Daleko od Łodzi, czyli gdzie?

Kategorie: Daleko od Łodzi

Tagi: , ,

Witam wszystkich, którzy przez przypadek tu wpadli. Uprzedzam lojalnie, że to mój pierwszy blog w życiu, dlatego mam tremę, jak przy pisaniu pierwszego tekstu do gazety. Kiedy to było? Jakieś pięć lat temu. Nie wiem, kiedy to zleciało.

Na co dzień robię „dziennikarski doktorat” z medycyny, ponieważ w „Dzienniku Łódzkim”zajmuję się łódzką służbą zdrowia i tym co boli nas-pacjentów. Ale nie o medycynie tu dzisiaj będzie. W wolnych chwilach, których (sic!) wciąż mam za mało, myślę, marzę i planuję wyprawy daleko od Łodzi… To ostatnie kocham najbardziej.

Poprzednią niedzielę spędziłam na planowaniu podróży dookoła świata. Żeby nie było – wcale się w nią teraz nie wybieram, ale ile satysfakcji miałam z wyszukiwania kolejnych połączeń lotniczych lokalnymi azjatyckimi liniami. Chciałam znaleźć połączenia dookoła świata z kilkoma przystankami, tak by zmieścić się w budżecie 3 tys. zł. Na razie mi się to nie udało, ale będę próbować dalej.

O czym będzie mój blog? O tym co sprawia mi w życiu największą frajdę, czyli o podróżowaniu. O odkrywaniu świata tego bliskiego i dalekiego. O ludziach, którzy mnie inspirują i miejscach, które zmieniają moje myślenie i postrzeganie świata. Takim miejscem bez wątpienia było indyjskie Waranasi. Później wytłumaczę wam dlaczego. Będę też poszukiwać swojego krańca świata. Jeszcze go nie znalazłam. Moim zdaniem to rzecz bardzo indywidualna i czysto subiektywna. Dziś wydaje mi się, że mój kraniec świata znajduje się na przyczółku Antarktydy, rzut beretem od argentyńskiej Patagonii. Dlaczego? Bo jest tam potwornie zimno i niebiańsko pięknie. Jako istota wybitnie ciepłolubna, instynktownie wybieram zawsze miejsca, gdzie w jednym ubraniu można przechodzić cały rok, dlatego myślę, że tam, jak przystało na kraniec świata, jest mi wybitnie nie po drodze. Za chwilę może się to jednak zmienić. Tak samo jak plan na podróż życia. Każda, w którą się wybieram może nią być, ale wierzę, że mam jeszcze przed sobą.

Rzecz, którą kocham najbardziej, to być w drodze. Jeszcze przed powrotem z podróży, w myślach już planuję następną. Uwielbiam jechać: pociągiem kilkaset kilometrów w Indiach, autobusem bez okien przez piaszczyste drogi Afryki, albo marszrutką w Rosji, naszej pięknej sąsiadce. Patrząc przez pryzmat innych krajów, przestałam narzekać na dziury w łódzkich drogach. W podróży nie chodzi mi o oderwanie od codzienności. To mój sposób na codzienność. Staram się żyć według własnych zasad, a największym szczęściem jest to, że moja druga połowa ma w tej kwestii to samo zdanie 🙂

Mój świętej pamięci dziadek, na pytanie babci, czy w końcu kiedyś wybraliby się do tego Sopotu? – Odpowiadał zawsze tak samo. A po co? Wszędzie tylko ulice i kamienice? Nawet nie wie, jak się mylił. W afrykańskiej Gambii, czy Senegalu ludzie mieszkają w chatkach zbudowanych z gliny czy piasku. W dużych miastach mamy przykład architektury garażowej. W brazylijskim Salvadorze mieszka się w kolonialnych domach, które wybudowali Portugalczycy, w Rio de Janeiro w biednych favelach, a w Dubaju w futurystycznych wieżowcach, które unoszą się nad chmurami. Nie trzeba jednak wyjeżdżać tak daleko, by zachwycić się architekturą i innym stylem życia. Warto poznać hiszpański luz mieszkańców słonecznej Katalonii. A gdzie zrobić to najlepiej? W słynnej Barcelonie. Z kolei na prawdziwe hiszpańskie tapas zaprosiłabym raczej do Madrytu. Tam też nadal można zobaczyć tradycyjną corridę. Średnia wieku na widowni to jednak 70+. I szczerze mówiąc – nie wytrzymałam do końca. Zbyt drastyczny to dla mnie widok. W sześć godzin wsiadając w autobus możemy znaleźć się w Berlinie, by skosztować najlepszego na świecie kebabu albo poszwędać się po galeriach na Kreuzbergu. Dwie godziny samolotem dzielą nas z kolei od Londynu, a tam jest co robić. Za darmo można zwiedzić na przykład wszystkie państwowe muzea, w tym jedno z najlepszych muzeów sztuki współczesnej na świecie – Tate Modern Gallery. Przy okazji nad Tamizą można spędzić miłe popołudnie.

Podczas podróży staram się jak najwięcej zobaczyć, jak najmniej wydając. Choć czuję się wolnym człowiekiem, to mam kilka uzależnień. Jednym z nich jest codzienny research tanich lotów. To sposób na krótki wypad , jak i podróż życia. W czasach kiedy autostop stał się niebezpieczny, a samolotem można dolecieć już za kilka złotych, liczy się umiejętność podróżowania. Na blogu chciałabym promować modę na city break, czyli krótkie wypady głównie do europejskich stolic. Po co? Do Mediolanu na pyszne espresso, do Londynu na wystawę lub styczniowe wyprzedaże, a do Berlina na koncert. Samolotem, autobusem i pociągiem. Ważne by dotrzeć do celu, a podróż rozpocząć z Łodzi. City break to najfajniejszy trend  dzisiejszych czasów i nie ma w tym krzty nonszalancji. Na blogu chciałabym się dzielić z Wami moimi pomysłami na podróże, które łatwo zorganizować z Łodzi.

Daleko od Łodzi, czyli gdzie? Tam gdzie warto się wybrać. Nadchodzące wakacje są najlepszym pretekstem do tego, żeby zwiedzić kawałek świata. Jeśli nie macie jeszcze konkretnych planów, mam nadzieję, że podsunę wam kilka inspiracji.

Komentarze (3):

  1. Leonard

    Tanie loty – również to co lubię. Ostatnio zwiedzałem Skandynawię (przelot w 2 strony z niewiele ponad 100zł). Oszczędzając na przelocie/przejazdach – można przeznaczyć środku na przyjemności podczas wyjazdu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *