Tajny gryps ze Smutnej czyli cela Pęczaka w ewidencji zabytków

Kategorie: blog

Trafił do nas tajny gryps przypadkowo znaleziony pod murami zakładu karnego przy ul. Smutnej w Łodzi. Oto jego treść.

Witaj, „Kudłaty”. To ja, „Czarny Melon”. Nie uwierzysz, ale znów trafiłem za kraty. Sam jestem zdumiony, gdyż skok na bank zaplanowałem i opracowałem według najlepszych wzorów i dokonań gangu Olsena. A wszystko przez nieuprzejmą, czarnobrewą kasjerkę. Pokazałem jej mojego okazałego colta, uśmiechnąłem się szarmancko i grzecznie zażądałem łupu, ale ona widać była głucha na jedno ucho, bowiem dała mi łupu-cupu. Musiała się naoglądać filmów z Chuckiem Norrisem, bo jak mnie zdjęli ze ściany, to w banku byli już gliniarze.

Wprawdzie tłumaczyłem w prokuraturze, że w banku kwestowałem na rzecz będących w ciężkiej potrzebie naszych braci na Ukrainie, którym Rosjanie chcą zrobić kęsim, ale śledczy mi nie uwierzyli. Wyłuszczyłem im, że colt był darem na rzecz Majdanu, a kominiarka oznaką skromności, aby nikt nie rozpoznał kwestarza i darczyńcy, ale wszystkie moje słowa przypominały rzucanie grochem o  ścianę. Kropkę nad „i”  postawił zaś nieustraszony pogromca złoczyńców – prokurator Kopania, który w telewizji chwalił się, że prokuratura odniosła kolejny znaczący sukces i złapała wyjątkowo groźnego przestępcę. Sukces? Jaki sukces. Zaprawdę powiadam Ci, mój „Kudłaty”, pierwej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niźli łódzka prokuratura odniesie znaczący sukces. Dobrze, że pan prokurator mnie  teraz nie czyta, bo dopiero dałby mi popalić. I to bynajmniej nie „Camele”.

Stąd mój pobyt na Smutnej. Póki co idzie wytrzymać. Na przykład wczoraj zwiedzaliśmy z przewodnikiem celę Pęczaka. Na razie siedzi w niej dwóch szopenfeldziarzy, ale to się zmieni, bowiem cela ma trafić do ewidencji zabytków. Dlatego szefowie zakładu przygotowują stałą ekspozycję, której ozdobą mają być cenne pamiątki po upadłym baronie lewicy: firanki z wypasionego mercedesa oraz piąty szczebel drabiny do kariery, która w dzieciństwie przyśniła się przyszłemu parlamentarzyście. Poza tym atrakcji nie brakuje. Porucznik Sobczak obiecał mi nawet, że jak będę grzeczny, to będzie puszczał przez radiowęzeł mój ulubiony kawałek – „Jailhouse rock”.

Mam nadzieję, że wkrótce mnie odwiedzisz. Tylko pamiętaj, abyś czujnie i roztropnie jechał przez miasto, bo możesz się natknąć na słoneczny patrol aspirant Boratyńskiej. Nie ukrywam, że to jedna z najlepszych, a przez to najgroźniejszych  policjantek między Odrą a Bugiem. Poznałem ją zaraz po tym, jak wysadziłem bankomat na Kopernika i z pełnymi kasetami pędziłem swoim passatem na z góry upatrzone pozycje. Nawet nie zauważyłem, jak puściła się za mną w pościg, dopadła przy Wróblewskiego, szarpnęła drzwiami i gdy huknęła: – „Ręce do góry!”, to aż mi się alarm w aucie włączył. To właśnie po tej wpadce nabawiłem się frustracji i stanów lękowych. Tak więc błagam Cię, „Kudłaty”, jak będziesz przedzierał się na miasto, strzeż się patrolu słonecznego. Do rychłego zobaczenia!

Komentarze (5):

  1. EmkA

    Ciekawe poczucie humoru na granicy absurdu, swoisty surrealizm. Mając taką wyobrażnię i takie poczucie humoru można z powodzenim zająć się pisaniem scenariusza do polskiej wersji latającego cyrku Monty Pythona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *