Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Show time

Kategorie: Ostry dyżur

Cały dzień trzeba zagospodarować, przeglądam książeczkę szczepień i stwierdzam z pewną dozą zdziwienia, że właśnie mam mieć druga turę szczepień. Idę do Moniki i Marty. Marta funduje mi dwie szczepionki dobrze, że nie wszystko bo jest jeszcze kilkanaście godzin podróży, a pierwsze szczepienie w skumulowanej dawce zniosłem źle, bóle mięśniowe, temperatura. Może się tym razem obejdzie bez tego.

Difac w Bagram jest lepszy niż u nas w Ghazni. Po lunchu z chłopakami z MP idziemy do PX-u. Niestety jest w fazie likwidacji, ale przed wejściem swoje stanowisko mają localsi. Wpada mi w oko pled z wielbłądziej wełny. Po krótkich targach kupuję za, wydaje się, korzystną cenę.

Mam informację, że C-17 będzie leciał w nocy. O 02:00 show time. Wieczorem zdaję do depozytu broń, hełm i kamizelkę z IPMED-em. Jestem „lżejszy” o około 20kg. Próbuje zasnąć, ale tysiące myśli przewalają się przez głowę i tak z boku na bok. Dzwoni telefon –  syn Michał. Ze spokojem mówi, ze właśnie jadą do szpitala bo Madzi odeszły wody ( w kraju jest około 16:00). Skręca mnie z bezsilności. Próbuję monitorować sytuację, wykonuje kilkanaście telefonów, ale mogę tylko czekać. O 18:00 czasu polskiego (21:30 afgańskiego) dzwoni Michał, że Hanusia jest już z nami. Wielkie podziękowania dla Pana dr Jana Krajewskiego i Jego zespołu.

Szczęście, łzy radości i niezwykle wkurwiająca samotność.

Od rana sprawdzam kilka razy pogodę, musi się udać. Przede mną kilka dni podróży, ale w takiej chwili nie mogę Magdy zostawić samej. O 12:00 „show time” na amerykańskim helipadzie.- sprawdzenie obecności i bagażu.

Pierwsza informacja podnosi trochę ciśnienie – polski łącznikowy mówi, że nie polecę, bo „Foresty”  (nieco uszczypliwe określenie z US Army J) maja komplet na Blackhawki i Chinooki. Na helipadzie zjawił się Jasiu „Johnny” polski pilot z siedemnastek. Mimo fatalnej pogody przyszedł mnie pożegnać – to się nazywa więź. Taki drobny gest, ale zrozumie to ktoś, kto był na misji. Czekam cierpliwie godzinę, ale niestety informacja się potwierdza. „Foresty” polecieli. Wróciłem do campu, bo jest kurewsko zimno. Czytaj dalej