Archiwa tagu: Joanna Barczykowska

 Dziś wszedł w życie rządowy program dofinansowania in vitro. Chciałoby się powiedzieć szok i niedowierzanie, jak z przekąsem nazywamy w redakcji „niektóre” łódzkie wydarzenia. W końcu dołączyliśmy do grona oświeconych państw Zachodniej Europy, refundujących in vitro, do których tak chętnie lubimy się porównywać. Niestety często bliżej nam do Afryki, nie obrażając oczywiście, żadnego z jej mieszkańców. Przez te wszystkie lata nasi politycy chyba myśleli, że jak się trochę poczaruje, to i się dziecko w końcu zmajstruje. A tu nic. Lekarze co roku przedstawiali nam coraz gorsze statystyki na temat niepłodności Polaków. I politykę prorodzinną szlag by trafił,  co opadającej w sondażach na łeb na szyję władzy, mogło by mocno zaszkodzić. Gdyby ktoś jeszcze dwa lata temu zapytał mnie czy w Polsce w końcu dofinansują in vitro ( a pytali) – powiedziałabym, że prędzej uruchomią budowane od 37 lat CKD. Myliłam się. W CKD nadal hula wiatr, a na in vitro już szykują się pierwsze pacjentki. Życzę oczywiście powodzenia.

 

W zeszłym tygodniu zapowiadałam, że na blogu nie będę pisać o medycynie i i chcę dotrzymać słowa. Nie ona jest dziś moim głównym tematem. Wejście w życie polskiego programu dofinansowania in vitro to tylko pretekst do tego, żeby opowiedzieć wam pewną historię, którą usłyszałam podróżując po Afryce. Na tym kontynencie o in vitro większość mieszkańców nawet nie słyszała. Nie oznacza to jednak, że problemy niepłodności nie dotykają tamtejszych kobiet. Jako, że w Afryce wierzenia w bóstwa, magiczne działanie ziół, czy świętych miejsc, jest wciąż żywe i powszechne, to marzące o dzieciach kobiety też mają swoje miejsca pielgrzymek i sposoby leczenia niepłodności. Dla nas pewnie dość kontrowersyjne i niebezpieczne. Dla nich podobno bardzo skuteczne.

Kilkanaście kilometrów od Banjulu, stolicy Gambii, znajduje się święty staw krokodyli. Aby do niego dotrzeć trzeba przemierzyć rybacką wioskę Bacau. To miejsce, gdzie nie ma jeszcze kanalizacji, a ulice pokonuje się przeskakując nad kanałami z ludzkimi nieczystościami. Zapach nie odstrasza jednak pielgrzymów, którzy wierzą w sprawczą moc tego juju (tradycyjne wierzenia ludów afrykańskich). Częściej odstrasza jednak turystów, którzy próbują tam dotrzeć.

22

 

Jeziorko w Bacau ma kilka metrów głębokości i kilkanaście szerokości. Nigdy nie widać dna, bo jego taflę pokrywa zielony dywan lilii wodnych. W niewielkim stawie żyje 120 krokodyli i wciąż przybywają kolejne. To miejsce szczególnej płodności. Krokodyle nie są groźne dla ludzi. Sprawdziłam to osobiście. Jedni twierdzą, że po prostu zawsze są najedzone, dlatego nawet nie chce im się polować. Inni, że to magiczne gady, które zamiast szkodzić, pomagają ludziom. W czym?

– Leczą z niepłodności – odpowiedział mi Sal, który przyjechał tu razem z żoną z okolic Jawulu, wioski w głębi kraju. – W naszej kulturze kobieta, która nie może mieć dzieci jest bezużyteczna. Moja rodzina krzywo patrzy na to, że jesteśmy dwa lata po ślubie, a jeszcze nie mamy dzieci. Bardzo kocham żonę i wierzę, że po tej wizycie nam się uda. Kuzyn przyjechał tu kiedyś z drugą żoną. Po dwóch miesiącach była brzemienna. Z nami będzie podobnie. Przywieźliśmy kozę w ofierze, żeby zaskarbić sobie przychylność bogów.

 33

Legenda głosi, że 500 lat temu mężczyzna z rodziny Bojang spotkał w tym lesie tajemniczą kobietę. Ta poprosiła go o pomoc w uratowaniu synka, który wpadł do stawu. Mężczyzna wydostał dziecko, a w podziękowaniu usłyszał: „Jestem duchem Kachikally. To była próba czy Bojang są godni opieki nad stawem. Zdałeś.”

 11

Duch, który opiekował się tym terenem powiedział, że woda w stawie jest święta i ma szczególne właściwości lecznicze. Wpuszczona do niego para krokodyli będzie miała mnóstwo potomstwa, które nie będzie groźne dla ludzi. Przepowiednia sprawdziła się. W stawie żyje dziś 120 krokodyli. Gady nie uciekają, nie opuszczają stawu zbyt daleko, tylko spokojnie spacerują sobie po lesie. W pobliżu przechodzą ludzie, którzy mogą gada nawet dotknąć. Karmiący zwierzęta mężczyzna zapewnił mnie, że nigdy nie zdarzyło się, żeby krokodyl rzucił się na człowieka.

 44

Rodzina Bojang opiekuje się jeziorem do dzisiejszego dnia. Jego właściwości lecznicze znane są w całej Afryce. To bardziej święte miejsce niż atrakcja turystyczna. Na rytualną kąpiel przyjeżdżają tu kobiety z całej Gambii. Wszyscy wierzą, że woda w jeziorze leczy z bezpłodności.

Czy tak jest naprawdę?

Trudno powiedzieć. To jest Afryka, czyli inne reguły. Mi udało się pokonać swój strach i dotknąć długiego na dwa metry szczerzącego się krokodyla 🙂

55

 

 

Witam wszystkich, którzy przez przypadek tu wpadli. Uprzedzam lojalnie, że to mój pierwszy blog w życiu, dlatego mam tremę, jak przy pisaniu pierwszego tekstu do gazety. Kiedy to było? Jakieś pięć lat temu. Nie wiem, kiedy to zleciało.

Na co dzień robię „dziennikarski doktorat” z medycyny, ponieważ w „Dzienniku Łódzkim”zajmuję się łódzką służbą zdrowia i tym co boli nas-pacjentów. Ale nie o medycynie tu dzisiaj będzie. W wolnych chwilach, których (sic!) wciąż mam za mało, myślę, marzę i planuję wyprawy daleko od Łodzi… To ostatnie kocham najbardziej. Czytaj dalej