety odmówiono. Czytaj dalej

„Tumultu nad Łodzią”, dokumentu Leszka Ciechońskiego, jeszcze nie widziałem. Film miał pokazać tło konfliktu na linii Marek Żydowicz, David Lynch i Jerzy Kropiwnicki versus klub radnych PO, a także spór Żydowicza z Andrzejem Walczakiem.

Ta piętrowa konstrukcja sporów, de facto o kształt Nowego Centrum Łodzi, doprowadziła do tego, że nie będzie w nim ani Camerimage Łódź Center, ani Specjalnej Strefy Sztuki, ani centrum filmowego Lyncha. Był czas, że wszystkie te elementy NCŁ istniały w planach obok siebie. Nie wiem, czy film odpowie na pytanie, kto jest winien temu, że ich nie ma. Nie wiem, bo dziś to już spór przypominający argumenty, którymi Antoni Macierewicz przerzuca się z ekspertami badającymi upadek tupolewa. Nie wiemy tylko, kto jest tu Macierewiczem, a kto ekspertem.

Filmu nie widziałem, ale widzę tumult w magistracie. Autor powiada, że chciał, by wystąpiła w filmie Hanna Zdanowska, z którą umówiony był trzykrotnie, a raz spotkanie odwołano, gdy był już z ekipą pod urzędem. Czytaj dalej