Jak smakuje afrykański fast food?

Kategorie: Daleko od Łodzi

Nie chcę, ale muszę – powiedziałby Lech Wałęsa siadając do pisania swojego bloga. A ja nie muszę, ale chcę. I na tym postawię kropkę, bo zupełnie nie wiem, jak mam się wytłumaczyć z porzucenia mojego bloga zanim jeszcze zdążyłam zabrać Was w jakąś daleką podróż.

Postanowiłam podzielić się z Wami swoją refleksją, którą można zaobserwować w Łodzi od kilku miesięcy. Liczba programów kulinarnych w ramówkach komercyjnych stacji telewizyjnych przekłada się nie tylko na nasz zapał do gotowania, ale i smakowania. I tu sprawdza się stara zasada – jest popyt, jest podaż. Łódź restauracjami stoi. W ciągu ostatniego roku w centrum powstało kilkadziesiąt restauracji m.in. z włoską pizzą, świetnymi makaronami, afrykańskim jedzeniem, amerykańskimi stekami i przede wszystkim wszechobecnymi hamburgerami. Mam wrażenie, że wszyscy porzucili poczciwego „chińczyka” i kebaby, na rzecz hamburgerów przyrządzanych na tysiąc sposobów.  Ale nie o amerykańskiej kuchni tu dziś będzie.

IMG_2820

Dalekie kraje najlepiej zwiedza się od kuchni. A najprzyjemniej spędzony czas, to najczęściej ten przesiedziany przy stole. Aby prawdziwie zasmakować  obcej kultury, a zwłaszcza kuchni trzeba się często wykazać mocnymi nerwami. Efekt wynagradza jednak wiele.

Jedną z najdziwniejszych, ale niezwykle smacznych restauracji, którą miałam okazję odwiedzić, był niewielki lokal w Serrekundzie w Gambii. Restauracja czynna była w godzinach wieczornych. Serwuje się tam tylko jedno danie – Afrę. Co to takiego?  – Po prostu afrykański fast-food – odpowiedział mi kucharz.

IMG_2756

Na Afrę zabrali mnie gambijscy przyjaciele. Po wieczorze spędzonym w barze, popijając fantastyczne piwo z narodowego browaru – Julbrew, rośnie apetyt. Gambijczycy mają wtedy ochotę na rybne przekąski lub właśnie Afrę.

IMG_2762

Afra to smażone w piecu na dużym ogniu kawałki koziego mięsa. Wszystko przygotowywane jest na oczach klientów.

IMG_2766

Cała restauracja mieści się w jednym pomieszczeniu. Przy wejściu znajduje się piec, do którego kucharz wsuwa długie szufle z pokrojonym jedzeniem. Z haków zawieszonych pod sufitem, przy oknie bez szyb, zwisa obrane ze skóry kozie mięso. Kucharz wielkim tasakiem odkrawa je od kości, lub  wręcz przeciwnie kroi na drobne kawałki mięsa z kością. Według wielu, zwłaszcza mężczyzn, dopiero wtedy mięso smakuje naprawdę dobrze. Pod oknem, przy zwisających kawałkach mięsa znajduje się stół, na którym przygotowuje się jedzenie. Goście mogą czekać przed lokalem i odebrać jedzenie przez okno, albo usiąść w środku pod ścianą. Widok – bezcenny.

IMG_2770

Restauracja z pewnością nie spełniłaby ani jednego warunku stawianego przez Sanepid. Na brak gości nie mogła jednak narzekać. Afrę podaje się w rożku zwiniętym z gazety. Je się ją palcami, albo plastikowym widelcem. Mięso jest fantastycznie wysmażone i przyprawione. Zaspakaja nawet największy apetyt. Żeby go jednak spróbować, trzeba mieć mocne nerwy.

W podobny sposób w Gambii podaje się np. krewetki. Smaży się je na głębokim ogniu i podaje w rożku zwiniętym z gazety, jak frytki. Krewetki traktowane są, jak szybkie przekąski.

Największym przysmakiem Gambii są jednak ryby i ostrygi. Ten najmniejszy kraj Afryki ciągnie się bowiem wzdłuż rzeki – Gambia. Jej deltę, przy ujściu do oceanu porastają lasy namorzynowe. Podczas odpływu wody morskiej odsłaniają się korzenie mangrowców, obrośnięte ostrygami. W kolejnych wpisach postaram się Wam pokazać lasy namorzynowe. Napiszę też dlaczego Afrykanie nie lubią ostryg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *