Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

Prawda…

Kategorie: Blog Asi

Ufff… już po świętach.

Dzięki najbliższym udało mi się szczęśliwie przeżyć świąteczne zamieszanie. Zaczynam czuć się lepiej, ale przedświąteczny spadek formy był dramatyczny. Hmmm… i teraz zastanawiam się, czy powinnam o tym pisać. Po pierwsze może to zartwić moich bliskich, bo tak się porobiło,że zawyczaj o tym co mi w duszy gra dowiadują się z bloga. Bez sensu, ale trudno. Na pierwszy rzut oka jestem silną, przebojową kobietą, wsparciem dla walczących, wzorem do naśladowania etc.Hmmm… powinnam być uczciwa wobec wszystkich czytających.Uczciwie więc przyznaję, że przed świętami przerastało mnie wszystko. Raz tylko byłam z córką w Galerce na przedświątecznych zakupach. Przerażałi mnie ludzie, zamieszanie i to, że właściwie nie wiem co tu robię i chcę szybko do domu! W domu najlepiej kocyk, pod którym czułam się bezpiecznie. Każdy, kto kiedyś chociaż raz w życiu zmierzył się z depresją wie o czym mówię. Wyprawa do sklepu po drugiej stronie ulicy i ugotowanie barszczyku  na obiad staje się prawie niewykonalne. Niemożliwe? A jednak… Demony wróciły, bezsenne noce i wszechogarnijący lęk. Powoli się zbieram. Mozolnie to idzie,ale do przodu. Jeszcze pozostał Sylwester, który budzi we mnie same negatywne emocje. Mam nadzieję, że za sprawą fajnego towarzytwa, ogniska, które zamierzamy rozpalić jakoś przeżyję tę noc, a potem to już z Nowym Rokiem znowym krokiem! Trudne to wszystko. Miałam nadzieję, że to już koniec leczenia, koniec rodzinnej przygody z rakiem, o ja naiwna. Nawet szpital onkologiczny omijałam, żeby wspomnienia nie wracały, a tu lipa. Nie uwolnię się już. Nie ma takiej możliwości. No to jak już ucziwie się przyznałam do swoich lęków, spoglądam w okno. Świeci słońce. Nie pozostało nic innego, jak tylko wystawić łeb do słońca i świadomie pracować nad tym,żeby było lepiej. Życzę wszystkim udanej sylwestrowej zabawy i Nowego Roku bez bólu głowy.

Kochani…wszystkiego co najlepsze dla Was, samych cudowności w te Święta! I ZDROWIA ZDOROWIA ZDROWIA !!!

Uwielbiam. Wszyscy w piżamach,leżymy w łóżku z rozrabiającym psem i zajadamy smakołyki. Opowiadamy pierdoły, pełen chill out. Nie mogłam znaleźć wcześniej czasu na poklikanie,no nie mogłam. Bosman jest bardzo absorbującym psem. Żywe srebro. Powinien mieć przydomek Najrzydziura. Gryzie wszystko co napotka na swojej drodze,psoci,trzeba mieć go przez cały czas na oku. No więc ganiałam za psem,w przerwie kręciłam ciasto i przygotowywałam wigilię. Było pięknie!

Bosman w nocy jeszcze daje koncerty, co prawda już coraz krótsze, ale jednak. Przepraszam więc wszystkich sąsiadów i oświadczam, że psiakowi nie dzieje się krzywda i nie obdzieramy go ze skórki. Ja śpię w stoperach w uszach.Że też wcześniej tego nie wymyśliłam! Tyle nieprzespanych nocy za sprawą chrapiącego małżonka. No cóż, całe życie człowiek się uczy.

Dziękuję wszystkim czytającym bloga, za to, że już pół roku jesteście ze mną. Jest moc, czuję to. Wszytko co dzieje się się w związku z blogiem jest dla mnie ważne, nawet krytyka i zacięte dyskusje, czy powinnam, czy wypada itd. Zamierzam na bieżąco zamieszczać informacje medyczne, bo wiem, że niektórzy z nich korzystają. I tak oto chciałabym poinformować, że nie można sobie zażyczyć mastektomii, czy usunięcia jajników tylko ze strachu. W naszym kraju nie ma takiego prawa,żaden lekarz tego nie zrobi, nawet w prywatnym gabinecie. W związku z tym bardzo się cieszę, że znaleziono mutację w genie, bo teraz jest podstawa prawna do wykonania operacji. Czy warto, czy ryzykować kolejne zachorowania na  raka, rozważę to niebawem po rozmowie z genetykiem i okologiem, rozważaniami z Wami się podzielę, a póki co świętujmy!

Tato zrobił psu genialne zdjęcia,może dzisiaj zamieszczę 🙂 Jeszcze raz wesołych!

Tu i teraz. Ja mam święta od wczoraj, a to za sprawą odwiedzin mojego brata z rodziną oraz powitania Bosmana „na pokładzie”.

Gdy patrzyliśmy dzisiaj na podłogę oświetloną przez grudniowe słońce, mnóstwo było na niej śladów małych dziecięcych stópek i małych psich łapek. Czyż można sobie wyobrazić bardziej rozkoszny duet? Pies trafił do nas ze znakomitej hodowli z całą wyprawką, książeczką zdrowia, zaczipowany i cudnie pachnący szczeniaczkiem. Wygląda na to, że nie ma żadnych problemów adaptacyjnych.Gryzie wszystko co popadnie, a właściwie usiłuje gryźć, bo ma tylko zęby trzonowe. Na razie. Zsocjalizowanie szczeniaka to trudna praca, każdy kto wychowywał psa o tym wie. Maluch dla własnego bezpieczeństwa, musi być w nocy zamknięty. Wczoraj np. wpełzł pod sofę i zabrał się za gryzienie przewodu od lampy. Urządziłam mu więc piękny salon w łazience. W dzień z niego chętnie korzysta, ale w nocy zdecydowanie protestował. Postanowiłam,że dam gościom się wyspać, więc sama noc spędziłam na czuwaniu nad rozrabiającym psem. Dzisiaj kolejna próba ustalenia zasad kto kim rządzi i gdzie jest czyje miejsce w tym domu. Maluch robi wrażenie bardzo rezolutnego,więc mam nadzieję, że szybko się ogarnie. Poza tym jest uroczy,zabawny i rozśmiesza mnie na każdym kroku.

Przez kolejne dni tak właśnie będzie. Żadnych smutów. Smakołyki, prezenty i wszystko co daje radość na święta. Ktoś zapomniał o zamówieniu śniegu ? Trudno, i bez nie spotykam na swojej drodze zbyt wielu bałwanów.

 

Układanka

Kategorie: Blog Asi

Przez cały rok misternie układałam rozsypany obrazek. Przedstawiał moje życie. Dopasowywałam elementy, cieszyłam się z każedgo ułożonego kawałeczka. Był coraz piękniejszy, wreszcie uznałam, że czas go oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Już go niosłam w rękach, gdy nagle potknęłam się i wszystko rozsypało się na nowo…

Jestem inna niż rok temu. Więcej we mnie smutku niż lęku i paniki.Po raz kolejny kręcę głową i myślę sobie, że nie tak być miało.Po raz kolejny zgrzytam zębami ze złości i wysuwam środkowe palce.Na razie mój przekaz jest emocjonalny i mało merytoryczny. Jestem jeszcze przed konsultacjami z lekarzami, nie mam planu działania. Jeśli ktoś z was śledzi mojego bloga, to wie, że od kilku tygodni odczuwałam niepokój, że coś złego się wydarzy. Tak się stało. Za sprawą zbiegu zdarzeń i okoliczności przyrody powróciły złe myśli. Nie widzę przyszłości, rozmyła się, widzę tylko to co tu i teraz. Za chwilę opiszę wszystko po kolei, opowiem co zamierzam i dlaczego zrobię tak a nie inaczej. Jeszcze chwilę to potrwa. Poskładam się na nowo. Obiecuję.

Oświadczenie

Kategorie: Blog Asi

Się porobiło. Rozdzwoniły się telefony. Mąż przeznaczył dla mnie specjalne miejsce w garderobie, gdzie za zamkniętymi drzwami mogę swobodnie opowiadać o moim nowo poznanym przyjacielu genie,bo rodzina już słuchać  nie może.

Niniejszym oświadczam, że mam w dupie wszystkie opinie osób,oskarżających mnie o medialny ekshibicjonizm i komantujących, czy wypada, czy powinnam itd. o tym pisać. Mój blog, moja decyzja. Uważam, że powinnam. Mało osób cokolwiek wie na ten temat, nawet za sprawą pani Angeliny. Niewtajemniczonym przypominam, że dwa razy robiłam badania genetyczne, w dwóch różnych ośrodkach i wychodziły ujemne. Nie dawało mi to spokoju, ciągłe rozmowy z lekarzem, że przeczucie, że intuicja, że coś musi być na rzeczy. W końcu mam rzetelną informację, którą zmierzam posłać w świat lotem błyskawicy. Z góry przepraszam wszystkich lekarzy, którzy za sprawą tegoż uczynku będą zadręczani przez swoje pacjentki. Taka to robota drodzy panowie i panie, było pracować w kwiaciarni i teraz nie marudzić. Ponadto zastanawiam się nad przekazem live prosto z sali operacyjnej, gdzie będą mi robić nowe cycki, za które zapłaci NFZ, oraz rozważam wydanie albumu fotograficznego, w którym zaprezentuję dokonania chirurgów. Następnie wydam pamiętnik opisujący doznania seksualne kobiety bez cycków i jajników, oraz poradnik pt. „Jak przeżyć orgazm życia podczas medytacji, gdy nie ma się ochoty na seks.” Wszystkim komentującym moje poczynania, polecam skoncentrować się na lepieniu pierogów, wybieraniu prezentów i przeżywaniu SWOJEGO życia najlepiej jak umieją, albowiem każdy dzień może być naszym ostatnim. Amen.

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu o swoich planach.

W związku z zaistniałą sytuacją, o której nie mogę pisać, mój Anioł Stróż w Białym Kitlu zarządził rozszerzenie badań genetycznych. Udałam się więc do lekarza genetyka, co u niego raz już byłam trzy lata temu. I mówię, że miło go widzieć, że bardzom zadowolona z programu profilaktyczngo, ale niestety zaproszenie na badania kontrolne dostałam kiedy już sobie wybadałam raka, i  że pamiętam jak na pierwszej wizycie powiedział, że jak trzy młode kobiety (moja mama i jej dwie siostry) chorują, to nie jest to przypadek. Na to on, że to prawda, ale od tego roku mają jakieś nowe możliwości wykonywania bardziej skomplikowanych i dokładniejszych(czy jakkolwiek można to nazwać) badań, zatem utoczy mi krwi. Dziś dowiedziałam się o wynikach. Hmmm… Zawsze wiedziałam, że jestem wyjątkowa. Otóź. Jestem szczęśliwą posiadaczką rzadkiej mutacji genu BRCA1, którą posiada zaledwie 20 osób w Polsce. Ha! Jak dla mnie rewelacja. Oznacza to,że:

dobrze nie jest

mogło być gorzej

cycki mam do usunięcia

jajniki do wywalenia i to szybko

moje córki najprawdopodobniej, oprócz nieziemskiej urody, błyskotliwości i niespotykanej wprost ineligencji odziedziczyły po mamusi także wadliwy gen

z pewnością nie zostanę pracownikiem roku 2014

zrobią mi cycki, które wygrają z grawitacją

będę nosiła staniki z dwóch kapsli i trzech sznurków

zniknie problem antykoncepcji

być może ja i moi krewni staniemy się tematem do napisania jakiejś mądrej pracy naukowej

ogólnie mam wrażwnie, że temat skorupiaka w naszej rodzinie to niekończąca się historia….

Tu następuje.k…………….. oraz piiii……..piiii……..piiii……

Wobec zaistniałej sytuacji wieszam w kuchni kolejne migoczące lampki zakupione na ryniarzu oraz otwieram wino.

W piątek przywożę psa.

 

Choinka

Kategorie: Blog Asi

Melduję, że choinka ubrana.Teraz mogę pomyśleć o prezentach i smakołykach.

Zakładałam, że to będą najwspanialsze święta jakie miałam. Hmmm… chyba jednak nie. Bardzo będę musiała się postarać, żeby się nie smucić.

Wczoraj w godzinach wieczornych, w pobliskim rowie odbył się zlot miłośników letnich opon. Ja na szczęście wybrałam się na spotkanie środkami komunikacji miejskiej, więc zza szyby obserwowałam co dzieje się na ulicach. A działo się, oj działo!

Dotarłam bezpiecznie do domu, łapiąc figury niczym gwiazda tańcząca na lodzie, a w domu pusto. Włączyłam TV ku pokrzepieniu serca. Program opowiadał o dziewczynce, która zachorowała na raka i o jej pięcioletniej suczce, która też w tym samym czasie zachorowała na raka. Jak można się domyślić, suczka odeszła, dziewczynka wyzdrowiała, a ja zaległam na kanapie tonąc we łzach. Szczęśliwie niebawem pojawił się Mikołaj z torbą shushi i winem.  Ogólnie wieczór zaliczam do udanych, chociaż i tak nie mogę się doczekać powrotu dziewczynek. Dom bez nich przed świętami jest bez sensu.  Całusy dla wszystkich smutasów, przytulam was mocno.

Mikołajki

Kategorie: Blog Asi

Hoł hoł hoł ! Co znaleźliźcie rano w bucikach? U mnie niestety nudne Mikołajki, bo dzieci wczoraj uleciały do UK.Liczę na to, że wieczór będzie bardziej interesujący za sprawą mojego osobistego Mikołaja oraz spotkania z koleżankami z PTPAiIO. Nie żebym zamierzała połączyć te wydarzenia, chociaż mogłby być ciekawie :).

Smutne są powroty do domu, bo nikt nie skacze i nie merda ogonem.Ale za to w domku już pięknie i świątecznie, świecą kolorowe lampki i nawet wiatr nie porwał dekoracji na balkonie. Brakuje tylko dzieci (ładne mi dzieci hi hi), ale wracają w poniedziałek. Mam syndrom pustego gniazda jak nic.

Wracam do pracy, od lutego. Hmmm… żegnaj ukochana anestezjologio i intensywna terapio. Może jeszcze kiedyś nasze drogi się zejdą. Początkowo zamierzałam walczyć jak lwica o powrót na OIT.Decydujący głos miała Pani Lekarz Zakładowy. Układałam w głowie różne scenariusze rozmowy. W ostateczności miałam się rozpłakać. paść na kolana, grozić popełnieniem sepuku i błagać o wyrażenie zgody. I był taki moment, kiedy o tym rozmyślałam,że spłynął na mnie błogi spokój. Nie wiem jak to opisać, jakby anioł mnie przytulił.W ogóle doświadczam tak odmiennym stanów świadomości,że  boję się o tym mówić. Bo jeszcze spalą mnie na stosie, albo zamkną w wariatkowie. Pomyślałam o słowach, które niedawno powiedziała mi koleżanka, ciężko doświadczona przez los, a jednak ma uśmiech i serce dla ludzi mimo tego. Opowiedziała mi o wykładzie, który słyszała na konferencji z dziedziny medycyny katastrof. Otóż. Jak jest powódź i trzymasz się czegoś kurczowo, to tylko wtedy ma to sens, jeśli istnieje szansa, że ktoś cię wyciągnie. W przeciwnym razie, należy popłynąć z nurtem, masz większe szanse na przeżycie,być może dopłyniesz do jakiegoś miejsca gdzie trafisz na pomoc Pomyślałam, że może tak właśnie teraz trzeba, zaufać, popłyąć z nurtem, otworzyć się na zmieny, zaakceptować rzeczywistość. Nie walczyć. Bo mogę zrobić sobie krzywdę, a tego bym nie chciała. A więc nadchodzą zmiany.Podsawową zmianą będzie to, że będę mogła do woli nagadać się  z pacjentami. W OIT logicznie rozmawiający pacjent jest niezykłą rzadkością. No… to tyle na razie na temat zmian w pracy. Cieszę się niezmiernie,że moi pracodawcy na mnie czekali. Z historii ludzkich, które poznałam przez ubiegły rok wynika, że wcale to nie jest takie oczywiste.A ja widzę uśmiechnięte twarze, które mówią mi „Dzień dobry” i mam frajdę, że niedługo do nich wrócę. Patrzę więc w przyszłość z uśmiechem, a na razie skupiam się na tym co tu i teraz. Żeby nic nie przeoczyć, i cieszyć każdą piękną chwilą, póki trwa…

Zastanawiałam się nad rasą psa. Nie mógł być za duży, bo mieszkam w bloku. Nie taki, który musi długo biegać, bo średnio mi się podobała perspektywa rzucania przez godzinę patykiem o siódmej rano. Miał być mały, wesoły, żebym wszędzie mogła go ze sobą zabrać, taki podręczny pies.

Uznałam, że tybetański piesek szczęścia Shih Tzu będzie najlepszym psem do towarzystwa. Nie miałam dla niego imienia, pomyślałam, że jak go zobaczę samo przyjdzie do głowy. Spojrzałam na czarne ślepka i mordkę i powiedziałam : Będzie z ciebie niezły gangster. Takie imię zobowiązuje. Bestia mimo postury pieseczka ze sklepu z zabawkami od początku wdawała się w awantury. Początkowo z osiedlowymi psami, zwłaszcza tymi ogromnymi.  Kiedyś ledwo uszedł z życiem po starciu z haskim. Miałam nadzieję, że od tego czasu zmądrzeje i nie będzie atakował większych kolegów. Nic z tego.Również każdy sąsiad musiał być ugryziony w piętę i obszczekany. Co za obciach! Psisko polubiło jazdę samochodem oraz żeglowanie. Układał się mordą pod wiatr, przymykał ślepia, a uszy mu powiewały. Miał swoją kamizelkę ratunkową zakupioną na okoliczność sztormowej pogody. Kiedyś z portowym kolegą Buckiem wybrali się na dziewczynki do pobliskiej wsi. Gangster wrócił z poranionym okiem, a my musiałyśmy skrócić weekend i jechać prosto do weta. Jak się daje takie imię psu, to nie ma się co dziwić- skwitował wet. Oko zostało wyleczone. Uwielbiał kaszankę. Na Mazurach ukradł taką wielką facetowi z talerza i uciekał w krzaki, a ja zanim. To był mój pies. Chodził za mną krok w krok. Szedł spać i wstawał razem ze mną. Gdy wracaliśmy do domu we czwórkę, najpierw  pięć minut witał się ze mną, a dopiero później  dostrzegał innych domowników.  Leżał przy mnie przez całe onkologiczne leczenie. Podobno pies umiera, odbierając chorobę właścicielowi, żeby uratować mu życie. Taki był… mały piesek o wielkim sercu.  Odszedł na wieczną wachtę, niespodziewanie.

A ja dziękuję wszystkim za wsparcie. Smutek powoli mija… Zajęłam się sprzątaniem i świątecznymi dekoracjami. Jest pięknie. Jeszcze miewam napady płaczu, ale tak będzie przez długi czas. Po odejściu człowieka nie da się zapełnić pustki. Z pieskami jest inaczej.  Nasz nowy członek rodziny i załogi skończył już pięć tygodni. Dałam mu imię Bosman, dla przyjaciół Boss. Święta spędzimy już razem. A to nie koniec zmian w moim życiu…  Uściski dla wszystkich.