Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Awaria

Kategorie: Blog Asi

Pamiętam dokładnie 26 listopada rok temu. Popołudniem skończyłam zajęcia, prowadziłam jakiś kurs pierwszej pomocy chyba. Włączyłam telefon, a tam kilka nieodebranych połączeń od mojej chrzestnej. Hmmm… przestraszyłam się, była krótko po operacji piersi. Prosiłam ją, żeby przesłała mi numer telefonu do chirurga, który ją operował. Ale żeby tak wydzwaniała? Może coś się stało? Oddzwoniłam. Powiedziała, że doktor mnie oczekuje tu i tu i mam się zbierać szybko i pojechać na wizytę. Ach to tak… znaczy ja nie mogę sobie nic zaplanować, tylko muszę wszystko rzucić i jechać teraz właśnie, jak mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Pierwsza wizyta nie była jeszcze niepokojąca… Najgorsze dopiero miało nastąpić…

Nie wiem czy za sprawą wspomnień, czy mrocznego i beznadziejnego listopada, czy też może huśtawki hormonalnej ( bo  po zakończeniu chemioterapii ciotka raz tylko przyjechała czerwonym samochodem, po czym ślad po niej zaginął) od kilku tygodni czuję się niezbyt dobrze. Momentami fatalnie. Jakaś nerwica mnie dopada czy co? Wykorzystam jeszcze kilka „domowych sposobów”, a jak sobie nie poradzę, idę do psychiatry. Nie ma co, szkoda życia. Codziennie spotykam się z młodzieżą  w różnych szkołach. Chciałabym, żeby samobadanie piersi i badania profilaktyczne były dla nich tak oczywiste, jak mycie zębów każdego ranka. Mówią, że to jest przecież oczywiste, tak jak zmiana bielizny osobistej. No ale przecież nie urodzili się z tą wiedzą  i umiejętnościami. Ktoś, kiedyś ich tego uczył. Mama, pani w przedszkolu, potem w szkole… Umawiamy się na spotkania za 10 lat J Ja wtedy zapytam czy badają piersi, a oni odpowiedzą ”Pfff… no oczywiście”. Mamy fajną młodzież.

Gangster ma nową ksywę – Niemrawy. Łazi z podkulonym ogonem, aktywność ogranicza do przekładania się z miejsca na miejsce. Na razie nie skamle, Bogu dzięki! Ten jego skowyt przyprawia mnie o skurcze żołądka. Za sprawą wycieczek do weta znienawidził jazdę samochodem. Muszę mu robić zastrzyki. Kosztuje mnie to mnóstwo energii.  Siódme poty mnie oblewają, a bestia już się jorgnął, że go kłuję i gryzie mnie w rękę. Wygląda jak kudłata kupka nieszczęścia z wybałuszonymi ślepiami. Smutne jest chorowanie zwierząt. Ludzi też.

Dzisiaj „złapanie kapcia” spowodowało u mnie wybuch płaczu. Czuję się taka wściekła i bezradna wtedy. Zanim się zorientowałam co tak łomocze i czemu samochód krzywo jedzie, przejechałam na feldze kilkaset metrów. Opona do wymiany. Mój mąż jest uroczy w takich sytuacjach. Dopilnuje wszystkiego, żeby było dobrze naprawione, po czym z uśmiechem oddaje mi kluczyki „Możesz dalej psuć ”. Pewnie dlatego, że zawsze dzwonię do niego z histerią, że „Rozwaliłam auto”. On biedny myśli, że jakieś dachowanie, albo kraksa, a tu się okazuje, że zwykły kapeć, a mnie nic nie jest poza napadem paniki. Po szczęśliwym dojechaniu na parking, szlochałam dobre pół godziny w samochodzie. Że tak zimno i ciemno, że nie dotrwam do wiosny, że mi pies chory, że córcia cierpi z powodu miłosnego zawodu, że remont u rodziców jeszcze się nie skończył i że ludzie muszą się starzec, chorować i umierać, a mnie tak źle i smutno na tym świecie. Po obsmarkaniu wszystkich chusteczek przyszłam do domu i całe szczęście, że po drodze nie spotkałam nikogo. Tusz do rzęs miałam nawet na czole. Następnie usiadłam do kompa i klikam do Was. Pomaga 🙂 Z okazji rocznicy zapoznania się z moim rakiem otworzyłam wino. Wszystko minie… To tylko przejściowe efekty uboczne. Jeszcze moment i mnie zły nastrój. Jak nie minie, będę szukała pomocy. A teraz… życzę wszystkim dobrych snów. A sobie płomiennego seksu z Johnem Bon Jovi w roli głównej, chociaż we śnie!

Bezsennośc

Kategorie: Blog Asi

Czuję się jakby mi ktoś zawiązał żołądek na supeł, Znaczy, że zbliża się pora udania się na spoczynek.

To nie znaczy, że nie jestem zmęczona. Jestem, a juro wstaję o 5.30. Więc? Powinnam już grzecznie leżec zawinięta w pachnącą pościel. Nie lubię zasypiac, spanie kojarzy mi się z koszmarami. Brrrr! Poza tym budzi mnie pies. Skamle, bo boli go kręgosłup. Rozumiem, sama kiedyś miałam taką przypadłośc. Odwracanie się z boku na bok w nocy było istną ekwilibrystyką, ból ostry i przeszywający, aż siódme poty mnie oblewały. Gangster nabawił sie kontuzji w związku z wykonwaniem karkołomnych skoków na drzwi, gdy słyszał za nimi sąsiadów. Jeździmy teraz co kilka dni do weta. Pani Wet pakuje zastrzyki i tabletki, zaproponowała, żeby zmienic psu imię na Felerek. Pomyślę nad tym. Póki co, wyjdę z „inwalidą” na spacer. Co ciekawe, na spacerze dolegliwości ustępują.Dziwne… Jedno jest pewne, nie mogłabym byc wetem. Za bardzo przejmujące zajęcie 😉 Dobrej nocy wszystkim.

Witam Państwa. Z racji przebywania  na długotrwałym zwolnieniu z pracy, mam ostatnimi czasy, możliwość oglądania telewizji śniadaniowej. Oglądam więc i oczy przecieram ze zdziwienia.

Na ekranie sesja fotograficzna nagich modelek, z których każda waży ponad 150 kg !Prowadząca program stwierdziła, że jest to poza granicami dobrego smaku. Ja byłam podobnego zdania. Przez chwilę. Zaraz, zaraz a kto niedawno pozował do sesji z łysą głową? Jedno z moich ulubionych zdjęć, które uważam za piękne, jest zdaniem koleżanki PRZERAŻAJĄCE. Hmm… de gustibus non disputandum est. Mało tego, niedawno udostępniłam na moim profilu fb album „The scar Project.”  Zdjęcia pokazują kobiety z bliznami po operacjach mastektomii. Myślę, że podobnie jak w przypadku sesji otyłych modelek, autor nie miał na celu  ukazania piękna. Chodzi o to, by pokazać  rzeczy ważne.  Otyłość jest niewątpliwie ważnym problemem. Proszę zwrócić uwagę, że piszę o OTYŁOŚCI, nie o fanaberii , że komuś z takich czy innych powodów nagle  przybyło kilka kilogramów kochanego ciałka. O otyłości mówimy, gdy wskaźnik BMI wynosi ponad 30, o nadwadze gdy BMI zawiera się w przedziale 25-29, wyłączając kulturystów oczywiście. Dawniej otyłość była postrzegana jako symbol dostatku i bogactwa, a u kobiety — piękna i płodności. Obecnie propagowany jest ideał człowieka szczupłego i wysportowanego. I cóż ja widzę w ulubionym programie śniadaniowym? Siedzi w studiu pani psycholog, fantastyczna kobieta i mądrze mówi zazwyczaj, ale nie tym razem. Tak na moje oko, ma ok. 3o kg nadwagi. Opowiada, że czuje się świetnie, jest szczęśliwa, pewna siebie i uważa, że każdy ma prawo wyglądać jak chce i guzik innym do tego. A my jak wiadomo, społeczeństwem nietolerancyjnym jesteśmy, więc się krzywimy na widok grubasów. A w ogóle, to kto powiedział, że wszyscy powinni wyglądać jak pani prowadząca program w rozmiarze 36. Powoli. Nie nerwowo. Nie o względy estetyczne tu chodzi. Otyłość jest chorobą. W wielu przypadkach jedzenie staje się nałogiem. Takim samym jak picie alkoholu, zażywanie narkotyków czy hazard. Dopóki sama zainteresowana osoba nie dostrzeże, że ma problem i nie zechce sobie pomóc, na nic wysiłki innych. Pani psycholog problemu nie widzi,  większość alkoholików też nie. Kilka tygodni temu na konferencji naukowej usłyszałam termin „globotyłośc”, czyli problem zaczyna być globalny i mówi się o nim otwarcie w wielu krajach.  Tak sobie myślę, że skoro sesja „Pięknołyse” miała zadanie oswajać społeczeństwo z widokiem łysych kobiet, tak sesja otyłych , ma oswajać z wizerunkiem kobiety otyłej. Proszę mnie źle nie zrozumieć, mnie naprawdę nie robi różnicy jak kto wygląda, ale mam wrażenie, że od tego oswajania do lansowania otyłości jest niebezpiecznie blisko. Czuję się więc w obowiązku kilka edukacyjnych zdań napisać. Każdy jest sam odpowiedzialny za własne zdrowie i nie zamierzam nikomu grozić palcem, ale należy wiedzieć, że otyłość zabija. Nadciśnienie, cukrzyca, choroba wieńcowa, hiperlipidemia (podwyższony poziom cholesterolu i trójglicerydów) są gwarantowane, dodatkowo w pakiecie promocyjnym  zespół bezdechu sennego, znacznie wzrastające prawdopodobieństwo zachorowania na choroby nowotworowe, choroby zwyrodnieniowe stawów i bóle kręgosłupa. Im wcześniej pojmiemy ogrom zagrożeń płynących z lekceważenia postępującej znacznej nadwagi czy otyłości, tym lepiej dla nas. Tym bardziej, że większość przyczyn i objawów tego schorzenia możemy usunąć we własnym zakresie, bez skomplikowanych kuracji i połykania garściami coraz droższych lekarstw. Co prawda przyczyny powstawania otyłości mogą być różne (powinien ustalić je lekarz), ale droga utraty zbędnych kilogramów jest jedna: Mniej jeść, więcej się ruszać! Każda osoba otyła je za dużo w stosunku do potrzeb własnego organizmu. Dopiero przeprowadzenie wnikliwej analizy pokazuje gdzie „ukryte są” kalorie. Okazuje się, że taka osoba zjada wielokrotnie więcej niż na początku deklaruje. Często poważną przeszkodą są  głęboko zakorzenione nawyki i upodobania żywieniowe. Redukcja masy ciała  może przebiegać szybciej lub wolniej, ale nie ma człowieka, który nie mógłby schudnąć. Uwaga! Jeśli decydujemy się na skuteczny program zmniejszenia masy ciała, potrzebna jest wytrwałość, cierpliwość oraz znajomość podstawowych zasad racjonalnego żywienia. Gorąco zachęcam Państwa do podjęcia wyzwania. Wszystkim, którzy zachcą zawalczyć o własne zdrowie życzę powodzenia. Jak mówi najpopularniejsza trenerka osobista Polek „Nie przytyłaś wczoraj, nie schudniesz jutro”. Cierpliwości!

LUCK

Kategorie: Blog Asi

Trzeba zawiesić świąteczne lampeczki w całym domu, nie ma na co czekać. Od 1 grudnia (bo nadchodzący tydzień mam niezwykle zajęty) w moim domu będzie jak w Las Vegas. Szarość od rana do wieczora jest nie do zniesienia, własciwie to już trudno odróżnić pory dnia. Cimność o poranku i ciemność wieczorem.

Przygotowuję się do napisania kolejnego felietonu, czytam historie pisane przez życie. Temat będzie ponownie onkologiczny. Nie ucieknę od tego, zawsze w którymś momencie powróci. Trudno, tak musi być. No więc czytam. „….mam 32 lata, od 7 lat walczę z rakiem piersi (…) niestety mimo błyskawicznie podjętych radykalnych metod leczenia, po półtora roku względnego spokoju doszło do rozsiewu choroby. Początkowo do płuc i kości, następnie do wątroby.” I co wy na to? Wiem , że otacza mnie mnóstwo kobiet, które już kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt (moja mama!) lat temu „zdeptały skorupiaka” i czują się świetnie. Wiem o tym. Ale i tak mam nudności ze strachu natychmiast po przeczytaniu takiej historii. Usłyszałam niedawno opowieść o tym, jak jakaś bardzo mądra pani profesor, na bardzo mądrej konferencji onkologicznej, pokazała ostatni slajd podsumowujący wykład. Widniał na nim napis „LUCK”. Szczęścia mi życzcie kochani…

Karmelowa

Kategorie: Blog Asi

„Wiśta wio – łatwo powiedzieć” Moja przyjaciółka jest zdziwiona, czego ja się boję i dlaczego mam spadki formy. Przecież jestem wyleczona. Właśnie.

Mój lekarz uświadomił mi, że powracanie do normalności jest procesem, nie dzieje się z dnia na dzień. Niby sama wiedziałam, ale zawsze to dobrze mądrego posłuchać. Tak to jest, że niepokój i lęk jest po zakończonym leczeniu bardzo nasilony, zmniejsza się w miarę upływu czasu. Wiem, bo sprawdzałam, pytałam, czytałam, tak zwykle bywa i tyle.  Niektórzy moi znajomi pukają się w głowę. Hmmm… syty głodnego nie zrozumie. Ale za to moje Baby Jo(a)gi ! To dopiero jest towarzystwo wspierające! Kula energii hula. Listopady ogólnie bywają trudne, nawet jeśli nic niepokojącego w życiu się nie dzieje. A jak się dzieje to już kanał. Po pierwsze źle sypiam. Budzę się po kilku godzinach i dręczą mnie złe myśli. Poduszka twarda, duszno, niewygodnie, pies chrapie (ostatnio skamle, bo boli go kręgosłup), mąż chrapie, zwariować można.  Zamiast przyjemnych snów (erotycznych na przykład) ciągle mam koszmary. Dziś przejechałam samochodem po małym dziecku, a Gangsterowi wypadło oko. No i dosyć często gotuję ludzkie zwłoki  w garnkach. Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania? Jeżeli sny są zwierciadłem duszy, to kiepsko ze mną. Nie cierpię zmroku i ciemności i nie lubię być sama w domu. Tak mi się porobiło. Ale pracuję nad sobą. Cudownie mi robi basen i joga, byle nie codziennie, bo boli  ręka, bark i pół pleców. Nie mogę przesadzić z ćwiczeniami. Poza tym często prowadzę ze sobą rozmowy terapeutyczne. Wiele osób korzysta ze słuchawki włożonej do ucha i rozmawia przez telefon, nie budzi to już zdziwienia wśród społeczeństwa. Wobec tego i ja nie uchodzę za głupa.  Mam sporo zajęć „około zawodowych”, terminarz wygląda jakby go obsypał mak. Znaczy jest super. Poza głową, ficznośc moja jest w najlepszym porządku. „Opalenizna” już zbladła, nie mam obrzęku limfatycznego i pełen zakres ruchów w kończynie górnej po stronie operowanej. Jakieś niewielkie dolegliwości bólowe i brak czucia gdzieniegdzie pozostał, ale to kilka a czasem kilkanaście miesięcy musi minąć, żeby było dobrze. Wraca prawidłowa masa ciała. Zostało do zgubienia jeszcze 4 kg. Samo się nie zrobi niestety. To ósmy tydzień odchudzania, rozsądnego i zdrowego jedzenia, ciągłej walki z pokusami i wyrzutami sumienia po wypiciu drinka i zjedzeniu kawałka ciasta. Ale efekty są! Znaczy moszna :).  Poza tym, nie mam już obrzęków po sterydach, więc zarysowały się moje kości policzkowe. Zachęcam wszystkie kobitki, jeszcze jest chwila by popracować i wcisnąć się w wymarzoną sylwestrową kieckę. Serio. Postanowiłam, że wracam do mojego koloru włosów, który mam od dzieciństwa, tylko na krótko mi się znudził. Metamorfoza musi być kilkuetapowa, bo od rubinu do blond daleka droga. Siedziałam więc dzisiaj u mojej ukochanej Moni z dekoloryzacją na głowie blisko godzinę. Po tym zabiegu wyglądałam jak kurczak wielkanocny, który wpadł do pomarańczowej farby i końcówki piórek mu się zabarwiły. Naprawdę uroczo. Następnie otrzymałam przyjemny, karmelowy kolor włosów, oraz fryzura zyskała kształt. Nie wygląda już jak pole kukurydzy po przejściu tornada. Monia jest prawdziwą czarodziejką. W Wigilijny wieczór wystąpię w mroźnym blondzie, jak Królowa Śniegu. Ha! Taki mam plan.

A tymczasem życzę wszystkim udanego weekendu i kreatywnych pomysłów, co robić, żeby się nie objadać i nie opijać leżąc przed TV w takie szare i nudne jesienne wieczory.

Zjazd

Kategorie: Blog Asi

Nie mogę na razie pisac, bo po szalonym weekendzie mam totalny spadek formy. Tzw. zjazd. Lubię zjazdy, ale na nartach i kolejką górską w wesołym miasteczku, a ten wybitnie mi nie odpowiada.

Dowcip na okolicznośc przebieranej imprezy, która odbyła się w piątek :

-Jaka jest różnica między czarownicą a czarodziejką ?

-Jakieś 20 lat.

I to tyle wznoszenia się dzisiaj na wyżyny inelektualne.

 

Witam Państwa. Dzisiaj będzie mniej opowieści, więcej konkretów. Temat transplantacji narządów wciąż jest gorący. Tu i ówdzie w programach telewizyjnych pojawiają się panowie z „Poltransplantu” wyjaśniając zawiłe kwestie dotyczące pobierania narządów do przeszczepu.

Postaram się wyjaśnić Państwu, jak wygląda to zagadnienie w świetle prawa. W Polsce dokumentem zawierającym dokładne i jasne podstawy prawne transplantologii jest Ustawa o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu tkanek i narządów z 1 lipca 2005 roku (DZ.U. nr 169, poz.1411)- uznaje ona tzw. zgodę domniemaną na pobranie narządów po śmierci. Chyba, że osoba dorosła i zdolna do czynności prawnych wyraziła sprzeciw, dotyczący pobrania narządów do transplantacji po jej śmierci. W przypadku dzieci sprzeciw w ich imieniu mogą wyrazić rodzice lub opiekunowie prawni. Dopuszczalne są trzy formy wyrażenia sprzeciwu: 1. wpis w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów (CRS) prowadzonym przez Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Transplantacji „Poltransplant”, 2. oświadczenie pisemne zaopatrzone we własnoręczny podpis, 3.oświadczenie ustne złożone w obecności co najmniej dwóch świadków, pisemnie przez nich potwierdzone. Proszę pamiętać, że wspomniana ustawa nie przewiduje wyrażenia zgody przez rodzinę zmarłego na  pobranie narządów w celu przeszczepienia. Zwłoki ludzkie nie stanowią rzeczy, a więc nie dotyczy ich prawo własności, nie należą do spadku, ani nie mogą  stanowić przedmiotu obrotu prawnego. Dysponowanie własnymi narządami jest autonomiczną decyzją każdego człowieka. W przypadku śmierci osoby bliskiej ochronie prawnej podlega dobro osobiste najbliższej rodziny, które stanowi jej sfera uczuciowa w związku z kultem pamięci po utracie osoby bliskiej. W praktyce klinicznej lekarze zawsze rozmawiają z rodziną. Przepisy prawa nie wyczerpują różnorodności sytuacji życiowych, a względy społeczno-obyczajowe nie pozwalają na ignorowanie  opinii rodziny pacjenta. W świetle prawa członkowie rodziny nie mogą, a także, jak wskazują badania – nie chcą podejmować decyzji za zmarłego. W badaniu przeprowadzonym na zlecenie Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej na reprezentatywnej  próbie Polaków, aż 71% respondentów stwierdziło, że nie sprzeciwiałoby się pobraniu narządów od bliskiej osoby, jeśli ona sama za życia nie wyraziła sprzeciwu. Po przekazaniu informacji o śmierci, lekarz stara się ustalić w rozmowie z rodziną jakie było stanowisko zmarłego w omawianej kwestii. Zakładając, że najbliżsi krewni najlepiej  znali  zmarłego,  wiedzą jakie było jego nastawienie wobec pobrania narządów do przeszczepienia, i będą chcieli postąpić zgodnie z jego wolą. Zdarza się, że mimo zaangażowania lekarzy, że rodzina jest bardzo negatywnie nastawiona, co uniemożliwia pobranie. Wobec takiego stanowiska odstępuje się od dalszych procedur medycznych. Czasem zdecydowany opór powoduje fakt, że rodzina nie jest przekonana ,czy pacjent naprawdę zmarł, obawia się manipulacji, np. że ktoś odniesie korzyści kosztem ich bliskiego. Negatywne reakcje pojawiają się  również gdy, krewni boją się, że normalna procedura pogrzebowa będzie niemożliwa, albo, że ciało będzie okaleczone, lub boją się opinii ważnych osób z otoczenia społecznego (np. Co powie teściowa, jak się dowie? Czy ksiądz będzie chciał pochować ciało? A jeśli sąsiedzi dowiedzą się, że go oddałam „na przeszczepy?) Wiele osób nie wie o przychylnym nastawieniu Papieża, nie zna stanowiska Kościoła katolickiego, ma wątpliwości czy  osoba bez wewnętrznych organów ma szanse na życie wieczne. Jednak wbrew powszechnym poglądom, często się zdarza, że krewni sami wychodzą z propozycją oddania narządów zmarłego do transplantacji. Niektórym bliskim ułatwia to przeżycie rozstania, nadaje śmierci jakiś symboliczny wymiar i sens. Jeżeli dojdzie do pobrania i transplantacji narządów,  często bliscy zmarłego pytają , kim jest biorca. Również biorcy narządów pytają kim był dawca, jak zmarł, czy mogą się spotkać  z jego rodziną. Szczegółowe informacje na ten temat nie są udzielane. Drodzy Państwo, w XXI wieku przeszczepianie organów staje się  coraz bardziej skuteczną metodą ratowania zdrowia i życia ludzi, polecam Państwa uwadze kampanię „Porozmawiaj o transplantacji”. Zakończę słowami Jana Pawła II, wygłoszonymi podczas XVIII Międzynarodowego Kongresu Światowego Towarzystwa Transplantologicznego : „Należy zaszczepiać w sercach ludzi, zwłaszcza młodych, szczere i głębokie przekonanie, że świat potrzebuje braterskiej miłości, której wyrazem może być decyzja o darowaniu narządów.”

transp

Wirus

Kategorie: Blog Asi

W naszym domu zamieszkał wirus. Jego ofiarą padła młodsza córka. Niebożątko spędziła wczoraj uroczy wieczór „rozmawiając przez wielkie białe ucho”. Wirus ludzki nie atakuje zwierząt, ale Gangster w akcie solidarności, też ma sensacje żołądkowe. Leżą więc sobie oboje zadżumieni.

Ja staram się rozpoznac swój stan kliniczny. Bóle mięśniowe mam, ale to chyba za sprawą Baby Yogi, która wczoraj uświadomiła mi gdzie w człowieku są  mięśnie, taka powtórka z anatomii. Głowę chyba mam zakutą w jakieś imadło, kask za ciasny, albo co. Jak się schylam, to mam wrażenie, że gałki oczne wypadną mi na podłogę. Hmm… nie wiem czy to za sprawą tajemniczego wirusa, czy może niekorzystnego bio-metu. Czas pokaże. We wtorek przemarzłam na basenie co prawda. Nie żebym stała pod murkiem w celach towarzyskiego oddawania moczu do basenu, nic z tych rzeczy. Woda była zimna! Wszyscy wychodzili rozdygotani. W związku z tym zamierzam wykonac telefon do pana kierownika basenu, bo nie wiem czy im się termostat popsuł, czy ta zimna woda to w ramach oszczędności, hartowania czy też naturalnej selekcji użytkowników. Niestety moja morfologia wskazuje na to, że system układ odpornościowy jeszcze trochę kuleje, więc moczenie tyłka w zimnej wodzie nie jest zbyt mądre. Do jutra muszę się ogarnąc ponieważ wieczorem zlot Baby Y(a)ogi w mieszkaniu naszej szalonej instruktorki. Przebrania obowiązkowe! Będą więc Czarownice, Dobre Wróżki, Jędze Druidki, Świtezianki, Elfiki. Mój strój jest już gotowy. Pozostało jeszcze udanie się do sklepu, celem zakupienia produktów na jakąś godną strawę, którą każda z nas ma przygotowac. No to napiszę listę (gdyż skleroza to moja siostra rodzona) i pędzę . Paaa!

W listopadzie nie wolno nic odkładac na później. Patrzysz rano w niebo, hmmm… piękne słońce, może wybiorę się na spacer? Jeśli nie zrobisz tego zaraz, około południa może okazac się, że na niebie są chmury i ogólnie jakoś tak szaro się zrobiło.

Nauczona doświadczeniem, nawet nie dopiłam porannej kawy i pognłam do parku. Moje ulubione drzewa już są bezlistne. Nie ma możliwości, żeby w naszym klimacie znudzic się pogodą. Zmiennośc pór roku jest niesamowita! Inne ciuchy, inne smaki, inne dekoracje w domu, inaczej spędzasz wolny czas, inne nastroje, inne opony w samochodzie (!) i na brzuchu hi hi. Wczorajszy wypad na basen zdecydowanie naprawił mi głowę, chociaż sny i tak miałam dzisiaj koszmarne. Ale co tam, mam inny problem. Mianowicie. Co zrobic, żeby pływając na głębokiej wodzie zanurkoawc. Było wczoraj mnóstwo śmiechu. Głowa pod wodą, tyłek na powierzchni. Ja teoretycznie wiem jak to zrobic, ale praktycznie nie umiem. Muszę się odbic od jakiegoś podłoża, żeby dac nura, inaczej mi nie wychodzi. Jak człowiek ma powietrze w płucach to nie tonie, serio – to dla tych, którzy jeszcze nie nauczyli się pływac 😉  Za to mój tato porafi rozpłaszcyc się na dnie i tak leżec jak płaszczka. Ja nie jestem przekonana, czy to jest zdrowe, bo basen ma w tym miejscu głębokośc 4 m. Kiedyś zeszłam po drabince na dno i myślalam, że uszy mi pękną! W każdym razie tata leży. I straszy ludzi. Jeden pływający człowiek był przekonany, że ktoś się utopił i na dnie są zwłoki. Na basenie spotkaliśmy pana ratownika, który uczył pływac moje córki, bardzo się ucieszył na widok starszej latorośli. Wydaje mi się, że tak niedawno przychodziły z gilami do pasa, a potem to ubieranie i suszenie włosów i obowiązkowo do baru na hamburgera.Fajne czasy 🙂 Pan ratownik w ogóle się nie zmienił, nie wiem jak to możliwe. Sprzedał chłop duszę diabłu czy co ? Następnym razem zapytam go o przepis na wieczną młodośc. Teraz mi się coś przypomniało. Ostatnio usłyszałam, żeby uważc z myśleniem życzeniowym, bo może się spełnic. Matka chciała, żeby niepokorny syn chodził z nią do kościoła. Miał wypadek, jest na wózku inwalidzkim i „chodzą” razem do kościoła. A ja… kiedyś… powiedziałam, że nigdy się nie zestarzeję! Ups… Alternatywą jest umrzec młodo. Mam nadzieję, że się nie spełni, bo my ze znajomymi już mamy plany, co będziemy robic jako staruszkowie 😉

To tyle na dziś słowotoku i wolnych skojarzeń. Pa!