Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Nie chcę, ale muszę – powiedziałby Lech Wałęsa siadając do pisania swojego bloga. A ja nie muszę, ale chcę. I na tym postawię kropkę, bo zupełnie nie wiem, jak mam się wytłumaczyć z porzucenia mojego bloga zanim jeszcze zdążyłam zabrać Was w jakąś daleką podróż.

Postanowiłam podzielić się z Wami swoją refleksją, którą można zaobserwować w Łodzi od kilku miesięcy. Liczba programów kulinarnych w ramówkach komercyjnych stacji telewizyjnych przekłada się nie tylko na nasz zapał do gotowania, ale i smakowania. I tu sprawdza się stara zasada – jest popyt, jest podaż. Łódź restauracjami stoi. W ciągu ostatniego roku w centrum powstało kilkadziesiąt restauracji m.in. z włoską pizzą, świetnymi makaronami, afrykańskim jedzeniem, amerykańskimi stekami i przede wszystkim wszechobecnymi hamburgerami. Mam wrażenie, że wszyscy porzucili poczciwego „chińczyka” i kebaby, na rzecz hamburgerów przyrządzanych na tysiąc sposobów.  Ale nie o amerykańskiej kuchni tu dziś będzie.

IMG_2820

Dalekie kraje najlepiej zwiedza się od kuchni. A najprzyjemniej spędzony czas, to najczęściej ten przesiedziany przy stole. Aby prawdziwie zasmakować  obcej kultury, a zwłaszcza kuchni trzeba się często wykazać mocnymi nerwami. Efekt wynagradza jednak wiele.

Jedną z najdziwniejszych, ale niezwykle smacznych restauracji, którą miałam okazję odwiedzić, był niewielki lokal w Serrekundzie w Gambii. Restauracja czynna była w godzinach wieczornych. Serwuje się tam tylko jedno danie – Afrę. Co to takiego?  – Po prostu afrykański fast-food – odpowiedział mi kucharz.

IMG_2756

Na Afrę zabrali mnie gambijscy przyjaciele. Po wieczorze spędzonym w barze, popijając fantastyczne piwo z narodowego browaru – Julbrew, rośnie apetyt. Gambijczycy mają wtedy ochotę na rybne przekąski lub właśnie Afrę.

IMG_2762

Afra to smażone w piecu na dużym ogniu kawałki koziego mięsa. Wszystko przygotowywane jest na oczach klientów.

IMG_2766

Cała restauracja mieści się w jednym pomieszczeniu. Przy wejściu znajduje się piec, do którego kucharz wsuwa długie szufle z pokrojonym jedzeniem. Z haków zawieszonych pod sufitem, przy oknie bez szyb, zwisa obrane ze skóry kozie mięso. Kucharz wielkim tasakiem odkrawa je od kości, lub  wręcz przeciwnie kroi na drobne kawałki mięsa z kością. Według wielu, zwłaszcza mężczyzn, dopiero wtedy mięso smakuje naprawdę dobrze. Pod oknem, przy zwisających kawałkach mięsa znajduje się stół, na którym przygotowuje się jedzenie. Goście mogą czekać przed lokalem i odebrać jedzenie przez okno, albo usiąść w środku pod ścianą. Widok – bezcenny.

IMG_2770

Restauracja z pewnością nie spełniłaby ani jednego warunku stawianego przez Sanepid. Na brak gości nie mogła jednak narzekać. Afrę podaje się w rożku zwiniętym z gazety. Je się ją palcami, albo plastikowym widelcem. Mięso jest fantastycznie wysmażone i przyprawione. Zaspakaja nawet największy apetyt. Żeby go jednak spróbować, trzeba mieć mocne nerwy.

W podobny sposób w Gambii podaje się np. krewetki. Smaży się je na głębokim ogniu i podaje w rożku zwiniętym z gazety, jak frytki. Krewetki traktowane są, jak szybkie przekąski.

Największym przysmakiem Gambii są jednak ryby i ostrygi. Ten najmniejszy kraj Afryki ciągnie się bowiem wzdłuż rzeki – Gambia. Jej deltę, przy ujściu do oceanu porastają lasy namorzynowe. Podczas odpływu wody morskiej odsłaniają się korzenie mangrowców, obrośnięte ostrygami. W kolejnych wpisach postaram się Wam pokazać lasy namorzynowe. Napiszę też dlaczego Afrykanie nie lubią ostryg.