Ująć miecz Damoklesa

Kategorie: Felietony Asi

„Płoną góry, płoną lasy…” Jeśli ktoś z Państwa jeszcze nie był jesienią w Bieszczadach, gorąco zachęcam. Ja byłam dokładnie rok temu, niezapomniane wrażenia!

Pamiętam, że oczarowana widokami, z pewnym niepokojem, opowiadałam o tym, że jest mi tak cudownie w życiu, że aż boję się zapeszyć. Niebawem dowiedziałam się ,że mam raka. Za kilka dni zakończę leczenie. Odczuwam potrzebę zrobienia rachunku sumienia, podsumowania, zamknięcia pewnego rozdziału w życiu. Wzięłam rozwód z rakiem, ale mam wrażenie, że gdzieś podstępnie na mnie czyha, więc ciągle muszę być czujna. Ale właściwie, to każdy z nas powinien być. Pierwsze lata będą pewnie najgorsze, bo jeśli pojawia się wznowa, to najczęściej właśnie w tym okresie, więc poczucie siedzenia na bombie zegarowej nieustannie towarzyszy pacjentom, którzy ukończyli leczenie onkologiczne. Ale może nie wszystkim? A gdyby tak spróbować ująć miecz Damoklesa? Kiedy Damokles zazdrościł potęgi i dobrobytu Dionizjuszowi, ten pozwolił mu zażywać rozkoszy bogactwa swojego stołu, ale nad głową kazał zawiesić miecz uwiązany na końskim włosie.  „Syndromem miecza Damoklesa”, określa się pacjentów po zakończonym leczeniu, fizycznie zdrowych, ale psychicznie pozostających nadal w cieniu choroby. Towarzyszy im nieustanne poczucie lęku,  a każda zdrowotna dysfunkcja wywołuje atak paniki.  Wcale mnie to nie dziwi, bo „Jestem wyleczona” powiem sobie  dopiero po pięciu latach, co nie oznacza, że choroba nie wróci. Rak uczy pokory. Onkologia ciągle kojarzy się ze śmiercią i tragedią. Obiecuję, że dołożę wszelkich starań, żeby nie zamęczyć mojego onkologa i nie popadać w histerię z powodu bólu brzucha lub kręgosłupa. Oj niełatwo będzie, niełatwo. Trzeba czasu, żeby się ze stereotypami uporać .Ale dzieje się pozytywnie! Niedawno znalazłam informację, że firma Matel wyprodukowała lalki Barbie, które nie mają włosów. Za to w komplecie dostępne są kolorowe peruki, turbany, piżamki i buty. Lalki otrzymały dzieci z oddziałów onkologicznych. Co Państwo na taką inicjatywę? Mnie bardzo się podoba, czym skorupka za młodu…  W trakcie  leczenia, zamiast pogrążać się w jałowym smutku, postanowiłam podziałać w  dziedzinie oswajania demonicznego wizerunku chorób nowotworowych, czego Państwo jesteście świadkami. Nie oznacza to, że nie rozumiem i nie wspieram osób, które nie mają ochoty pozować do zdjęć z łysą głową  i oznajmiać całemu światu, że chorowały bądź chorują na raka. Każdy z nas  na swój sposób stawia czoła chorobie, ważne, aby pozostał w zgodzie z samym sobą. Nie zamierzam również  nikogo terroryzować pozytywnym myśleniem. Już w przedszkolu pani przedstawiała nam wzorce do naśladowania „Zobacz jaki Jaś jest dzielny, wcale nie płacze”. Zawsze znajdzie się ktoś z kogo należy brać przykład. Tyle, że nie zawsze uda się  podołać i zamiast motywować sprawiamy, że wiele osób czuje się gorszymi. Teraz często słyszę „Jesteś dzielna, ja bym tak nie umiała”. Też jestem sobą mile zaskoczona. Serio. Nikt nie jest w stanie ocenić własnego potencjału, dopóki  nie znajdzie się w trudnej sytuacji. Ale wcale nie trzeba postępować podobnie do mnie (chyba, że ktoś ma ochotę), by być dzielnym w chorobie. Każdy chorujący, niekoniecznie na raka, ma codziennie bitwę do rozegrania, a dopóki walczy, jest zwycięzcą. Ważne by nie wałczyć samotnie. Ja z racji wykonywanego zawodu (jestem pielęgniarką anestezjologiczną), zarówno w pracy, jak i w życiu kieruję się zasadą: Jeśli uważasz, czujesz, że sytuacja robi się trudna, że tracisz kontrolę „WEZWIJ POMOC”.  Nie ma co bawić się supermena. Pomocny może być telefon do przyjaciela ( to taki ktoś, kto bez wahania odbierze połączenie o 3 w nocy, wysłucha twojego bełkotu przez łzy i  udzieli wsparcia), spotkanie z dobrym znajomym, wolontariuszem z fundacji, niedawno poznaną osobą w poczekalni, która emanuje pozytywną energią i chętnie się nią podzieli, lub psychoonkologiem. Tych ostatnich jest ciągle za mało, ale są jeszcze psychologowie i psychiatrzy. Zapewniam, że nie gryzą. Sposobów jest mnóstwo, tylko czasem człowiek nie ma siły, chęci i umiejętności by je znaleźć. Dlatego nauczmy się wcześniej wysyłać sygnał SOS, bo może się zdarzyć, że ta umiejętność uratuje nam życie. Dziękuję wszystkim, którzy odbierali moje wołanie o pomoc. Obiecuję, że podzielę się dobrem, które otrzymałam, bo to  jedno z niewielu zjawisk, że coś się mnoży, jeśli się dzieli. Taki paradoks… im więcej życzliwości, szacunku i dobra dajemy, tym więcej do nas wraca.

Zrzut ekranu 2013-08-22 o 23.58.58

Komentarze (3):

  1. Pingback: payday loans calgary

  2. Pingback: direct payday loan email money transfer lender

  3. Pingback: drugrehabcentershotline.com substance abuse treatment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.